Dlaczego założyłam bloga

Pisanie tego bloga jest wyrazem mojego posłuszeństwa Bogu, który już przed kilkoma laty zachęcał mnie do pisania. Celem jego jest zaświadczenie, że Jezus jest żywy i realny, a Bóg działa w życiu wierzących, którzy Go szukają i Jemu wierzą. Jest pisany ku zachęcie i inspiracji, aby z wytrwałością i pasją podążać za Jezusem. Zasadą Bożą jest, że prawda wyzwala. To, co piszę, przyniosło wolność do mego życia, więc wierzę, że przyniesie i do Twojego, o to też się modlę… A jeśli poczujesz się zachęcony/-a moimi postami, poleć proszę tego bloga swoim znajomym, aby Imię Jezusa było uwielbione „przez dziękczynienie wielu.” Zachęcam Cię jednak przede wszystkim do medytowania nad Biblią, aby "zaświeciła ci prawda Ewangelii" (Ef 4, 17-24).
Istnieje możliwość zamówienia książki, która powstała w oparciu o teksty z bloga. W celu zakupu proszę o kontakt na maila hakiiki@gmail.com

Bieżące informacje z misji w Ugandzie (2010-2013):

Jak czytać bloga

Zachęcam do chronologicznego czytania bloga. W tym celu proszę najpierw wejść do archiwum (po lewej stronie pod ulubionymi linkami) i wybrać rok 2007, a następnie zjechać na sam dół strony.

piątek, 16 maja 2008

Ukryte skarby cz. 4

W obecnym czasie widzę, że Bóg pobudza Kościół do tego rodzaju modlitwy, w której sprzeciwiamy się diabłu okradającego nas z tego, co nam się „należy” w Jezusie. I nie dzieje się to na zasadzie modlitwy prośby, ale modlitwy wyznawania. W Liście do Kolosan czytamy: „w Jezusie są ukryte wszystkie skarby mądrości i poznania” (Kol 2, 3), a Jezus żyje w nas.

Świadczę, że dzięki modlitwie wyznawania nastąpiło wiele duchowych i materialnych przełomów w moim życiu. I oddaję chwałę za to Bogu, bo jak mówi Jezus: „jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa Moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to się wam spełni. Ojciec Mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się Moimi uczniami” (J 15, 7-8). Musimy pamiętać, że tam, gdzie w Nowym Testamencie mamy słowo „prosić” (gr. aiteo), oznacza ono jednocześnie „domagać się wytrwale”, „żądać, bo się należy z racji prawa”, „pragnąć” oraz „wzywać i jednocześnie zgłaszać się po odbiór”. Jezus mówi w tym fragmencie, że Ojciec dozna chwały, kiedy owoc obfity przyniesiemy i staniemy się Jego uczniami. Pewnie to droga na całe życie, ale jeżeli nasze owocowanie w tym roku, nie różni się od roku ubiegłego i poprzednich, to należy zbadać dlaczego i jeżeli nadal idziemy wytrwale za Bogiem, a nie owocujemy, to trzeba może zmienić sposób modlitwy – na wyznawanie tego, co jest w Ewangelii Jana 15, 16.

Wielu ludzi obecnie dąży do sukcesu. Ja wierzę, że modlitwa wyznawania jest drogą do sukcesu, nie tylko w życiu duchowym i to wcale nie znaczy, że uciekamy od krzyża. Tylko ważne jest, aby wiedzieć, co Jezus miał na myśli pod pojęciem „krzyża”, który mamy brać, by za Nim iść. Ważne więc jest, aby czytać Słowo Boże, aby nie wierzyć, że krzyżem w naszym życiu jest to, co nim faktycznie nie jest.

