<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606</id><updated>2012-02-16T18:56:54.779+01:00</updated><title type='text'>Aby do czegoś dojść, trzeba wyruszyć w drogę...</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>34</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-7207276515644913230</id><published>2010-03-29T21:57:00.009+02:00</published><updated>2010-03-29T22:09:23.409+02:00</updated><title type='text'>Świadectwo Natalii z pobytu w Ugandzie</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Do Ugandy, jako wolontariuszka, wyjechałam 12 listopada ubiegłego roku. Moim celem było opiekowanie się dziećmi. Na sercu miałam szczególnie dzieci zarażone wirusem HIV. Już na miejscu okazało się, że będę się zajmować 6-ma najmłodszymi dziewczynkami (miały wtedy od 5 do 18 miesięcy).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje "serce skradła" szczególnie jedna z bliźniaczek - 18-miesięczna Favour. Być może była mi bliższa dlatego, że sama jestem bliźniaczką. Pokochałam ją od razu, a ona, o dziwo, w ogóle się mnie nie bała. Nie potrzebowała, tak jak inne dzieci, czasu aby się do mnie przyzwyczaić. Jak się potem okazało Favour również była zarażona wirusem HIV&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez cały mój pobyt w Kaihurze zastanawiałam się, po co Bóg mnie tam przysłał. Nie miałam pieniędzy ani mądrości, aby służyć pomocą tamtejszym ludziom. Po ok. 6 tygodniach od mojego przyjazdu do Kaihury odbyła się konferencja pod tytułem:"Thank God for Great Victory" na górze modlitwy u P. Paula. Bóg przemówił tam do mnie przez swoje Słowo. Była to obietnica: "Moc Boża przybędzie i zawładnie Tobą. Bóg jest tutaj aby służyć Tobie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te słowa otworzyły moje serce i oczy duchowe. Dzięki mojemu pobytowi w Ugandzie mogę świadczyć, że bez względu na wszystko i wszystkich Bóg jest ze mną. To on mnie powołał i używa bez względu na przeciwności. Posłuchałam głosu Bożego, poddałam się Jego prowadzeniu, a Pan każdego dnia udowadniał mi, że jestem na właściwym miejscu. To Bożą wolą było, abym znalazła się tam, a nie gdzie indziej. Z ufnością uwierzyłam, że Pan jest tym, który wie, co jest dla mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po 3 miesiącach pobytu w Ugandzie wraz z Magdą (wolontariuszką, z którą spotkałam się w Kaihurze) postanowiłyśmy wyruszyć w drogę "do domu" przez Afrykę. Naszym celem było zobaczenie i porównanie poziomu życia w poszczególnych krajach: Kenia, Tanzania, Zambia, Zimbabwe, RPA - skąd wyleciałyśmy, aby stawić czoła europejskiej cywilizacji. ;) Podczas drogi, która trwała 1,5 miesiąca przeżyłyśmy chwile strachu, radości, zaskoczenia jaki i rozczarowania. To wszystko, co przeżyłam wiele mnie nauczyło. Przede wszystkim ogromnego szacunku do życia, miłości i wdzięczności Bogu za każdą jego minutę. Wiem teraz po tym, co widziałam i słyszałam codziennie, jak łatwo jest stracić życie, jak cenna jest każda jego sekunda, aby wiernie służyć Bogu. Jutro może już być za późno na cokolwiek!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy z odwiedzonych przez nas krajów jest specyficzny i mimo wszystko podobny do siebie. Kenia - "walczący ze sobą" "chrześcijanie" (w moim odczuciu różnie odłamy chrześcijaństwa próbujące nawracać siebie nawzajem, bo przecież ich Chrystus jest lepszy niż Chrystus sąsiadów), Tanzania - Muzułmanie + "wyznawcy marihuany", Zambia i Zimbabwe - wbrew ogólnej opinii dość przyjazne państwa, w większości chrześcijanie różnych odłamów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolontariusze przyjeżdżający do tych krajów muszą płacić organizacjom za chęć niesienia pomocy. Organizacje te tylko niewielka część pieniędzy przeznaczają na dzieci. RPA - bogaty, a jednak biedny kraj. Nie ma tam nic poza bogactwami naturalnymi. Walki między "białymi i czarnymi" obywatelami są codziennością. W tym państwie niemalże oddycha się wzajemną nienawiścią. W powietrzu jest coś, co trudno opisać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując: Uganda w porównaniu do wyżej wymienionych krajów jest państwem najbiedniejszym i potrzebującym pomocy. To miejsce na Ziemi potrzebuje głównie naszego finansowego wsparcia. Dużo cenniejsze jest to, co oni mogą dać nam w zamian. Życie duchowe i wiara są tym, czego powinniśmy się uczyć od nawróconych Ugandyjczyków. Są oni niesamowicie bogaci duchowo, bezpośredni i otwarci na Prawdę. Kiedy twoje życie nie opiera się na rzeczach materialnych (bo ich po prostu nie ma), to nic nie przeszkadza ci, aby wzrastać i opierać się tylko i wyłącznie na Słowie Bożym. Tak proste, a tak w dużym stopniu nieosiągalne dla nas - ludzi ze "świata cywilizowanego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do reszty krajów, z przykrością stwierdzam, że potrzebują one bomby duchowej, misjonarzy i przebudzenia. Najczęstsze pytanie, z jakim spotykałam się jeszcze przed wyjazdem do Ugandy brzmiało: "Po co...?" Powtarzało się ono przez wszystkie te miesiące. Po co Uganda..., po co Afryka..., po co ta cała droga..., Po co ryzykować... Po co marnować młode lata swojego życia? Ale ja wiedziałam, że taki był Boży plan dla mnie i nie zamierzałam się przeciwstawiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poprzez każdą sytuację w jakiej byłam stawiana dzień po dniu Bóg uczył mnie pokory, posłuszeństwa, pokazywał mi jak odczytywać Jego zamiary i stosować się do Jego woli. To Pan poprowadził mnie przez Afrykę i to Jemu dziękuje za opiekę i lekcję życia. Bóg pokazał mi jak kruche jest życie, jak ważne jest, aby doceniać każdą jego chwilę i dziękować Bogu za możliwości, jakie nam daje. Kiedy na własne oczy zobaczy się tak straszną biedę, brak jedzenia, wody, często mieszkanie w warunkach, które trudno nam sobie nawet wyobrazić, nie można zostać obojętnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że nie naprawię świata i nie próbuję, ale jeśli dzięki mojej pracy (nawet jeśli miałaby to być choćby krótka zabawa z dzieckiem) poczuje się ono kochane, to ja osiągnęłam swój cel. Wszystkie te dzieci, które tuliłam, poprzez moje ręce tulił do siebie Jezus Chrystus. Ja byłam narzędziem w rękach Boga. Życzyłabym sobie, aby każdy z nas mógł być naczyniem, które będzie napełnione i użyte przez Boga. Jedyne, co potrzeba, to wiara i posłuszeństwo. Niech Was Bóg błogosławi!&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-7207276515644913230?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/7207276515644913230/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=7207276515644913230' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7207276515644913230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7207276515644913230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2010/03/swiadectwo-natalii-z-pobytu-w-ugandzie.html' title='Świadectwo Natalii z pobytu w Ugandzie'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-946630401064382339</id><published>2008-11-12T23:02:00.011+01:00</published><updated>2008-12-16T21:04:34.316+01:00</updated><title type='text'>Jeszcze Polska nie zginęła...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SRtS7fIUj_I/AAAAAAAABP8/MvgKfiOVH_k/s1600-h/images.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5267895371062087666" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 132px; CURSOR: hand; HEIGHT: 84px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SRtS7fIUj_I/AAAAAAAABP8/MvgKfiOVH_k/s200/images.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Chcę napisać o niezwykłych zmianach politycznych i duchowych, które nastąpiły na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat w Ugandzie. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Kiedy w latach siedemdziesiątych Uganda była pod dyktaturą Idi Amina, ludzie nie mieli wolności w niczym. Poza tym stale wzrastał poziom zakażeń wirusem HIV. Ogólnie mówiąc, bez wdawania się w szczegóły, warunki życia ludzi były bardzo trudne. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W tych okolicznościach nastąpiło przebudzenie w Ugandzie, zapoczątkowane wytrwałą modlitwą dwóch młodych ludzi, którzy wychowani w kościele anglikańskim, nie doświadczali przejawów Ducha Świętego, jak to miało miejsce na początku chrześcijaństwa. Postanowili więc modlić się, pościć i czytać Biblię, aby znaleźć odpowiedź i tak natrafili na fragment z drugiej Księgi Kronik 7:14: „Jeśli upokorzy się mój lud, nad którym zostało wezwane Moje Imię, i będą błagać, i będą szukać Mego oblicza, a odwrócą się od swoich złych dróg, Ja z Nieba wysłucham i przebaczę im grzechy i kraj ich ocalę”. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Zainspirowani przez ten fragment, zaczęli się modlić o swoją przemianę i zostali ochrzczeni Duchem Świętym, zaczęli też mówić innymi językami. W takich okolicznościach rozpoczęli rozgłaszać na wszystkie strony Ugandy przesłanie 2Kr 7:14, przechodząc cały kraj i wzywając wszystkich do upamiętania, nawrócenia i pokuty. Ludzie zaczęli się masowo nawracać, porzucając swe grzeszne drogi oraz bezbożne życie. Doświadczali przy tym fizycznych uzdrowień i duchowych uwolnień. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nieco później Pan dał wizję założenia „Góry Modlitwy za Narody” pastorowi Johnowi Mulinde, który jest znany na całym świecie z nauczania na temat uświęconego życia i walki duchowej. Na jego górę modlitwy w Kampali schodzą się tłumy, by tam wołać o przemianę dla swego kraju, a także za inne kraje. Chcę Wam powiedzieć, że wiszą tam różne flagi, a wśród nich – flaga Polski. W Ugandzie modlą się o Polskę! Chwała Bogu! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Pan dał wizje założenia tego rodzaju gór modlitwy wstawienniczej za narody także pastorom w wielu innych częściach Ugandy. W regionie Tooro, gdzie przebywałam, taka góra znajduje się około 15 km za wioską Kaihura, jadąc na zachód, w Kasozi. Założył ją w 2003 roku, z Bożej inspiracji, wspomniany już przeze mnie pastor Paul. Tam również Ugandyjczycy modlą się za Polskę! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Ten skromny trzydziestoletni pastor, Paul Busobozi, jest niezwykłym wojownikiem w modlitwie walki duchowej. Na tej górze ludzie doświadczają uzdrowień i uwolnień od demonów. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Jak wiele służb w Ugandzie, tak i jego służba, zwana „24 hour prayer network” („dwudziestoczterogodzinna sieć modlitewna”), potrzebuje naszego finansowego i modlitewnego wsparcia. Jeśli więc ktoś czułby pragnienie bycia finansowym partnerem służby pastora Paula, może wpłacać pieniądze na podane konto z dopiskiem „Pastor Paul”, a my mu prześlemy te pieniądze. Mogę też podać adres do korespondencji z pastorem Paulem. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Pastor Paul jest niezwykle aktywny i pełen poświęcenia w tym, by realizować daną mu przez Boga wizję zakładania tzw. „ołtarzy modlitewnych”, dlatego jego służba stale rozszerza się na okoliczne regiony, a nawet już istnieje w Kongo, angażując tysiące ludzi do modlitwy wstawienniczej za siebie, swe rodziny, naród, a także inne kraje. Poza tym pastor Paul organizuje ewangelizacje szkół, szpitali, więzień, opiekę nad sierotami i wdowami. Prowadzi przytułek dla bezdomnych, jadłodajnię, opiekę nad chorymi, zakłada grupy modlitewne, organizuje konferencje chrześcijańskie i podejmuje wiele innych inicjatyw. Polecam go Waszej modlitwie i proszę w jego imieniu na finansowe wsparcie na jego służby. Poświadczam jego wiarygodność. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W Ugandzie od wielu lat panuje wyjątkowa atmosfera duchowa, która charakteryzuje się otwartością ludzi na publiczne mówienie o Jezusie. Na dziesięć autobusów, w siedmiu puszcza się muzykę chrześcijańską, a sklepy mają biblijne nazwy. To jest niezwykłe. Przemiany przychodzą do życia pojedynczych osób i grup. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Fala przebudzeniowa ogarnęła wszystkie denominacje chrześcijańskie w Ugandzie, dlatego można tam zaobserwować znaki mocy tak w kościele protestanckim, jak i w kościołach tradycyjnych. Bardzo znany jest katolicki ksiądz John Bashobora, który nawet był kilkakrotnie w Polsce. Ten ksiądz, modląc się za zmarłych, widział ich powstanie z martwych, nie mówiąc już o wielu ludziach, uwalnianych od demonów i uzdrawianych z różnych chorób. Także podobne znaki potężnego działania Bożego mają miejsce w kościołach protestanckich. Chrześcijanie łączą się tam także w trosce o zbawienie niewierzących, robiąc wspólne ewangelizacje. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Powoli przychodzą też pozytywne polityczne i społeczne zmiany dla kraju, jak również obserwuje się zdecydowany spadek zachorowań na AIDS. Prezydent Ugandy Yoweri Museveni na rozmowie z pastorem Johnem Mulinde powiedział: „oddaję Ugandę w wasze ręce, wystawienników”. A oni oddają Ugandę Jezusowi Chrystusowi, ogłaszając Go Królem Ugandy i wstawiając się za swój kraj. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Weźmy naukę z przebudzeniowej historii Ugandy, by całymi kościołami, zborami i wspólnotami ukorzyć się przed Panem, na podstawie 2Kr 7:14, w oczekiwaniu na duchową zmianę w naszej ojczyźnie! Myślę, że jest pewien grzech, za który szczególnie Polacy powinni pokutować, a mianowicie antysemityzm. Żydzi są nacją, do której ludzie odczuwają nieuzasadnioną wrogość i miało to miejsce w wielu krajach na przestrzeni wieków. W XX wieku diabeł poprzez Hitlera, Stalina i muzułmanów na Bliskim Wschodzie starał się wygubić Żydów. Czyż to nie zdumiewa? Czy jest inny naród, który byłby tak prześladowany „za nic”?&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Kiedy jednak czytamy Biblię, widzimy, że powtórne przyjście Jezusa będzie ściśle związane za narodem wybranym – Izraelem. Jezus przyjdzie jako Król do swego narodu – do Jerozolimy. „Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak Go widzieliście idącego do Nieba” (Dz 1:11 oraz podobne fragmenty: Łk 21:27; Obj 1:7). &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;W Księdze Rodzaju 12:2-3 czytamy, co Bóg powiedział do Abrahama: „Będę ci błogosławił i imię twoje rozsławię; staniesz się błogosławieństwem. BĘDĘ BŁOGOSŁAWIŁ TYM, KTÓRZY CIEBIE BĘDĄ BŁOGOSŁAWIĆ I BĘDĘ ZŁORZECZYŁ TYM, KTÓRZY TOBIE BĘDĄ ZŁORZECZYĆ. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo wszystkie ludy ziemi”. Wynika z tego jasno, że mamy błogosławić naszych starszych braci w wierze – Żydów. Błogosławić, czyli „dobrze mówić” o nich i modlić się o pokój w Izraelu. A jeśli może tu w Polsce znamy jakiś Żydów to błogosławmy ich, ilekroć się z nimi spotykamy. Wierzę, że Słowo Boże jest prawdą wieczną i jeżeli Bóg przed kilkoma tysiącami lat powiedział, że będzie błogosławił tym, którzy będą błogosławić Żydom, to ja wolę być pod Bożym błogosławieństwem, niż przekleństwem.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Widzę, że Bóg pobudza wielu wierzących w Polsce, by nie tylko jeździli na wycieczki do Izraela, ale szczególnie aby modlili się i błogosławili potomków Abrahama, Potrzebujemy bowiem, aby to szczególne błogosławieństwo Boże stało się udziałem naszego narodu! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jeszcze Polska nie zginęła… póki chrześcijańscy wstawiennicy tu żyją! Módlmy się za rządzących w naszym kraju, a szczególnie intensywnie módlmy się za nowe wybory, aby ludzie bezbożni nie rządzili nami! Chcemy prezydenta i rząd, który służy Jezusowi, ustalając Boży porządek w Polsce i w Unii Europejskiej. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Słyszałam o pozytywnych przemianach na Łotwie, gdzie ewangeliczni chrześcijanie mają realny wpływ na rządy w swym kraju. Podobnie jest na Ukrainie. Słyszałam, że kiedyś, gdy chciano zrobić paradę homoseksulaistów w Kijowie, Pastor Sunday Adelaja poszedł do burmistrza miasta i powiedział: „ja i mój kościół nie zgadzamy się na tę paradę, jeśli pan ją zrobi, będzie miał Pan do czynienia z moim Bogiem” i parada się nie odbyła. Oczywiście jego kościół też się o to modlił. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Słyszałam o podobnych sukcesach w walce przeciwko homoseksualizmowi na Łotwie, jak na przykład doprowadzenie do opuszczenia Łotwy propagatorów bezbożnej kultury homoseksualnej, finansowanej przez Georga Sorosa, wspierającego promocję dewiacji w krajach byłego Związku Radzieckiego. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Łotewski ewangeliczny kościół stanął razem, aby wyrazić w modlitwie swoją niezgodę w wymiarze duchowym na przejmowanie przez bezbożnych ludzi kontroli nad ich krajem. Wyrażali tę niezgodę także licznymi publicznymi protestami i wygrali, bo choć walczyli z Goliatem, walczyli ubrani z zbroję Bożą, idąc w autorytecie potężnego Imienia Jezus w modlitwie walki duchowej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Stańmy razem w modlitwie, wołając o przełomy w naszym osobistym życiu, a także w naszym kraju, abyśmy kiedyś mogli usłyszeć naszego prezydenta publicznie wyznającego: „ja sam, mój dom i moja ojczyzna, będziemy służyć Panu!” (Joz 24:15). &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;„Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia, zanoszone były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1Tm 2:1-4). &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wolą Bożą dla wszystkich państw na świecie jest to, by tam było „shalom”, a wszyscy ludzie byli „rabah”. Otwarcie przyznając się do Jezusa, jesteśmy w świecie znakiem sprzeciwu, jak sam Jezus, który dla niektórych stał się „kamieniem potknięcia, a dla innych skałą zbawienia” (1P 2:6-8). My mamy być solą dla tej ziemi i światłem dla świata, a światła nie przykrywa się pod korcem (Mt 5:13-16). &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Mamy być kapłanami przed Bogiem, ale królami w świecie, a nie odwrotnie. Przejmując swój królewski autorytet nad obszarami, które nam Pan powierzył, wchodźmy we wszystko jak Król Dawid, który był uniżony przez Bogiem, ale z odwagą zdobywał ziemie, które Pan chciał dać Izraelowi. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;„Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem na własność Bogu przeznaczonym, byście ogłaszali dzieła potęgi tego, który was wezwał z ciemności do swego przedziwnego światła” (1P 2:9-10). &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Idźmy więc do świata, jak królowie, w oczekiwaniu na wspaniały powrót Króla Królów i Pana Panów – Jezusa Chrystusa, który powróci w całym swym majestacie i blasku: „sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej (…), potem my, którzy pozostaniemy przy życiu wraz z nim będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana i w ten sposób zawsze będziemy z Panem” (1Tes 4:16-17).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-946630401064382339?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/946630401064382339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=946630401064382339' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/946630401064382339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/946630401064382339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/11/jeszcze-polska-nie-zgina.html' title='Jeszcze Polska nie zginęła...'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SRtS7fIUj_I/AAAAAAAABP8/MvgKfiOVH_k/s72-c/images.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-730255911223243535</id><published>2008-05-16T14:36:00.003+02:00</published><updated>2008-12-10T11:22:37.109+01:00</updated><title type='text'>Ukryte skarby cz. 1</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPywhyw-7I/AAAAAAAAAIY/1zQPWZi-XGU/s1600-h/dzieci.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202768910061992882" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPywhyw-7I/AAAAAAAAAIY/1zQPWZi-XGU/s200/dzieci.