Jezus powiedział w Ewangelii Jana 15, 7: „jeśli Moje słowa w was trwać będą”. Greckie słowo „trwać” – „meno” oznacza także „mieszkać wspólnie pod jednym dachem”, „przebywać”, „być obecnym w tym momencie właśnie” oraz „pozostać”. Musimy pamiętać, że Słowo Boże trwa w nas na tyle, na ile je praktykujemy. Wielu ludzi wierzy w Jezusa, chodzi do kościoła, odmawia swoje modlitwy, itp., a jednak Słowo Jezusa w nich nie trwa i ich modlitwy nie przynoszą im rezultatów, jak choćby zmiany w ich chrześcijańskim charakterze i wzrostu w wierze. Musimy pozwolić, by treść Bożego Słowa miała znaczące miejsce w naszym życiu, a stanie się to także przez modlitwę wyznawania.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was ten temat jest zupełnie nowy, dlatego chciałabym jeszcze podać kilka praktycznych przykładów. Niedawno wybrałam się do lekarza. Kosztowało mnie to parę przygotowań i poświęcenie wiele czasu, a gdy przybyłam na miejsce, okazało się, że lekarz nie przyszedł. Oczywiście byłam sfrustrowana. Poczyniłam jednak dobre wyznanie. W Pierwszym Liście Jana 5, 4-5 jest napisane: „Wszystko, co z Boga jest zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” Moje wyznanie: Kochany Jezu tak Ci dziękuję, że jesteś ze mną w każdych okolicznościach. Jesteś ze mną, kiedy się cieszę i kiedy jestem sfrustrowana. Ja jestem narodzona z Boga i w moim sercu jest wiara, którą mam od Ciebie, a która zwycięża świat. Dziękuję Ci, że ta wiara przynosi mi pełnię zwycięstwa nad tym, co widzą moje oczy i co doświadczają moje uczucia. Dziękuję Ci, że oczyma wiary mogę oglądać, jak Ty stajesz się zwycięski w tych okolicznościach, które mnie frustrują i że mogę przebaczyć. Mogę widzieć oczyma wiary, jak Ty Jezu w sposób niesamowity rozwiązujesz problem mojej odwołanej wizyty u lekarza, choć czekałam na nią ponad miesiąc. Wyznaję, że Ty masz dla mnie zaopatrzenie w tej sytuacji i już teraz Ci za to dziękuję! Dziękuję, że mogę patrzyć przez wiarę, jak Ty cudownie rozwiązujesz tę sprawę i radować się Twoją obecnością. Dzięki wierze w moim sercu jestem ponad tym wszystkim i wierzę, że Ty doprowadzisz wszystkie moje zamierzenia w Tobie do wspaniałego końca. Dziękuję, że zawsze mogę doświadczyć Twej miłości, bo przecież „Twoja troskliwość czyni mnie wielką” Amen. Ten ostatni werset pochodzi z Drugiej Księgi Samuela 22, 36. Słowo przetłumaczone jako „wielkim/wielką” jest hebrajskim słowem „rabah”, które oznacza „mieć obfitość coraz większą i większą”, „wzrastać w autorytecie i pozycji”, „rozrastać się”, „przechodzić samego siebie w możliwościach”, „poszerzać swoje terytorium i wpływy”, „być w pełni zaspokojonym we wszystkim”. Czyż to nie jest cudowna obietnica do wyznawania nad swoim życiem? Po takiej modlitwie otrzymałam pokój serca i zapomniałam o swojej frustracji. Natomiast za niedługi czas trafiłam do docenta, a nie lek. Med. Tak więc wszystko obróciło się na moją korzyść, zgodnie z Bożą obietnicą z Rz 8, 28: “wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra”.

Może jeszcze jeden przykład. Czasem rano nie mogę się dobudzić, czuję się bez sił i wstaję z łóżka z ociąganiem. Jest jednak Boża obietnica na taką okoliczność z Psalmu 23: „Pan jest pasterzem moim, niczego nie braknie”. Wyznaję więc: Pan jest moim pasterzem, troszczy się o mnie, a dzięki Jego trosce niczego mi nie brakuje. Nie brakuje mi siły, nie brakuje mi entuzjazmu, nie brakuje mi dobrego humoru, nie brakuje mi wiary, nie brakuje mi cierpliwości, nie brakuje mi miłości, nie brakuje mi energii życiowej. Nie brak mi też zdecydowania, aby wstać i chwalić Pana w tym nowym dniu, jaki mi daje. Amen. I wierzcie lub nie, moje nastawienie się zmienia i przychodzi to, co wyznaję. Mam przecież te skarby w Jezusie, tylko muszę zacząć je odgrzebywać!

Widziałam dziś w Poznaniu takie plakaty: “Poznań miastem bezpiecznych kierowców”. Czyż nie jest to swego rodzaju dobre wyznanie? Czy już wszyscy kierowcy jeżdżą bezpiecznie? Pewnie nie, ale to wyznanie ma narzucić pewien standard kierowcom Poznania i aż chce się temu podporządkować. Bardzo podobnie jest z modlitwą wyznawania.