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Choć wydawałoby się, że blog mój został stworzony na czas pobytu w Ugandzie, są jeszcze sprawy, o których chciałam pisać w czasie mojego pobytu w Ugandzie, ale zapracowanie w ostatnich tygodniach mojego pobytu na misji niestety mi to skutecznie uniemożliwiło.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;To, co czym będę pisać w temacie ukrytych skarbów, podzieliłam na kilka części, aby się lepiej czytało.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Kilka tygodni temu miałam doświadczenie, które mnie zdziwiło. Otóż moje serce napełniło się lękiem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się bałam. Nie zgadzam się na obecność żadnego lęku w moim życiu, gdyż lęk paraliżuje i sprawia, że patrzymy na okoliczności, a nie na Jezusa, który może wszystko. Ktoś powiedział, że w Biblii jest 365 razy użyte słowo „nie bój się”, a więc na każdy dzień roku. Bóg wie, że szczególnie potrzebujemy tego rodzaju zachęty. Trudno nam jednak po prostu nie bać się. A zapominamy, że martwienie się jest takim samym grzechem jak każdy inny, gdyż w Biblii czytamy wielokrotnie, że mamy się nie martwić. Na przykład w liście do Filipian czytamy: „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4, 6-7). Tego rodzaju fragment powinniśmy znać na pamięć, aby w sytuacji zmartwienia sobie go przypomnieć i powierzać swe troski z zaufaniem Bogu, który nas kocha i któremu na nas zależy (1P 5, 7).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Doświadczyłam jednak, że oprócz powierzenia Bogu swoich trosk, w moim sercu nadal był lęk. Zastanawiałam się, co z nim zrobić. Przypomniałam sobie, że Biblia mówi, iż lęk pochodzi od diabła. Wobec tego wiedziałam, że należy mu się przeciwstawić, bo to jako skuteczny środek poleca nam Bóg: „przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” (Jk 4, 7). &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W tym kontekście pojawiło się w moich myślach wspomnienie pewnej sytuacji z Ugandy, kiedy to dyrektorem szkoły zawodowej, którą prowadzi organizacja „Bringing Hope To The Family”, został wybrany pewien człowiek. Była to jego pierwsza praca tego typu i wobec tego miał wiele pytań i w ogóle był bardzo niepewny swego autorytetu jako dyrektor. Niejednokrotnie słyszałam jego rozmowy z Faith, które dotyczyły pozwolenia mu na pewne zmiany w szkole i za każdym razem Faith mu powtarzała: „John nie musisz przychodzić do mnie co tydzień, aby się pytać, czy możesz zrobić to, czy tamto. Ja ci ufam. Masz ode mnie pozwolenie (autorytet) do tego, aby decydować o wszystkim, czego dotyczy twoja praca. Oczekuję od ciebie tylko raportów.” Jednakże pan John po kilku dniach znów się pojawiał w biurze i znów pytał, czy może zrobić coś tak, albo tak. Ja prawie od samego początku uważałam, że ten człowiek nie będzie dobrze wypełniał swoich obowiązków, gdyż nie działał w autorytecie, jaki otrzymał od dyrektorki. Nawet go chyba nie rozumiał i nie korzystał z przywilejów tego rodzaju autorytetu. Pojawiły się wobec tego problemy z młodzieżą w szkole, która go nie szanowała i nie słuchała. Działo się tak, gdyż widać po nim było, jaki jest wszystkiego niepewny i nie postępuje w autorytecie, jaki miał. W końcu sam zrezygnował.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Kojarzy mi się to z sytuacją uczniów Jezusa, kiedy płynęli łodzią i była burza, a Jezus spał. Oni byli przestraszeni i sądzili, że utoną. W końcu obudzili Jezusa, żeby ich ratował. Jezus rozkazał burzy i nastała cisza na jeziorze. A do uczniów powiedział: „czemu pełni lęku jesteście i małej wiary?” (Mk 4, 40). Gdyby Jezus nie miał podstaw, to by im wyrzutów nie robił. Uczniowie Jego już zdążyli się napatrzyć na wiele cudów, które Jezus czynił i nad Jego władzę nad demonami. Zostali wybrani jako apostołowie, aby został im przekazany Jezusa autorytet. W tamtym czasie jednak jeszcze tego nie rozumieli, że mieliby autorytet w Imieniu Jezus, aby rozkazać burzy, by się uciszyła. A za chwilę byli przecież wysłani, aby głosić Ewangelię, uzdrawiać i uwalniać ludzi od demonów właśnie w tym autorytecie. I nie tylko apostołowie, ale też inni uczniowie z nimi, którzy dostali taki sam autorytet. Ciekawe jest też, że tę lekcję z łodzi dobrze zapamiętali, gdyż niedługo potem, jak nie chciano przyjąć Jezusa w jednym z miast samarytańskich Jakub i Jan powiedzieli do Jezusa: „czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?” Zdali sobie w końcu sprawę, że mają taki autorytet, aby rozkazywać wystąpieniu nawet takich zjawisk przyrodniczych, jak „ogień z nieba”, jak to zresztą miało również miejsce w przypadku Eliasza (2Krl 1, 9-14).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jako chrześcijanie mamy autorytet w potężnym Imieniu Jezus nad okolicznościami w naszym życiu, które mogą się nam wydawać jak ta burza na jeziorze. Mamy też autorytet nad chorobami i nad demonami. Mamy go, bo Jezus nam go przekazał: „tym, którzy uwierzą te znaki towarzyszyć będą: w IMIĘ MOJE złe duchy będą wyrzucać (…) na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie” (Mk 16, 17-18). Nie ma tu co prawda mowy o autorytecie nad okolicznościami, ale przecież Jezus w innym miejscu powiedział coś na temat wiary: „kto powie tej górze: &lt;podnieś&gt;, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie” (Mk 11, 23) i o mocy Jego Imienia: „o cokolwiek byście prosili Ojca da wam w IMIĘ MOJE” (J 16, 23). To słowo „prosić” użyte w tym kontekście jest tym samym słowem, które oznacza także „domagać się czegoś w sytuacji, gdy to się komuś należy w racji prawa”. Jezus mówi nam, że od kiedy uwierzyliśmy w Niego, mamy prawo domagać się od Boga wysłuchania nas, gdy powołujemy się na Imię Jezusa, oczywiście, gdy modlimy się zgodnie z wolą Bożą.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Często jednak nie rozkazujemy tym „burzom” w naszym życiu, by się uspokoiły, gdyż nie wiemy, czy to jest zgodne z wolą Bożą. A nie wiemy, co jest wolą Bożą, a co nie, bo nie czytamy Biblii. W Liście do Rzymian 12, 2 Apostoł Paweł pisze: „przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża, co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe”. O tym jest też mowa w Liście do Efezjan 4, 23. Natomiast w Ef 5, 17-19 jest wyjaśnione, że będziemy potrafili rozróżnić, co jest wolą Bożą kiedy będziemy napełniać nasze myśli Słowem Bożym. O tym jest też mowa w Księdze Powtórzonego Prawa 6, 6-7, w Księdze Barucha 4, 1-4 i wielu innych miejscach w Piśmie Świętym. Tak więc czytanie i rozważanie Biblii pomoże nam z łatwością rozróżniać, co w naszym życiu się dzieje jako wola Boża, a co nie, a także czy to, o co się modlimy jest zgodne z wolą Bożą. I czy należy o to prosić Boga, czy raczej wyznawać. Mam tu na myśli przede wszystkim modlitwy za siebie samych.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Faith powiedziała mi, że w Ugandzie są chrześcijanie, którzy modlą się o cudzy samochód lub inną cudzą własność. Podchodzą na przykład do samochodu, który im się podoba, kładą na nim ręce i wyznają, że w Imię Jezusa ten samochód będzie do nich należeć. Oczywiście tym chrześcijanom brak poznania spraw autorytetu, mądrości i zdolności rozróżniania. Bóg nie obala jednego prawa (naszego prawa do własności), aby ustanowić inne, no chyba, że my sami z rezygnujemy z naszych osobistych praw dla spraw Królestwa Bożego, ale to już zupełnie inna historia.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Jak czytamy Dzieje Apostolskie, to widzimy Apostołów i innych wierzących, którzy dokonywali znaków i cudów w Imieniu Jezus. Dziś też w Kościele Jezusa tak się dzieje. W Ugandzie w kościołach protestanckich oraz w kościele katolickim Bóg powołuje charyzmatycznych wierzących, którzy rozumieją sprawę autorytetu jaki mamy w Imieniu Jezus i kiedy modlą się za opętanych, ci doznają uwolnienia, a kiedy modlą się za chorych, ci doświadczają uzdrowienia w Imieniu Jezus! Spotkałam też wielu takich wierzących w Polsce.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wracając do wątku, od którego zaczęłam. Zdałam więc sobie sprawę, że lęk mnie zaczyna paraliżować, a wcześniej przecież oddałam ten problem Bogu i postanowiłam się nie martwić, wciąż jednak czułam, że nie mogę się pozbyć tego lęku. Wobec tego zdecydowałam się przeciwstawić diabłu i temu lękowi w Imieniu Jezus, aby pokój i odwaga wypełniły me serce. Powiedziałam więc: „w Imieniu Jezus przeciwstawiam się lękowi, który jest w moim sercu i nie zgadzam się na niego. Wyznaję, że mam pokój serca w Imieniu Jezus, przez wiarę w Bożą obietnicę, że jeśli ja powierzam me troski Panu, to On się nimi zajmuje, a pokój wypełnia me serce. Dziękuję Ci Boże za Twoją miłość i za Jezusa, który jest moim pokojem”. I lęk odszedł, a pokój Boży wypełnił me serce. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Piszę o tym, aby zachęcić Was do stosowania modlitwy „niezgody”, czyli modlitwy, w której głośno wypowiadamy, że nie zgadzamy się na sytuację, jaką diabeł nam stworzył, aby utrudnić nam życie. I że nie zgadzamy się na chorobę i problemy, o których wiemy, że nie są wolą Bożą dla naszego życia. Trzeba nam być świadomym autorytetu, jaki mamy w Imieniu Jezus i tego, że jak w modlitwie „Ojcze Nasz” wyznajemy, żeby wola Boża była na ziemi tak, jak jest w Niebie, tak też wyznajemy to także nad swoim osobistym życiem. Nie prosząc o to, ale wyznając, że tak ma być i że tak będzie. To jest bowiem nasze dziedzictwo w Chrystusie i jeden ze skarbów w Nim.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-730255911223243535?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/730255911223243535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=730255911223243535' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/730255911223243535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/730255911223243535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/05/ukryte-skarby-cz-1.html' title='Ukryte skarby cz. 1'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPywhyw-7I/AAAAAAAAAIY/1zQPWZi-XGU/s72-c/dzieci.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-5702470273732413398</id><published>2008-05-16T14:33:00.003+02:00</published><updated>2008-12-10T11:22:37.608+01:00</updated><title type='text'>Ukryte skarby cz. 2</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPzdhyw-8I/AAAAAAAAAIg/sRa4K4RyIR0/s1600-h/nad+nilem.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202769683156106178" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPzdhyw-8I/AAAAAAAAAIg/sRa4K4RyIR0/s200/nad+nilem.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jezus powiedział, że wybrał nas, abyśmy przynieśli owoc (J 15, 16). Nie proszę więc o to, żeby przynieść Bogu owoc swoim życiu, ale ja wyznaję, że tak będzie i że moje życie będzie owocne. Mogę wyjaśnić temat „modlitwy wyznawania” na przykładzie. Rodzice mówią swemu dziecku: „na urodziny dostaniesz rower”. Tak więc dziecko zaraz biegnie do kolegów i by się pochwalić: „na urodziny dostanę rower!” I przy każdej sposobności mówi wszystkim w około: „niedługo dostanę rower!” Czy ma już ten rower, o którym tak pewnie mówi? Nie. Rozgłasza to z pewnością wiary, że rodzice go nie okłamią i dostanie ten rower, jak przyjdzie czas jego urodzin. Byłoby zupełnie niezrozumiałe, gdyby to dziecko przyszło za jakiś czas do rodziców i powiedziało: „proszę, kupcie mi rower na urodziny”. Rodzice by pomyśleli, że jest coś nie-tak z ich dzieckiem, bo przecież już mu obiecali rower, więc po co się jeszcze o niego prosi? My jednak często się tak zachowujemy, kiedy prosimy Boga o rzeczy, które On nam już obiecał, że je da i że jest Jego wolą, abyśmy je mieli. Myślę, że powinniśmy uważnie czytać Biblię, aby nie prosić o rzeczy, które Bóg chce nam dać i już nam o tym powiedział w swoim Słowie. Taka modlitwa prośby jest jak proszenie o już dawno obiecany rower. Czytając starannie Biblię znajdziemy obietnice dotyczące różnych sfer naszego życia. Ktoś jednak mógłby powiedzieć: „skoro Bóg już to obiecał, to po co to wyznawać?” Wyznawanie jest potrzebne budowaniu naszej wiary i trwaniu w radosnym oczekiwaniu na pewne spełnienie się danej obietnicy w naszym życiu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Do modlitwy wyznania potrzebne jest, abyśmy wiedzieli, czego Bóg dokonał dla nas w Chrystusie, abyśmy wierzyli w to i wyznawali z wiarą. To właśnie nasze głośne wyznanie doprowadza do zamanifestowania się tych rzeczy w naszym życiu. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Czasem niektóre obietnice mogą wydawać się dość nierealne. Ale czy postępujemy i zachowujemy się tak, jakby były prawdziwe? Czy wyznajemy, że one są prawdziwe i że zrealizują się w naszym życiu? Powinniśmy zawsze najpierw z wiarą wyznać, że jest tak, jak mówi obietnica, zanim ona stanie się faktem w materialnym wymiarze. Zgodnie ze Biblią, ona już jest spełniona w rzeczywistości duchowej przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, w którym wszystkie Boże obietnice są przecież na „tak” (2Kor 1, 20).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Gdy wyznaję kim jestem w Jezusie, niejako zabiegam o to i żyję tym, a wtedy przywłaszczam sobie to, co legalnie przez ofiarę Jezusa jest moje. Robię tak, aby przeżywać realnie moje chrześcijaństwo, które powinno przecież być bardzo praktyczne i nadawać smak mojemu życiu. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Może nasuwać się pytanie: "Jeśli to jest tak łatwo dostępne, to dlaczego tak wielu ludzi tego nie doświadcza?" Słyszałam kiedyś pewien przykład. Gdyby ktoś wygrał milion złotych na loterii, ale nie wiedziałby o tym, to wcale by mu się lepiej nie powodziło, mimo że te pieniądze należałyby już do tej osoby. A ta osoba byłaby w błędzie gdyby powiedziała, że ich nie ma. Wiele dóbr duchowych jest naszą własnością, lecz jeśli o tym nie wiemy, nie korzystamy z nich. Musimy więc je sobie przywłaszczyć, nie z legalnego, lecz z praktycznego (doświadczalnego) punktu widzenia, najpierw poprzez modlitwę wyznania.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jest pewien fragment ze Starego Testamentu, który już nie raz pomógł mi w życiu. Są to słowa z Księgi Jeremiasza 29, 11. Bóg tam mówi: "Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam, co do was, zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie". Sprawdziłam, jak ten fragment wygląda w oryginale hebrajskim. Słowo przetłumaczone jako „pokój” (shalom) oznacza nie tylko pokój, ale także bezpieczeństwo, pomyślność, szczęście, dobre samopoczucie, zdrowie, powodzenie, dobrobyt finansowy. To wszystko zawiera się w słowie „shalom”. Choć te słowa wtedy odnosiły się do Izraela, teraz dotyczą nas w takim samym stopniu poprzez fakt, iż dla wierzących wszystkie Boże obietnice są na “tak” w Jezusie. Wyznawałam więc tę Bożą obietnicę z Jer 29, 11 nad swoim życiem, szczególnie wtedy, gdy nie było w nim ani pokoju, ani poczucia bezpieczeństwa, ani pomyślności, ani spełnienia, ani szczęścia, ani zdrowia, ani powodzenia finansowego. Czasemtrwałam przy swoim wyznaniu przez wiele dni, tygodni, a nawet miesięcy zanim oglądałam manifestację tego, co wyznawałam ustami. Nie poddawałam się i nie zniechęcałam. Choć okoliczności od razu się nie zmieniały, ja byłam cierpliwa w dobrym wyznaniu, będąc pewna, że Bóg wysłuchał moją modlitwę i już mam to, co wyznałam. Wierzyłam że to mam, nawet jeśli jeszcze tego nie widzę. I ta obietnica się wypełniała! Mogłabym mnożyć przykłady na ten temat ze swego życia. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;W trudnych sytuacjach zamiast płakać i prosić Boga o pomoc, trzeba nam otworzyć Biblię na fragmentach takich jak ten i innych w zależności od sytuacji, aby czynić dobre wyznanie wiary. Nawet w najgorszych czasach możemy mieć uśmiech na twarzy trzymając się na przykład takich obietnic: "Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą i gdy przez rzeki, nie zatopią ciebie. Gdy pójdziesz przez ogień nie spalisz się" (Iz 43, 2). Takie też powinno być nasze wyznanie w podobnych złych okolicznościach. Podoba mi się tłumaczenie tego fragmentu w New Living Translation: „kiedy pójdziesz przez głębokie wody wielkich problemów, Ja będę z tobą. Kiedy pójdziesz przez rzeki trudności, nie utoniesz w nich. Kiedy pójdziesz przez ogień opresji i ucisków, nie spalisz się”.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Można też modlitwę dobrego wyznania porównać do listu w drodze. Jeśli ja rozmawiam z moją koleżanką w Australii i ona mówi, że właśnie wysłała mi pocztówkę, to choć ja jej fizycznie jeszcze nie mam, to cierpliwie czekam, aż ta kartka do mnie dojdzie. Jeszcze nie trzymam jej w swoich dłoniach, ale to nie znaczy, że jej nie mam. Spodziewam się jej wkrótce. I gdyby ktoś mnie zapytał: „czy dostałaś kartkę od Luciany?” Powiedziałabym, że właśnie na nią czekam. Ale mogłabym też zareagować inaczej i powiedzieć: „tak mi smutno, czekam i czekam na tę kartkę. Niby Luciana ją wysłała, a jeszcze jej nie ma. Pewnie gdzieś przepadła po drodze i już nie dojdzie”. Tak często robimy my, gdy nie trzymamy się wiary w konsekwentnym wyznawaniu. Modlitwa wyznawania to nie są magiczne formułki jak to jest w przypadku wątpliwej „potęgi podświadomości”, o której tak wiele się teraz pisze w literaturze ruchu “New Age”. Rzeczy, które się sobie tam po prostu wmawia, np. gdy ważę trochę za dużo, mam sobie wmawiać: „jestem szczupła” – a na podstawie czego? Modlitwa wyznawania to nie wmawianie sobie czegokolwiek, ale wyznawanie w Imieniu Jezus, że faktycznie „jest kartka, która została zaadresowana na moje nazwisko i ze ona do mnie należy”, czyli są Boże obietnice, które w Jezusie spełnią się w moim życiu, kiedy będę je wyznawać z wiarą.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wyznajemy: "Ten, który jest w nas, większy jest aniżeli ten, który jest na świecie" (1J 4, 4), czyli "większy jest Ten - Jezus, który jest w nas, od jakichkolwiek mocy, które działają wokół nas" - wtedy wznosimy się do pozycji zwycięzcy. Nasze wyznanie jest niejako polem bitwy, decydującym o naszym zwycięstwie, bądź klęsce. Zamiast wyznawać wątpliwości i obawy, wyznawajmy wiarę w Bożą moc. Wyznawajmy to, co mówi Słowo, a wtedy nasza wiara będzie się umacniała i wzrastała. Szczególnie, że taki rodzaj modlitwy jest zgodny ze Słowem Bożym. Na przykład w Ewangelii Marka 11, 23 czytamy: „kto POWIE tej górze: &lt;podnieś&gt;, a nie wątpi w sercu swoim, lecz wierzy, że spełni mu się, co MÓWI, tak mu się stanie”. W tym fragmencie wyraźnie widzimy rolę głośnej modlitwy wyznawania z wiarą, a także Hbr 4, 14; Hbr 10, 23; Ap 12, 11, Pwt 6, 6-7.&lt;/PODNIEŚ&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Bardzo lubię czytać Biblię, bo jest to jak przygoda w poszukiwaniu skarbów. Skarbów ukrytych w Jezusie. Czuję się jak Indiana Jones w “Poszukiwaczach zaginionej Arki”, gdyż wiem, że jest gdzieś ukryty skarb, który uczyni moje życie spełnionym.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-5702470273732413398?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/5702470273732413398/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=5702470273732413398' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5702470273732413398'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5702470273732413398'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/05/ukryte-skarby-cz-2.html' title='Ukryte skarby cz. 2'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPzdhyw-8I/AAAAAAAAAIg/sRa4K4RyIR0/s72-c/nad+nilem.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-9079356046807710389</id><published>2008-05-16T14:32:00.002+02:00</published><updated>2008-12-10T11:22:37.727+01:00</updated><title type='text'>Ukryte skarby cz. 3</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPxyxyw-5I/AAAAAAAAAII/KzZTbtxtohc/s1600-h/in+God+we+trust.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202767849205070738" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPxyxyw-5I/AAAAAAAAAII/KzZTbtxtohc/s200/in+God+we+trust.