Sięgajmy więc po skarby, które mamy w Jezusie, aby mieć pełnię w Nim (Ef 3, 19) i by nasze życie chrześcijańskie stawało się coraz bardziej obfite. Przecież Jezus po to przyszedł: “Ja przyszedłem, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10). W Ewangelii Łukasza czytamy o rybakach, którzy całą noc łowili ryby i nic nie złowili, lecz na słowo Jezusa zarzucili sieć ponownie i zagarnęli w krótkim czasie takie mnóstwo ryb, że sieć się rwała (Łk 5, 4-7). Wierzę, że ta sytuacja ma też znaczenie symboliczne dla nas: choć w naszym życiu chrześcijańskim nie doświadczamy zaspokojenia, Jezus ma dla nas obfitość, ale uczyńmy, co On MÓWI – zróbmy to, do czego wzywa nas – na Jego słowo zarzućmy sieć naszego posłuszeństwa Jego słowu i wyznawajmy Boże obietnice nad naszym życiem z dziękczynieniem, aby w krótkim czasie zagarnąć przeznaczoną nam obfitość.

piątek, 14 marca 2008

Już w Polsce

Wróciłam do Polski na początku lutego, ale nie miałam kiedy nawet krótkiego posta napisać, gdyż wiele się działo. Na początku oczywiście oswajałam się z ojczyzną i zdobyczami cywilizacji. Nie mogłam sie wręcz nacieszyć elektrycznością i bierzącą wodą, nie mówiąc już o wannie :) Potem zaczęłam się czuć dziwnie źle i po paru dniach okazało się, że mam nawrót malarii. Na szczęście miałam dobre leki, które przywiozłam z Ugandy. Tak więc po dwóch tygodniach doszłam do siebie. Po koniec lutego przeniosłam się do Poznania, gdzie szukałam niedrogiego mieszkania i w końcu je szczęśliwie znalazłam. Pan jest wierny i jak wytrwale o coś prosimy, to nam to daje, bo daje to, co jest dobre dla swych dzieci. Biblia zachęca nas do prezyzowania swoich modlitw – ja też swoje sprecyzowałam i Pan mi dał dokładnie takie mieszkanie, jakie chciałam. Modliłam się o nie wytrwale i w niedługim czasie zobaczyłam rezultat swej modlitwy.

Podczas pobytu w Ugandzie, mniej więcj raz w miesiącu bywałam w Kampali i zatrzymywałam się w domu, który wynajmuje Faith dla młodzieży z wioski, która uczy się i studiuje w Kampali. Tuż obok tego domu znajdowała się dyskoteka prowadzona przez wiele lat przez młodą kobietę. Bardzo więc nie lubiłam pobytu w domu Faith, gdyż nie można było się tam w ogóle wyspać. Było to w listopadzie, gdy podczas kolejnego pobytu w Kampali w domu Faith zorientowałam się, że jest dziwnie cicho w okolicy. A jakież było moje zdumienie, gdy wieczorem usłyszałam pieśni uwielbienia Jezusa, płynące z tego samego miejsca, gdzie wcześniej była dyskoteka. Szybko mi wyjaśniono, że właścicielka dyskoteki nawróciła się i oddała życie Jezusowi, a dyskotekę zmieniła na miejsce spotkań chrześcijan. Wiem, że od wielu lat wiele osób modliło się za tę kobietę, aby znalazła Boga w swoim życiu. Wielkokrotnie głoszono jej Ewangelię, ale jej nie przyjmowała. W końcu jednak Pan dotarł do jej serca, zmieniając całkowicie kierunek dla jej życia. Kobieta ta wyznała, że nigdy nie była tak szczęśliwa jak teraz!