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Pisałam wcześniej, że trzeba nam rozróżniać, kiedy prosić Boga o coś dla swego życia, a kiedy raczej wyznawać spełnienie się Bożych obietnic w naszym życiu. Ja sama wiele godzin „straciłam” na prośby o rzeczy, które Bóg już obiecał. Ileż to razy odmawiałam na przykład modlitwę o Bożą ochronę na drodze podczas prowadzenia samochodu! A Bóg już przecież obiecał, że będziemy chronieni. Taka modlitwa prośby jest jak proszenie o pożyczenie 5 zł, podczas gdy wygraliśmy na loterii 100.000 zł i one do nas prawnie należą. Jest o tym, że Bóg nas chroni na przykład w Psalmie 91, ale też w wielu innych miejscach w Biblii. Tak więc staram się uważnie czytać Biblię, aby raczej wyznawać (ogłaszać) że to, co Bóg obiecał, SPEŁNI SIĘ w moim życiu. I oczekuję tego, a wiara właśnie się wiąże z oczekiwaniem. Biblia mówi, że „ile jest obietnic Bożych w Jezusie wszystkie są na „tak”. Dlatego przez Niego wypowiada się nasze „Amen” (czyli „niech tak się stanie”) Bogu na chwałę” (2Kor 1, 20). Wobec tego mamy prawo w Jezusie przywłaszczać sobie Boże obietnice i ogłaszać ich spełnienie w naszym życiu w zależności od okoliczności. Przede wszystkim jednak musimy poznawać Słowo Boże, aby nie stosować „magicznych formułek” – modlitw w oparciu o fragmenty wyrwane z kontekstu lub bez podstaw biblijnych.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Modlitwa prośby w sytuacji, gdy raczej powinniśmy wyznawać Boże obietnice jest jak jazda pociągiem osobowym, zamiast IC: dużo wolniej, w gorszych warunkach, choć co prawda dużo taniej. Niewiele tak naprawdę kosztuje modlitwa prośby, no i możemy się tak „wyjęczeć” przed Bogiem, aż nam lżej. Czy chodzi o to, żeby było nam lżej, czy raczej, żeby widzieć manifestację Bożej mocy w swoim życiu? Owszem Jezus jest naszym Przyjacielem, któremu możemy o wszystkim powiedzieć, ale Jezus powiedział to o sobie w innym kontekście. Powiedział, że nazywa nas swymi przyjaciółmi, bo zwierzył się nam ze wszystkiego (J 15, 14-15). Już nie ma przed nami żadnych tajemnic. A to, co jest Jego – jest też i nasze: „jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa” (Rz 8, 17). O tym jest też mowa w Liście do Galatów 3, 26-29 i w Ga 4, 6-7. Modlitwa prośby, kiedy raczej powinniśmy uczynić dobre wyznanie wiary w Boże obietnice co do danej sytuacji w naszym życia sprawia, że niejako Bóg musi się zniżać do naszego poziomu. A czy nie lepiej, abyśmy sami się windowali do pozycji, jaką mamy w Jezusie przed Bogiem?&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Pisałam kiedyś o moim uzdrowieniu z alergii i dziedzicznej choroby kolan. Stało się to właśnie na zasadzie modlitwy wyznawania, nie prośby. Jak mogę prosić Boga o uzdrowienie, skoro Bóg powiedział, że to jest Jego wolą (w wielu miejscach w Biblii). Na przykład w Pierwszym Liście Piotra 2, 24 jest napisane: „Krwią Jego (Jezusa) zostaliście uzdrowieni”. „Zostaliście” jest w czasie przeszłym, a nie przyszłym! W Księdze Izajasza 53, 5: „w Jego (Jezusa) ranach jest nasze zdrowie”. „Jest” jest w czasie teraźniejszym. Są rzeczy, o które należy prosić i Biblia nam wskazuje jakie są to rzeczy, ale są też inne rzeczy, których przyjście do naszego życia powinniśmy wyznawać, a nie prosić o nie. Jednakże, aby się dowiedzieć, które są które, trzeba czytać Biblię!&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Czy nie chcemy, aby wola Boża wypełniła się w naszym życiu? Czasem niepotrzebnie zajmujemy się modlitwą prośby o sprawy, co do których mamy od razu zgodę Nieba. Wobec tego należy to ogłosić w rzeczywistości duchowej, a nie prosić o to. Dzieje się na podobnej zasadzie, jak ma to miejsce na rozprawie sądowej. W pewnym momencie po wysłuchaniu oskarżeń, obrońcy i świadków, sąd idzie podjąć decyzję, a potem wraca, aby ogłosić wyrok. Jezus powiedział, że diabeł został osądzony i jego zastępy rozbrojone (Kol 2, 15) i że w Jezusie zostały „zniszczone wszelkie dzieła diabła” (1J 3, 8). To jest ogólne dla całej ludzkości dopóki nie ogłaszamy tego faktem w swoim prywatnym życiu. My mamy ogłaszać ten wyrok, jaki już został podjęty nad diabłem – on jest pokonany! I to właśnie powinniśmy ogłaszać w modlitwie, że jest to faktem w naszym życiu. Jeśli diagnozujemy, że to co nas spotyka, jest dziełem diabła – to ogłaszamy nad nim wyrok i oczekujemy zaistnienia tego w naszym życiu. Stosowanie tego rodzaju modlitwy sprawia, że nasze życie staje się coraz bardziej życiem obfitości w Jezusie (J 10, 10).&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Na koniec chcę dodać, że kiedy Bóg dał Izraelowi przykazania, jednocześnie dał inne zalecenie: „Niech pozostaną w twym sercu (umyśle) te słowa, które Ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je sobie do ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. Wypisz je na twoich odrzwiach swojego domu i na swoich bramach” (Pwt 6, 6-9). Bóg to zalecał, gdyż zależało Mu, aby Izraelici doświadczali Jego błogosławieństwa w każdej dziedzinie życia – tego „shalom”, o którym pisałam wcześniej. Bóg wiedział, że mamy krótką pamięć, dlatego zalecił, aby uczono się Jego Słowa na pamięć i aby je wyznawano przy każdej sposobności. To jest przykład dla nas. Po pierwsze czytanie Biblii, po drugie rozważanie, po trzecie uczenie się Bożych obietnic na pamięć lub ostatecznie zaznaczanie ich w Biblii, aby je w sytuacji potrzeby z łatwością odnaleźć, po czwarte – wyznawanie ich nad swoim życiem z dziękczynieniem Bogu za Jezusa, w którym te obietnice są na „tak” dla naszego życia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-9079356046807710389?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/9079356046807710389/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=9079356046807710389' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/9079356046807710389'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/9079356046807710389'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/05/ukryte-skarby-cz-3.html' title='Ukryte skarby cz. 3'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPxyxyw-5I/AAAAAAAAAII/KzZTbtxtohc/s72-c/in+God+we+trust.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-8681722997876556641</id><published>2008-05-16T14:21:00.008+02:00</published><updated>2008-12-10T11:22:37.948+01:00</updated><title type='text'>Ukryte skarby cz. 4</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPyYxyw-6I/AAAAAAAAAIQ/LvDEaukAB58/s1600-h/rybacy.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5202768502040099746" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPyYxyw-6I/AAAAAAAAAIQ/LvDEaukAB58/s200/rybacy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W obecnym czasie widzę, że Bóg pobudza Kościół do tego rodzaju modlitwy, w której sprzeciwiamy się diabłu okradającego nas z tego, co nam się „należy” w Jezusie. I nie dzieje się to na zasadzie modlitwy prośby, ale modlitwy wyznawania. W Liście do Kolosan czytamy: „w Jezusie są ukryte wszystkie skarby mądrości i poznania” (Kol 2, 3), a Jezus żyje w nas.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Świadczę, że dzięki modlitwie wyznawania nastąpiło wiele duchowych i materialnych przełomów w moim życiu. I oddaję chwałę za to Bogu, bo jak mówi Jezus: „jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa Moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to się wam spełni. Ojciec Mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się Moimi uczniami” (J 15, 7-8). Musimy pamiętać, że tam, gdzie w Nowym Testamencie mamy słowo „prosić” (gr. aiteo), oznacza ono jednocześnie „domagać się wytrwale”, „żądać, bo się należy z racji prawa”, „pragnąć” oraz „wzywać i jednocześnie zgłaszać się po odbiór”. Jezus mówi w tym fragmencie, że Ojciec dozna chwały, kiedy owoc obfity przyniesiemy i staniemy się Jego uczniami. Pewnie to droga na całe życie, ale jeżeli nasze owocowanie w tym roku, nie różni się od roku ubiegłego i poprzednich, to należy zbadać dlaczego i jeżeli nadal idziemy wytrwale za Bogiem, a nie owocujemy, to trzeba może zmienić sposób modlitwy – na wyznawanie tego, co jest w Ewangelii Jana 15, 16.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Wielu ludzi obecnie dąży do sukcesu. Ja wierzę, że modlitwa wyznawania jest drogą do sukcesu, nie tylko w życiu duchowym i to wcale nie znaczy, że uciekamy od krzyża. Tylko ważne jest, aby wiedzieć, co Jezus miał na myśli pod pojęciem „krzyża”, który mamy brać, by za Nim iść. Ważne więc jest, aby czytać Słowo Boże, aby nie wierzyć, że krzyżem w naszym życiu jest to, co nim faktycznie nie jest. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Jezus powiedział w Ewangelii Jana 15, 7: „jeśli Moje słowa w was trwać będą”. Greckie słowo „trwać” – „meno” oznacza także „mieszkać wspólnie pod jednym dachem”, „przebywać”, „być obecnym w tym momencie właśnie” oraz „pozostać”. Musimy pamiętać, że Słowo Boże trwa w nas na tyle, na ile je praktykujemy. Wielu ludzi wierzy w Jezusa, chodzi do kościoła, odmawia swoje modlitwy, itp., a jednak Słowo Jezusa w nich nie trwa i ich modlitwy nie przynoszą im rezultatów, jak choćby zmiany w ich chrześcijańskim charakterze i wzrostu w wierze. Musimy pozwolić, by treść Bożego Słowa miała znaczące miejsce w naszym życiu, a stanie się to także przez modlitwę wyznawania.