W listopadzie byłam też z koleżanką o imieniu Margaret na górze modlitwy. Modliłysmy się o wiele spraw i w ciągu dwóch miesięcy zobaczyłyśmy Bożą odpowiedź na prawie każdą z tych intencji modlitewnych. Niesamowite było to, co zdarzyło się Margaret w styczniu. Jej zaufanie Bogu zostało bowiem wystawione na wielką próbę. Margaret ma 33 lata i jest już wdową. Ma córkę oraz kilkoro młodzieży z dalszej rodziny na utrzymaniu, które dzięki niej uczą się w Kampali. Margaret miała jedno źródło dochodu – rentę z USA po mężu, który był Amerykaninem. Niestety w październiku ta renta została wstrzymana, a Margaret została zupełnie bez środków do życia. Miała też wzięty kredyt, a zastawem była ziemia. Margaret niestety zalegała z ratami od kilku miesięcy. Bank wyznaczył koniec stycznia jako ostateczna datę spłaty zaległych rat, w innym wypadku przejąłby tę ziemię. Margaret straciłaby wiele pieniędzy. Modliłyśmy się, aby Pan znalazł rozwiązanie w tej beznadziejnej sytuacji. Margaret sama modliła się w tej sprawie jak ta wdowa z przypowieści Jezusa, która nachodziła sędziego, aby ją wziął w obronę. W połowie stycznia Margaret spotkała ciocię, której od wielu lat nie widziała. Ta kobieta zaprosiła ją do siebie i w czasie rozmowy Margaret jej powiedziała jaki ma problem. Ciocia przejęta współczuciem, dała jej te pieniądze na spłatę kredytu! Margaret była niezwykle wdzięczna Bogu za tę cudowną interwencję i wszystkich naokoło zachęcała do wytrwałej modlitwy i postu. Modliłyśmy się też o męża dla niej, ale jak ona powiedziała: „Panie ja chcę Białego”, to trochę mnie to zdziwiło i muszę przyznać, że nieco bez wiary się o to modliłam, gdyż to byłby swego rodzaju cud. Nie uwierzycie! Margaret ma już narzeczonego i zgadnijcie jakiego koloru jest jego skóra? Jest Biały!

Mogłabym pisać wiele tego rodzaju świadectw ludzi z Ugandy, którzy z wiarą konkretnie i wytrwale prosili Boga o swoje potrzeby i otrzymywali odpowiedź. To ważne, aby w modlitwie wiedzieć, czego się chce. To zupełnie jak z listą prezentów na święta. Cieszą nas niespodzianki, ale jeśli mamy jakąś potrzebę i dostajemy dokładnie to, co chcieliśmy, sprawia nam to wielką radość. Tak samo Ojciec Niebieski cieszy się z obdarowywania swoich dzieci.

W czasie prowadzenia projektu „Nowy Dom Dziecka – Nowa Nadzieja” prawie każdego ranka siadałam za domem i modliłam się, aby Pan poruszał serca ludzi do przysyłania pieniędzy na ten projekt. Modliłam się też, aby ludzie, którzy mnie nie znają jakoś do mnie trafiali i byli zachęceni przez mojego bloga. Modliłam się, aby Pan sprawiał zaufanie ludzi do mnie, szczególnie tych, co mnie nie znają, aby decydowali się wspomóc ugandyjskie sieroty. W czasie trzech miesięcy przyszło około 60.000 zł, z czego mogliśmy zrobić wiele dobrego w tamtym miejscu. Za te pieniądze zostały kupione meble do domu dziecka oraz inne potrzebne artykuły, materace, pościel, naczynia, itp. Została zamontowana też bateria słoneczna wraz z alarmem, zbudowany plac zabaw, została kupiona ziemia pod uprawę, postawiony mały kurnik, zbudowana nowa kuchnia, założony warsztat ślusarski, którego dochód ma być przeznaczany na potrzeby sierot w domu dziecka. Zostały też wstawione szyby w okna, zbudowane prysznice (czyli pomieszczenia, gdzie się bierze miskę z wodą, aby się umyć) i toalety oraz zaczęte tynkowanie zewnętrzne. Został też zapłacony dług ok. 2500zł za czesne szkolne dzieci. Kupiliśmy również dwumiesięczny zapas jedzenia dla domu dziecka. Poza projektem przyszło też 4500zl na prezenty swiąteczne dla 84 dzieci oraz na budowę glinianego domu dla wdowy z osmiorgiem dzieci. Piszę te szczegóły, gdyż jestem pod wrażeniem tego, co razem dokonaliśmy. Kiedy zaczynałam ten projekt pod koniec października, marzyłam o zgromadzeniu 25 tys. zł. Przysłaliście dwa razy wiecej. To cud! Coś, co absolutnie mnie zaskoczyło i oszolomiło. Dziekuję też za Wasze zaufanie. Dzieci z domu dziecka też wytrwale się modliły o to, by ich potrzeby zostały zaspokojone i też mogły zobaczyć odpowiedź na swoją modlitwę. Pan im otworzył „okna niebieskie”.