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Zdaję sobie sprawę, że dla wielu z Was ten temat jest zupełnie nowy, dlatego chciałabym jeszcze podać kilka praktycznych przykładów. Niedawno wybrałam się do lekarza. Kosztowało mnie to parę przygotowań i poświęcenie wiele czasu, a gdy przybyłam na miejsce, okazało się, że lekarz nie przyszedł. Oczywiście byłam sfrustrowana. Poczyniłam jednak dobre wyznanie. W Pierwszym Liście Jana 5, 4-5 jest napisane: „Wszystko, co z Boga jest zrodzone, zwycięża świat; tym właśnie zwycięstwem, które zwyciężyło świat jest nasza wiara. A kto zwycięża świat, jeśli nie ten, kto wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?” Moje wyznanie: Kochany Jezu tak Ci dziękuję, że jesteś ze mną w każdych okolicznościach. Jesteś ze mną, kiedy się cieszę i kiedy jestem sfrustrowana. Ja jestem narodzona z Boga i w moim sercu jest wiara, którą mam od Ciebie, a która zwycięża świat. Dziękuję Ci, że ta wiara przynosi mi pełnię zwycięstwa nad tym, co widzą moje oczy i co doświadczają moje uczucia. Dziękuję Ci, że oczyma wiary mogę oglądać, jak Ty stajesz się zwycięski w tych okolicznościach, które mnie frustrują i że mogę przebaczyć. Mogę widzieć oczyma wiary, jak Ty Jezu w sposób niesamowity rozwiązujesz problem mojej odwołanej wizyty u lekarza, choć czekałam na nią ponad miesiąc. Wyznaję, że Ty masz dla mnie zaopatrzenie w tej sytuacji i już teraz Ci za to dziękuję! Dziękuję, że mogę patrzyć przez wiarę, jak Ty cudownie rozwiązujesz tę sprawę i radować się Twoją obecnością. Dzięki wierze w moim sercu jestem ponad tym wszystkim i wierzę, że Ty doprowadzisz wszystkie moje zamierzenia w Tobie do wspaniałego końca. Dziękuję, że zawsze mogę doświadczyć Twej miłości, bo przecież „Twoja troskliwość czyni mnie wielką” Amen. Ten ostatni werset pochodzi z Drugiej Księgi Samuela 22, 36. Słowo przetłumaczone jako „wielkim/wielką” jest hebrajskim słowem „rabah”, które oznacza „mieć obfitość coraz większą i większą”, „wzrastać w autorytecie i pozycji”, „rozrastać się”, „przechodzić samego siebie w możliwościach”, „poszerzać swoje terytorium i wpływy”, „być w pełni zaspokojonym we wszystkim”. Czyż to nie jest cudowna obietnica do wyznawania nad swoim życiem? Po takiej modlitwie otrzymałam pokój serca i zapomniałam o swojej frustracji. Natomiast za niedługi czas trafiłam do docenta, a nie lek. Med. Tak więc wszystko obróciło się na moją korzyść, zgodnie z Bożą obietnicą z Rz 8, 28: “wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra”.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Może jeszcze jeden przykład. Czasem rano nie mogę się dobudzić, czuję się bez sił i wstaję z łóżka z ociąganiem. Jest jednak Boża obietnica na taką okoliczność z Psalmu 23: „Pan jest pasterzem moim, niczego nie braknie”. Wyznaję więc: Pan jest moim pasterzem, troszczy się o mnie, a dzięki Jego trosce niczego mi nie brakuje. Nie brakuje mi siły, nie brakuje mi entuzjazmu, nie brakuje mi dobrego humoru, nie brakuje mi wiary, nie brakuje mi cierpliwości, nie brakuje mi miłości, nie brakuje mi energii życiowej. Nie brak mi też zdecydowania, aby wstać i chwalić Pana w tym nowym dniu, jaki mi daje. Amen. I wierzcie lub nie, moje nastawienie się zmienia i przychodzi to, co wyznaję. Mam przecież te skarby w Jezusie, tylko muszę zacząć je odgrzebywać! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Widziałam dziś w Poznaniu takie plakaty: “Poznań miastem bezpiecznych kierowców”. Czyż nie jest to swego rodzaju dobre wyznanie? Czy już wszyscy kierowcy jeżdżą bezpiecznie? Pewnie nie, ale to wyznanie ma narzucić pewien standard kierowcom Poznania i aż chce się temu podporządkować. Bardzo podobnie jest z modlitwą wyznawania.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Sięgajmy więc po skarby, które mamy w Jezusie, aby mieć pełnię w Nim (Ef 3, 19) i by nasze życie chrześcijańskie stawało się coraz bardziej obfite. Przecież Jezus po to przyszedł: “Ja przyszedłem, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 10). W Ewangelii Łukasza czytamy o rybakach, którzy całą noc łowili ryby i nic nie złowili, lecz na słowo Jezusa zarzucili sieć ponownie i zagarnęli w krótkim czasie takie mnóstwo ryb, że sieć się rwała (Łk 5, 4-7). Wierzę, że ta sytuacja ma też znaczenie symboliczne dla nas: choć w naszym życiu chrześcijańskim nie doświadczamy zaspokojenia, Jezus ma dla nas obfitość, ale uczyńmy, co On MÓWI – zróbmy to, do czego wzywa nas – na Jego słowo zarzućmy sieć naszego posłuszeństwa Jego słowu i wyznawajmy Boże obietnice nad naszym życiem z dziękczynieniem, aby w krótkim czasie zagarnąć przeznaczoną nam obfitość.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-8681722997876556641?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/8681722997876556641/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=8681722997876556641' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8681722997876556641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8681722997876556641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/05/ukryte-skarby-cz-4.html' title='Ukryte skarby cz. 4'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SDPyYxyw-6I/AAAAAAAAAIQ/LvDEaukAB58/s72-c/rybacy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-4703613257329605386</id><published>2008-03-14T18:57:00.008+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:38.063+01:00</updated><title type='text'>Już w Polsce</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R9q95bEau2I/AAAAAAAAAGg/fyo9RXPclPM/s1600-h/the+opening2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177659515832286050" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R9q95bEau2I/AAAAAAAAAGg/fyo9RXPclPM/s200/the+opening2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wróciłam do Polski na początku lutego, ale nie miałam kiedy nawet krótkiego posta napisać, gdyż wiele się działo. Na początku oczywiście oswajałam się z ojczyzną i zdobyczami cywilizacji. Nie mogłam sie wręcz nacieszyć elektrycznością i bierzącą wodą, nie mówiąc już o wannie :) Potem zaczęłam się czuć dziwnie źle i po paru dniach okazało się, że mam nawrót malarii. Na szczęście miałam dobre leki, które przywiozłam z Ugandy. Tak więc po dwóch tygodniach doszłam do siebie. Po koniec lutego przeniosłam się do Poznania, gdzie szukałam niedrogiego mieszkania i w końcu je szczęśliwie znalazłam. Pan jest wierny i jak wytrwale o coś prosimy, to nam to daje, bo daje to, co jest dobre dla swych dzieci. Biblia zachęca nas do prezyzowania swoich modlitw – ja też swoje sprecyzowałam i Pan mi dał dokładnie takie mieszkanie, jakie chciałam. Modliłam się o nie wytrwale i w niedługim czasie zobaczyłam rezultat swej modlitwy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Podczas pobytu w Ugandzie, mniej więcj raz w miesiącu bywałam w Kampali i zatrzymywałam się w domu, który wynajmuje Faith dla młodzieży z wioski, która uczy się i studiuje w Kampali. Tuż obok tego domu znajdowała się dyskoteka prowadzona przez wiele lat przez młodą kobietę. Bardzo więc nie lubiłam pobytu w domu Faith, gdyż nie można było się tam w ogóle wyspać. Było to w listopadzie, gdy podczas kolejnego pobytu w Kampali w domu Faith zorientowałam się, że jest dziwnie cicho w okolicy. A jakież było moje zdumienie, gdy wieczorem usłyszałam pieśni uwielbienia Jezusa, płynące z tego samego miejsca, gdzie wcześniej była dyskoteka. Szybko mi wyjaśniono, że właścicielka dyskoteki nawróciła się i oddała życie Jezusowi, a dyskotekę zmieniła na miejsce spotkań chrześcijan. Wiem, że od wielu lat wiele osób modliło się za tę kobietę, aby znalazła Boga w swoim życiu. Wielkokrotnie głoszono jej Ewangelię, ale jej nie przyjmowała. W końcu jednak Pan dotarł do jej serca, zmieniając całkowicie kierunek dla jej życia. Kobieta ta wyznała, że nigdy nie była tak szczęśliwa jak teraz! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;W listopadzie byłam też z koleżanką o imieniu Margaret na górze modlitwy. Modliłysmy się o wiele spraw i w ciągu dwóch miesięcy zobaczyłyśmy Bożą odpowiedź na prawie każdą z tych intencji modlitewnych. Niesamowite było to, co zdarzyło się Margaret w styczniu. Jej zaufanie Bogu zostało bowiem wystawione na wielką próbę. Margaret ma 33 lata i jest już wdową. Ma córkę oraz kilkoro młodzieży z dalszej rodziny na utrzymaniu, które dzięki niej uczą się w Kampali. Margaret miała jedno źródło dochodu – rentę z USA po mężu, który był Amerykaninem. Niestety w październiku ta renta została wstrzymana, a Margaret została zupełnie bez środków do życia. Miała też wzięty kredyt, a zastawem była ziemia. Margaret niestety zalegała z ratami od kilku miesięcy. Bank wyznaczył koniec stycznia jako ostateczna datę spłaty zaległych rat, w innym wypadku przejąłby tę ziemię. Margaret straciłaby wiele pieniędzy. Modliłyśmy się, aby Pan znalazł rozwiązanie w tej beznadziejnej sytuacji. Margaret sama modliła się w tej sprawie jak ta wdowa z przypowieści Jezusa, która nachodziła sędziego, aby ją wziął w obronę. W połowie stycznia Margaret spotkała ciocię, której od wielu lat nie widziała. Ta kobieta zaprosiła ją do siebie i w czasie rozmowy Margaret jej powiedziała jaki ma problem. Ciocia przejęta współczuciem, dała jej te pieniądze na spłatę kredytu! Margaret była niezwykle wdzięczna Bogu za tę cudowną interwencję i wszystkich naokoło zachęcała do wytrwałej modlitwy i postu. Modliłyśmy się też o męża dla niej, ale jak ona powiedziała: „Panie ja chcę Białego”, to trochę mnie to zdziwiło i muszę przyznać, że nieco bez wiary się o to modliłam, gdyż to byłby swego rodzaju cud. Nie uwierzycie! Margaret ma już narzeczonego i zgadnijcie jakiego koloru jest jego skóra? Jest Biały! &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Mogłabym pisać wiele tego rodzaju świadectw ludzi z Ugandy, którzy z wiarą konkretnie i wytrwale prosili Boga o swoje potrzeby i otrzymywali odpowiedź. To ważne, aby w modlitwie wiedzieć, czego się chce. To zupełnie jak z listą prezentów na święta. Cieszą nas niespodzianki, ale jeśli mamy jakąś potrzebę i dostajemy dokładnie to, co chcieliśmy, sprawia nam to wielką radość. Tak samo Ojciec Niebieski cieszy się z obdarowywania swoich dzieci.