Wiem, że wielu z Was jest zainteresowanych, czy w końcu otworzyliśmy nowy dom dziecka.W srodę 30 stycznia po południu uroczyście otworzylismy nowy dom dziecka! Na zdjęciu widzicie dzieci przecinające wstęgę. Jeszcze raz dziękuje za to, ze daliście się namówic do tego, aby razem zrobić coś wielkiego dla sierot w Ugandzie! Ten dom bedzie stale przypominał im o Waszej wielkodusznosci oraz o tym, że są ludzie (biali), którym zależy na nich. Dla tych sierot ten dom to Wasza "praktyczna" miłość.

Piszę o powodzeniu tego projektu, nie żeby się czymś chwalić, a jedynie chwalić wielkiego Boga, który jest zawsze zainteresowany odpowiadaniem na nasze modlitwy. Nasuwa się więc pytanie: dlaczego więc niektórzy z nas od wielu lat wciąż nie otrzymują odpowiedzi na swe modlitwy. Trudno tak ogólnie odpowiedzieć. Ja jednak mam swój prywatny weryfikator. W sytuacji, gdy modlę się dłuższy czas o coś i nie otrzymuję to zastanawiam się, czy to jest zgodne z wolą Bożą i jeśli widzę w Biblii, że jest to wtedy zaczynam od skruchy i nawrócenia, od zbadania swego serca, czy jest wierne Panu. Modlę się, aby Bóg mi pokazał rzeczy, które mogą stać na drodze odpowiedzi na moją modlitwę. Potem modlę się konkretnie i poszczę, aby wyraźniej zobaczyć swoje serce. Gdyż celem postu jest szukanie Boga i ukorzenie się przed Nim z biblijnym wyznaniem, że "człowiek nie samym chlebem żyje, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych." Tak więc czytam też więcej Biblii w czasie postu, napełniając swe wnętrze chlebem słowa Bożego, a umysł Bożymi myślami, by zobaczyć Bożą perspektywę na to, co się dzieje w moim życiu. W miarę możliwości angażuję też swoich wierzących przyjaciół, aby ze mną modlili się o te sprawy, w których oczekuję zmiany. Szukam inspiracji w Biblii, zachęt z Bożych odpowiedzi na modlitwy osób z Biblii i modlę się Bożymi obietnicami dotyczącymi danej dziedziny życia, w której oczekuję przełomu. I od wielu lat moim świadectwem jest to, że zawsze Bóg rozwiązuje wszelkie problemy i odpowiada na moje potrzeby. Niejednokrotnie w Jego czasie, a czasem odkrywam, że fakt, iż Bóg nie odpowiedział szybko na moją modlitwę nie był związany z tym, że On nie był tym zainteresowany, ale raczej, że się źle modlilłam („modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się TYLKO o zaspokojenie swoich rządz” List św. Jakuba). Biblia nam też podpowiada: „starajcie się najpierw o Królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam dodane” - na tym wersecie się NIGDY nie zawiodłam.

Poniżej umieszczam informację o moich kolejnych dwóch projektach. Fakt, że jestem już w Polsce wcale nie oznacza, że zakończył się mój czas pomocy ugandyjskim sierotom. Zachęcam Was do włączenia się w te projekty. Proszę o kontakt na maila w tej sprawie.

Projekt "Moje dziecko z Ugandy"

Zachęcam do wyboru dziecka lub dzieci z Domu Dziecka „HomeAgain" w wiosce Kaihura w Ugandzie jako adopcji materialno-emocjonalnej. Dzieci są pod opieką organizacji „Bringing Hope To The Family".

W projekcie „Moje Dziecko z Ugandy" bierzesz pod opiekę materialną dziecko, decydując się na regularne miesięczne finansowe wsparcie i kontakt z wybranym dzieckiem (korespondencja w języku angielskim). Obecnie dzieci mają bardzo złe wyżywienie, jedząc codziennie przez okrągły rok posho (gotowaną mąkę kukurydzianą), fasolę i kapustę. Rzadko jedzą mięso (raz w miesiącu), niezmiernie rzadko chleb z margaryną (to było ich życzenie świąteczne), prawie nigdy słodyczy. Nie mają butów, ani więcej nizż 3 zmiany odzieży. Nie mają rodziny i nikogo, kto by się zatroszczył o ich przyszłość.