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="mb_0"&gt;&lt;/a&gt;W czasie prowadzenia projektu „Nowy Dom Dziecka – Nowa Nadzieja” prawie każdego ranka siadałam za domem i modliłam się, aby Pan poruszał serca ludzi do przysyłania pieniędzy na ten projekt. Modliłam się też, aby ludzie, którzy mnie nie znają jakoś do mnie trafiali i byli zachęceni przez mojego bloga. Modliłam się, aby Pan sprawiał zaufanie ludzi do mnie, szczególnie tych, co mnie nie znają, aby decydowali się wspomóc ugandyjskie sieroty. W czasie trzech miesięcy przyszło około 60.000 zł, z czego mogliśmy zrobić wiele dobrego w tamtym miejscu. Za te pieniądze zostały kupione meble do domu dziecka oraz inne potrzebne artykuły, materace, pościel, naczynia, itp. Została zamontowana też bateria słoneczna wraz z alarmem, zbudowany plac zabaw, została kupiona ziemia pod uprawę, postawiony mały kurnik, zbudowana nowa kuchnia, założony warsztat ślusarski, którego dochód ma być przeznaczany na potrzeby sierot w domu dziecka. Zostały też wstawione szyby w okna, zbudowane prysznice (czyli pomieszczenia, gdzie się bierze miskę z wodą, aby się umyć) i toalety oraz zaczęte tynkowanie zewnętrzne. Został też zapłacony dług ok. 2500zł za czesne szkolne dzieci. Kupiliśmy również dwumiesięczny zapas jedzenia dla domu dziecka. Poza projektem przyszło też 4500zl na prezenty swiąteczne dla 84 dzieci oraz na budowę glinianego domu dla wdowy z osmiorgiem dzieci. Piszę te szczegóły, gdyż jestem pod wrażeniem tego, co razem dokonaliśmy. Kiedy zaczynałam ten projekt pod koniec października, marzyłam o zgromadzeniu 25 tys. zł. Przysłaliście dwa razy wiecej. To cud! Coś, co absolutnie mnie zaskoczyło i oszolomiło. Dziekuję też za Wasze zaufanie. Dzieci z domu dziecka też wytrwale się modliły o to, by ich potrzeby zostały zaspokojone i też mogły zobaczyć odpowiedź na swoją modlitwę. Pan im otworzył „okna niebieskie”.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że wielu z Was jest zainteresowanych, czy w końcu otworzyliśmy nowy dom dziecka.W srodę 30 stycznia po południu uroczyście otworzylismy nowy dom dziecka! Na zdjęciu widzicie dzieci przecinające wstęgę. Jeszcze raz dziękuje za to, ze daliście się namówic do tego, aby razem zrobić coś wielkiego dla sierot w Ugandzie! Ten dom bedzie stale przypominał im o Waszej wielkodusznosci oraz o tym, że są ludzie (biali), którym zależy na nich. Dla tych sierot ten dom to Wasza "praktyczna" miłość. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Piszę o powodzeniu tego projektu, nie żeby się czymś chwalić, a jedynie chwalić wielkiego Boga, który jest zawsze zainteresowany odpowiadaniem na nasze modlitwy. Nasuwa się więc pytanie: dlaczego więc niektórzy z nas od wielu lat wciąż nie otrzymują odpowiedzi na swe modlitwy. Trudno tak ogólnie odpowiedzieć. Ja jednak mam swój prywatny weryfikator. W sytuacji, gdy modlę się dłuższy czas o coś i nie otrzymuję to zastanawiam się, czy to jest zgodne z wolą Bożą i jeśli widzę w Biblii, że jest to wtedy zaczynam od skruchy i nawrócenia, od zbadania swego serca, czy jest wierne Panu. Modlę się, aby Bóg mi pokazał rzeczy, które mogą stać na drodze odpowiedzi na moją modlitwę. Potem modlę się konkretnie i poszczę, aby wyraźniej zobaczyć swoje serce. Gdyż celem postu jest szukanie Boga i ukorzenie się przed Nim z biblijnym wyznaniem, że "człowiek nie samym chlebem żyje, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych." Tak więc czytam też więcej Biblii w czasie postu, napełniając swe wnętrze chlebem słowa Bożego, a umysł Bożymi myślami, by zobaczyć Bożą perspektywę na to, co się dzieje w moim życiu. W miarę możliwości angażuję też swoich wierzących przyjaciół, aby ze mną modlili się o te sprawy, w których oczekuję zmiany. Szukam inspiracji w Biblii, zachęt z Bożych odpowiedzi na modlitwy osób z Biblii i modlę się Bożymi obietnicami dotyczącymi danej dziedziny życia, w której oczekuję przełomu. I od wielu lat moim świadectwem jest to, że zawsze Bóg rozwiązuje wszelkie problemy i odpowiada na moje potrzeby. Niejednokrotnie w Jego czasie, a czasem odkrywam, że fakt, iż Bóg nie odpowiedział szybko na moją modlitwę nie był związany z tym, że On nie był tym zainteresowany, ale raczej, że się źle modlilłam („modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się TYLKO o zaspokojenie swoich rządz” List św. Jakuba). Biblia nam też podpowiada: „starajcie się najpierw o Królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam dodane” - na tym wersecie się NIGDY nie zawiodłam.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Poniżej umieszczam informację o moich kolejnych dwóch projektach. Fakt, że jestem już w Polsce wcale nie oznacza, że zakończył się mój czas pomocy ugandyjskim sierotom. Zachęcam Was do włączenia się w te projekty. Proszę o kontakt na maila w tej sprawie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-4703613257329605386?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/4703613257329605386/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=4703613257329605386' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/4703613257329605386'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/4703613257329605386'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/03/ju-w-polsce.html' title='Już w Polsce'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R9q95bEau2I/AAAAAAAAAGg/fyo9RXPclPM/s72-c/the+opening2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-7505796511439933093</id><published>2008-03-14T18:51:00.006+01:00</published><updated>2008-03-14T18:56:24.353+01:00</updated><title type='text'>Projekt "Moje dziecko z Ugandy"</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zachęcam do wyboru dziecka lub dzieci z Domu Dziecka „HomeAgain" w wiosce Kaihura w Ugandzie jako adopcji materialno-emocjonalnej. Dzieci są pod opieką organizacji „Bringing Hope To The Family".&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;W projekcie „Moje Dziecko z Ugandy" bierzesz pod opiekę materialną dziecko, decydując się na regularne miesięczne finansowe wsparcie i kontakt z wybranym dzieckiem (korespondencja w języku angielskim). Obecnie dzieci mają bardzo złe wyżywienie, jedząc codziennie przez okrągły rok posho (gotowaną mąkę kukurydzianą), fasolę i kapustę. Rzadko jedzą mięso (raz w miesiącu), niezmiernie rzadko chleb z margaryną (to było ich życzenie świąteczne), prawie nigdy słodyczy. Nie mają butów, ani więcej nizż 3 zmiany odzieży. Nie mają rodziny i nikogo, kto by się zatroszczył o ich przyszłość.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Miesięczny koszt wyżywienia i ubrania jednego dziecka to około 125 zł. Trzymiesięczne czesne za szkołę podstawową to około 200 zł, a szkołę średnią 300 zł. W przyszłosci za kilka lat niektóre z tych dzieci chciałyby studiować lub skończyc kursy zawodowe. Bez Waszej pomocy być może nie zrealizują swoich marzeń. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Proponuję więc 200 zł jako miesięczne wsparcie dla Twego Dziecka w Ugandzie. Jeśli 200 zł dla jednej osoby jest zbyt wiele, można przecież namówić rodzinę lub przyjaciół i razem włączyć się w budowanie jaśniejszej i pełnej nadziei przyszłości tych sierot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieje oczywiście możliwość czasowego wsparcia wybranego dziecka. Proszę o kontakt na maila w sprawie przesłania listy dzieci z domu dziecka.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Pragnę dodać, że pieniądze trafią bezpośrednio do organizacji „Bringing Hope" i w całości zostaną przeznaczone na potrzeby Twego Dziecka w Ugandzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-7505796511439933093?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/7505796511439933093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=7505796511439933093' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7505796511439933093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7505796511439933093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/03/projekt-moje-dziecko-z-ugandy.html' title='Projekt &quot;Moje dziecko z Ugandy&quot;'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-3273603015463241506</id><published>2008-03-14T18:48:00.003+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:38.332+01:00</updated><title type='text'>Projekt „Mleko dla dziecka HIV+"</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R9q_WLEau3I/AAAAAAAAAGo/ltr1Ja0G6Dc/s1600-h/ja_i_Esther_(HIV%2B)_(Medium).JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5177661109265152882" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R9q_WLEau3I/AAAAAAAAAGo/ltr1Ja0G6Dc/s200/ja_i_Esther_(HIV%2B)_(Medium).JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W Ugandzie, podobnie jak w wielu krajach Afryki, nadal jest wysoki odsetek chorych na AIDS. W najgorszym położeniu są dzieci, które będąc HIV+ są znacznie częściej narażone na zachorowanie i śmierć, niż ich zdrowi rówieśnicy. Zapewniając im pewien suplement żywnościowy każdego dnia (litr mleka, jedno jajko, kaszkę ze zboża zwanego milet, które jest bogate w witaminy, mikro i makroelementy oraz soję) poprawiamy ich odporność, jednocześnie dając im szansę na zdrowsze życie. Miesięczny koszt tego rodzaju suplementu kosztuje na jedno dziecko około 60 zł. Organizacja „Bringing Hope To The Family" ma pod opieką ponad 150 dzieci (w większości sierot) chorych na AIDS. Pieniądze na ten cel można przelewać na numer konta podany na stronie. Dziękujemy!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Na zdjęciu ja i Ester (HIV+).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-3273603015463241506?