Miesięczny koszt wyżywienia i ubrania jednego dziecka to około 125 zł. Trzymiesięczne czesne za szkołę podstawową to około 200 zł, a szkołę średnią 300 zł. W przyszłosci za kilka lat niektóre z tych dzieci chciałyby studiować lub skończyc kursy zawodowe. Bez Waszej pomocy być może nie zrealizują swoich marzeń.

Proponuję więc 200 zł jako miesięczne wsparcie dla Twego Dziecka w Ugandzie. Jeśli 200 zł dla jednej osoby jest zbyt wiele, można przecież namówić rodzinę lub przyjaciół i razem włączyć się w budowanie jaśniejszej i pełnej nadziei przyszłości tych sierot.

Istnieje oczywiście możliwość czasowego wsparcia wybranego dziecka. Proszę o kontakt na maila w sprawie przesłania listy dzieci z domu dziecka.

Pragnę dodać, że pieniądze trafią bezpośrednio do organizacji „Bringing Hope" i w całości zostaną przeznaczone na potrzeby Twego Dziecka w Ugandzie.

Projekt „Mleko dla dziecka HIV+"

W Ugandzie, podobnie jak w wielu krajach Afryki, nadal jest wysoki odsetek chorych na AIDS. W najgorszym położeniu są dzieci, które będąc HIV+ są znacznie częściej narażone na zachorowanie i śmierć, niż ich zdrowi rówieśnicy. Zapewniając im pewien suplement żywnościowy każdego dnia (litr mleka, jedno jajko, kaszkę ze zboża zwanego milet, które jest bogate w witaminy, mikro i makroelementy oraz soję) poprawiamy ich odporność, jednocześnie dając im szansę na zdrowsze życie. Miesięczny koszt tego rodzaju suplementu kosztuje na jedno dziecko około 60 zł. Organizacja „Bringing Hope To The Family" ma pod opieką ponad 150 dzieci (w większości sierot) chorych na AIDS. Pieniądze na ten cel można przelewać na numer konta podany na stronie. Dziękujemy!

Na zdjęciu ja i Ester (HIV+).

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Tyfus i Boża opatrzność

Myślę, że każdy z nas doświadczył chociaż jednego cudu w swoim życiu. Niezwykłej Bożej interwencji w trudnej sprawie, uzdrowienia fizycznego, uwolnienia, wyprostowania pokręconych życiowych ścieżek i wysłuchania różnego rodzaju modlitw. Ja również jestem w gronie tych ludzi, którzy doświadczyli realności Boga w swoim życiu i Jego obecności pośród problemów oraz mocy Jego działania.

Jak wiecie, byłam chora na malarię. Doświadczyłam niezwykle przykrych objawów tej choroby, o czym pisałam w poprzednim poście. Oddaję chwałę Bogu, bo w krótkim czasie doszłam do zdrowia, choć w międzyczasie zachorowałam też na tyfus. Wiele osób się za mnie modliło o uzdrowienie i wierzę, że fakt tak szybkiego powrotu do zdrowia był cudowną Bożą interwencją.

Pisałam kiedyś o Paulu, którego Bóg wezwał do założenia góry modlitwy za narody, a który stał się moim drogim przyjacielem i partnerem w modlitwie. Paul jest bratem Ewy, opiekunki w domu dziecka. Niestety dwa tygodnie temu Paul miał poważny wypadek, bo został potrącony przez samochód. Zadzwoniono do Faith, informując o tym zajściu. Faith znalazła Paula w ciężkim stanie, nieprzytomnego w „szpitalu” (nic tam nie ma oprócz kilku łóżek i jakiś podstawowych leków) w pobliskim mieście Kyenjojo. Zdecydowała, aby go zabrać do Fort Portal do szpitala. W czasie podróży wydawało się, że to jego ostatnie chwile życia. Ludzie dowiedziawszy się o jego wypadku, zaczęli się modlić o jego szybki powrót do zdrowia. Po kilku dniach spędzonych w szpitalu w Fort Portal okazało się, że stan zdrowia Paula się pogarsza, więc Faith zdecydowała przewieść go do Kampali do bardzo dobrego i bardzo drogiego szpitala. Koszt transportu i leczenia miał być około $2000! Faith nie miała tych środków, ale zabrała go przez wiarę, że Bóg przywiedzie kogoś, kto zapłaci za leczenie Paula. Gorąco się o to modliliśmy. Po krótki czasie zgłosiła się pewna kobieta z USA, która zdecydowała się pokryć ten koszt. Dla nas wszystkich był to absolutny cud, bo ta kobieta pojawiła się „znikąd”.

Bóg mówi w Biblii w Izajasza 44 i 45 „Tak mówi Pan, twój Odkupiciel, Twórca twój jeszcze w łonie matki: Jam jest Pan, uczyniłem wszystko, Sam rozpiąłem niebiosa, rozpostarłem ziemię; a któż był ze Mną? To Ja mówię Jeruzalem: Będziesz zaludnione, i miastom judzkim: Będziecie odbudowane. Ja podniosę je z ruin (…) aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że beze Mnie nie ma niczego. Ja jestem Pan, i nie ma innego. Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę. Ja, Pan, czynię to wszystko”. Bardzo lubię ten fragment, bo mówi mi o moim Bogu, w którego wierzę. O Bogu, dla której nie ma rzeczy niemożliwej. Kiedy łączę to z zachętami ku modlitwie walki duchowej z Nowego Testamentu, widzę jak Pan jest zainteresowany budowaniem „czegoś z niczego” i „odbudowywaniem z ruin” różnych sfer naszego życia. Ten sam Pan jest w stanie stworzyć pomyślność w naszym życiu, kiedy czujemy, że jej jest nam brak. Ten sam Pan powołał „znikąd” tę kobietę, która postanowiła zapłacić za leczenie Paula.

Ktoś może zapytać: „czemu Bóg go nie uzdrowił, oszczędzając kosztów szpitala?” W Księdze Izajasza 45, 9-11 Bóg mówi: „Biada temu, kto spiera się ze swoim twórcą, dzbanowi spomiędzy dzbanów glinianych! Czyż powie glina temu, co ją kształtuje: Co robisz? Czy jego dzieło powie mu: Niezdara! Biada temu, kto mówi ojcu: Coś spłodził? Albo niewieście mówi: Co urodziłaś? Tak mówi Pan, Święty Izraela i jego Twórca: Czyż wy Mnie będziecie pytać o moje dzieci i dawać Mi rozkazy co do dzieła rąk moich?” Ja wiem jedno, że ta kobieta nie mogłaby doświadczyć ubłogosławienia przez Boga, poprzez szansę uczynienia czegoś dobrego dla przyjaciela w potrzebie. Myślę, że powinniśmy zmieniać nasze myślenie co do dawania. Pan Jezus powiedział, że „więcej jest szczęścia w dawaniu, niż w braniu”. Myślę, że wielu z nas tego doświadczyło.

Wielu z Was przysłało swoje pieniądze na „moje” sieroty. Nazywam je „moje”, ponieważ wierzę, że Pan mi je powierzył. I są niejako moimi dziećmi. Przez Waszą pomoc są i Wasze! Jak Waszych własnych dzieci nie możecie się ich wyprzeć. Proszę nie poprzestańcie na jednorazowej pomocy! Wciąż organizacja nie ma pieniędzy na ich lepsze wyżywienie oraz zapłacenie czesnego za szkołę!

W ubiegłym tygodniu przywieziono pięcioro rodzeństwa (widzicie je na zdjęciu z Faith). Najstarsze ma 16 lat, a najmłodsze 2 lata. To małe dziecko jest HIV+, pozostałe dzieci są zdrowe. Ojca nie znają, a matka zmarła w grudniu. Nie mają nikogo, kto mógłby się nimi zaopiekować! Czy możecie sobie wyobrazić taką tragedię! Być dzieckiem pozostawionym samym sobie! Bez rodziny, bez troski kogoś dorosłego! W takiej sytuacji jestem ogromnie wdzięczna Bogu za tego rodzaju organizacje jak „Bringing Hope To The Family” i to, co robi dla sierot w okolicy! Jak zaczęliśmy budowę nowego domu dziecka, Faith powiedziała: „Honia, czuję, że dzieje się to, ponieważ niebawem dołączą nowe dzieci”. Faith nie szuka sierot, aby je otoczyć opieką, one same ją znajdują. Podobnie jak 13-letnia Moreen, która trafiła do domu dziecka miesiąc temu. Sierota, którą opiekowała się starsza siostra, a jak się okazało, prowadziła w domu melinę. Moreen mieszkała w Kaihurze (naszej wiosce) i przyszła do Faith prosząc, aby ją zabrała z tamtego domu. Pan jest dobry! Daje nam szansę zatroszczenia się o sieroty i biednych. Niech to nas napawa radością, gdyż Pan daje nam szansę usłużenia Jemu samemu w każdym potrzebującym!

Wspomniane wyżej pięcioro rodzeństwa miało w stopach po kilka gigar (nie wiem, co to jest po polsku, bo nie mogę tego znaleźć w słowniku). Jest to maleńki robak, który wrzyna się w skórę (najczęściej stopy) i składa tam jajka, namnażając się w ciele. Niestety sama go miałam w sierpniu i dlatego wiem, jak bardzo jest to bolesne i przykre. Jeżeli nie usunie się go wcześnie, to może w pewien sposób paraliżować mięśnie stopy. Kiedy widziałam cierpienie tych dzieci, kiedy im czyszczono stopy z tych gigar, to płakać mi się chciało i jednocześnie było to coś tak obrzydliwego, że nawet nie chciałam na to patrzeć. Jedno dziecko miało ich nawet kilkanaście, niemal jeden na drugim. Taka jestem wdzięczna Bogu za to, że ja i moi przyjaciele możemy być tymi, którzy przynoszą nadzieję tym sierotom! Wierzę, że wspólnie uczynimy jeszcze więcej dla nich.

W niedzielę wieczorem rozmawiałam z pewną kobietą, bezrobotną nauczycielką, wdową z czwórką dzieci. Po śmierci jej męża, szwagier wyrzucił ją z domu jej męża i pozostawił samej sobie. Ktoś jej powiedział o „Bringing Hope”. Po rozmowie z Faith została z dziećmi umieszczona w budynku internatu szkoły zawodowej. Brzmi nieźle, ale wcale nie jest tak kolorowo, gdyż jest to budynek wciąż nieskończony, bez łazienek i łóżek, bez niczego praktycznie. Ta kobieta jest jednak nieprawdopodobnie wdzięczna Bogu za „Bringing Hope” i pomoc, jaką otrzymała. Faith mówi, że musi ich gdzieś ulokować, bo nie mogą zostać w internacie, gdyż niedługo wraca młodzież po wakacjach do szkoły zawodowej, która zresztą mieści się w tym samym budynku. Mam w sercu wybudować im dom. Taki, jak dla sąsiadów – z gliny, ale pokryty dachówką. Kupić im łóżka i pościel, i modlić się o pracę dla tej kobiety. Jej dzieci są bardzo bystre i mają ambicje zostania lekarzami (dwóch chłopców) i prawnikiem (jedna córka). Jeśli ktoś z Was chciałby przesłać pieniądze na ten cel, to koszt budowy domu to $400 plus łóżka i pościel $200.

Mam tak wiele do pisania, a tak niewiele czasu. Bądźcie pewni, że po powrocie do Polski nadal będę pisać bloga przez jakiś czas, dzieląc się wrażeniami z mego pobytu w Ugandzie. Na tę chwilę mam pomysły na kolejne pięć postów. Wracam do Polski 2 lutego :( Nie chcę się rozstawać z tym miejscem, gdyż zżyłam się z ludźmi i kocham to miejsce. Wierzę jednak, że zakończyłam to, do czego Bóg mnie tu wezwał i oczekuję objawienia się Jego woli, co do mojej dalszej służby. Dziękuję Bogu za każdą i każdego z Was, którzy czujecie się zachęceni moim blogiem. Tylko Jezusowi chwała, bo dzieło, które On we mnie zapoczątkował, kontynuuje i kiedyś zakończy. Czekam z niecierpliwością na zobaczenie Go twarzą w twarz, aby Mu podziękować, że mnie odnalazł i nadał wieczny sens memu życiu. Alleluja!