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/3273603015463241506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=3273603015463241506' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/3273603015463241506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/3273603015463241506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/03/projekt-mleko-dla-dziecka-hiv.html' title='Projekt „Mleko dla dziecka HIV+&quot;'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R9q_WLEau3I/AAAAAAAAAGo/ltr1Ja0G6Dc/s72-c/ja_i_Esther_(HIV%2B)_(Medium).JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-7827886220754146452</id><published>2008-01-28T11:54:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:38.444+01:00</updated><title type='text'>Tyfus i Boża opatrzność</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R523DMzVebI/AAAAAAAAAGU/q-kSilqrb9A/s1600-h/DSCN4085+(Small).JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5160482013640489394" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R523DMzVebI/AAAAAAAAAGU/q-kSilqrb9A/s200/DSCN4085+(Small).JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Myślę, że każdy z nas doświadczył chociaż jednego cudu w swoim życiu. Niezwykłej Bożej interwencji w trudnej sprawie, uzdrowienia fizycznego, uwolnienia, wyprostowania pokręconych życiowych ścieżek i wysłuchania różnego rodzaju modlitw. Ja również jestem w gronie tych ludzi, którzy doświadczyli realności Boga w swoim życiu i Jego obecności pośród problemów oraz mocy Jego działania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiecie, byłam chora na malarię. Doświadczyłam niezwykle przykrych objawów tej choroby, o czym pisałam w poprzednim poście. Oddaję chwałę Bogu, bo w krótkim czasie doszłam do zdrowia, choć w międzyczasie zachorowałam też na tyfus. Wiele osób się za mnie modliło o uzdrowienie i wierzę, że fakt tak szybkiego powrotu do zdrowia był cudowną Bożą interwencją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisałam kiedyś o Paulu, którego Bóg wezwał do założenia góry modlitwy za narody, a który stał się moim drogim przyjacielem i partnerem w modlitwie. Paul jest bratem Ewy, opiekunki w domu dziecka. Niestety dwa tygodnie temu Paul miał poważny wypadek, bo został potrącony przez samochód. Zadzwoniono do Faith, informując o tym zajściu. Faith znalazła Paula w ciężkim stanie, nieprzytomnego w „szpitalu” (nic tam nie ma oprócz kilku łóżek i jakiś podstawowych leków) w pobliskim mieście Kyenjojo. Zdecydowała, aby go zabrać do Fort Portal do szpitala. W czasie podróży wydawało się, że to jego ostatnie chwile życia. Ludzie dowiedziawszy się o jego wypadku, zaczęli się modlić o jego szybki powrót do zdrowia. Po kilku dniach spędzonych w szpitalu w Fort Portal okazało się, że stan zdrowia Paula się pogarsza, więc Faith zdecydowała przewieść go do Kampali do bardzo dobrego i bardzo drogiego szpitala. Koszt transportu i leczenia miał być około $2000! Faith nie miała tych środków, ale zabrała go przez wiarę, że Bóg przywiedzie kogoś, kto zapłaci za leczenie Paula. Gorąco się o to modliliśmy. Po krótki czasie zgłosiła się pewna kobieta z USA, która zdecydowała się pokryć ten koszt. Dla nas wszystkich był to absolutny cud, bo ta kobieta pojawiła się „znikąd”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg mówi w Biblii w Izajasza 44 i 45 „Tak mówi Pan, twój Odkupiciel, Twórca twój jeszcze w łonie matki: Jam jest Pan, uczyniłem wszystko, Sam rozpiąłem niebiosa, rozpostarłem ziemię; a któż był ze Mną? To Ja mówię Jeruzalem: Będziesz zaludnione, i miastom judzkim: Będziecie odbudowane. Ja podniosę je z ruin (…) aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że beze Mnie nie ma niczego. Ja jestem Pan, i nie ma innego. Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę. Ja, Pan, czynię to wszystko”. Bardzo lubię ten fragment, bo mówi mi o moim Bogu, w którego wierzę. O Bogu, dla której nie ma rzeczy niemożliwej. Kiedy łączę to z zachętami ku modlitwie walki duchowej z Nowego Testamentu, widzę jak Pan jest zainteresowany budowaniem „czegoś z niczego” i „odbudowywaniem z ruin” różnych sfer naszego życia. Ten sam Pan jest w stanie stworzyć pomyślność w naszym życiu, kiedy czujemy, że jej jest nam brak. Ten sam Pan powołał „znikąd” tę kobietę, która postanowiła zapłacić za leczenie Paula.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś może zapytać: „czemu Bóg go nie uzdrowił, oszczędzając kosztów szpitala?” W Księdze Izajasza 45, 9-11 Bóg mówi: „Biada temu, kto spiera się ze swoim twórcą, dzbanowi spomiędzy dzbanów glinianych! Czyż powie glina temu, co ją kształtuje: Co robisz? Czy jego dzieło powie mu: Niezdara! Biada temu, kto mówi ojcu: Coś spłodził? Albo niewieście mówi: Co urodziłaś? Tak mówi Pan, Święty Izraela i jego Twórca: Czyż wy Mnie będziecie pytać o moje dzieci i dawać Mi rozkazy co do dzieła rąk moich?” Ja wiem jedno, że ta kobieta nie mogłaby doświadczyć ubłogosławienia przez Boga, poprzez szansę uczynienia czegoś dobrego dla przyjaciela w potrzebie. Myślę, że powinniśmy zmieniać nasze myślenie co do dawania. Pan Jezus powiedział, że „więcej jest szczęścia w dawaniu, niż w braniu”. Myślę, że wielu z nas tego doświadczyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu z Was przysłało swoje pieniądze na „moje” sieroty. Nazywam je „moje”, ponieważ wierzę, że Pan mi je powierzył. I są niejako moimi dziećmi. Przez Waszą pomoc są i Wasze! Jak Waszych własnych dzieci nie możecie się ich wyprzeć. Proszę nie poprzestańcie na jednorazowej pomocy! Wciąż organizacja nie ma pieniędzy na ich lepsze wyżywienie oraz zapłacenie czesnego za szkołę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłym tygodniu przywieziono pięcioro rodzeństwa (widzicie je na zdjęciu z Faith). Najstarsze ma 16 lat, a najmłodsze 2 lata. To małe dziecko jest HIV+, pozostałe dzieci są zdrowe. Ojca nie znają, a matka zmarła w grudniu. Nie mają nikogo, kto mógłby się nimi zaopiekować! Czy możecie sobie wyobrazić taką tragedię! Być dzieckiem pozostawionym samym sobie! Bez rodziny, bez troski kogoś dorosłego! W takiej sytuacji jestem ogromnie wdzięczna Bogu za tego rodzaju organizacje jak „Bringing Hope To The Family” i to, co robi dla sierot w okolicy! Jak zaczęliśmy budowę nowego domu dziecka, Faith powiedziała: „Honia, czuję, że dzieje się to, ponieważ niebawem dołączą nowe dzieci”. Faith nie szuka sierot, aby je otoczyć opieką, one same ją znajdują. Podobnie jak 13-letnia Moreen, która trafiła do domu dziecka miesiąc temu. Sierota, którą opiekowała się starsza siostra, a jak się okazało, prowadziła w domu melinę. Moreen mieszkała w Kaihurze (naszej wiosce) i przyszła do Faith prosząc, aby ją zabrała z tamtego domu. Pan jest dobry! Daje nam szansę zatroszczenia się o sieroty i biednych. Niech to nas napawa radością, gdyż Pan daje nam szansę usłużenia Jemu samemu w każdym potrzebującym!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspomniane wyżej pięcioro rodzeństwa miało w stopach po kilka gigar (nie wiem, co to jest po polsku, bo nie mogę tego znaleźć w słowniku). Jest to maleńki robak, który wrzyna się w skórę (najczęściej stopy) i składa tam jajka, namnażając się w ciele. Niestety sama go miałam w sierpniu i dlatego wiem, jak bardzo jest to bolesne i przykre. Jeżeli nie usunie się go wcześnie, to może w pewien sposób paraliżować mięśnie stopy. Kiedy widziałam cierpienie tych dzieci, kiedy im czyszczono stopy z tych gigar, to płakać mi się chciało i jednocześnie było to coś tak obrzydliwego, że nawet nie chciałam na to patrzeć. Jedno dziecko miało ich nawet kilkanaście, niemal jeden na drugim. Taka jestem wdzięczna Bogu za to, że ja i moi przyjaciele możemy być tymi, którzy przynoszą nadzieję tym sierotom! Wierzę, że wspólnie uczynimy jeszcze więcej dla nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niedzielę wieczorem rozmawiałam z pewną kobietą, bezrobotną nauczycielką, wdową z czwórką dzieci. Po śmierci jej męża, szwagier wyrzucił ją z domu jej męża i pozostawił samej sobie. Ktoś jej powiedział o „Bringing Hope”. Po rozmowie z Faith została z dziećmi umieszczona w budynku internatu szkoły zawodowej. Brzmi nieźle, ale wcale nie jest tak kolorowo, gdyż jest to budynek wciąż nieskończony, bez łazienek i łóżek, bez niczego praktycznie. Ta kobieta jest jednak nieprawdopodobnie wdzięczna Bogu za „Bringing Hope” i pomoc, jaką otrzymała. Faith mówi, że musi ich gdzieś ulokować, bo nie mogą zostać w internacie, gdyż niedługo wraca młodzież po wakacjach do szkoły zawodowej, która zresztą mieści się w tym samym budynku. Mam w sercu wybudować im dom. Taki, jak dla sąsiadów – z gliny, ale pokryty dachówką. Kupić im łóżka i pościel, i modlić się o pracę dla tej kobiety. Jej dzieci są bardzo bystre i mają ambicje zostania lekarzami (dwóch chłopców) i prawnikiem (jedna córka). Jeśli ktoś z Was chciałby przesłać pieniądze na ten cel, to koszt budowy domu to $400 plus łóżka i pościel $200.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam tak wiele do pisania, a tak niewiele czasu. Bądźcie pewni, że po powrocie do Polski nadal będę pisać bloga przez jakiś czas, dzieląc się wrażeniami z mego pobytu w Ugandzie. Na tę chwilę mam pomysły na kolejne pięć postów. Wracam do Polski 2 lutego :( Nie chcę się rozstawać z tym miejscem, gdyż zżyłam się z ludźmi i kocham to miejsce. Wierzę jednak, że zakończyłam to, do czego Bóg mnie tu wezwał i oczekuję objawienia się Jego woli, co do mojej dalszej służby. Dziękuję Bogu za każdą i każdego z Was, którzy czujecie się zachęceni moim blogiem. Tylko Jezusowi chwała, bo dzieło, które On we mnie zapoczątkował, kontynuuje i kiedyś zakończy. Czekam z niecierpliwością na zobaczenie Go twarzą w twarz, aby Mu podziękować, że mnie odnalazł i nadał wieczny sens memu życiu. Alleluja!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-7827886220754146452?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/7827886220754146452/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=7827886220754146452' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7827886220754146452'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7827886220754146452'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/01/tyfus-i-boa-opatrzno.html' title='Tyfus i Boża opatrzność'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R523DMzVebI/AAAAAAAAAGU/q-kSilqrb9A/s72-c/DSCN4085+(Small).JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-5080858695702744356</id><published>2008-01-11T12:47:00.001+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:38.699+01:00</updated><title type='text'>Brak paliwa i malaria</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R4dc4dFM7eI/AAAAAAAAAGE/EQLTCPVXO-Q/s1600-h/uganda+january1+059+(Small).jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5154190423497698786" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R4dc4dFM7eI/AAAAAAAAAGE/EQLTCPVXO-Q/s200/uganda+january1+059+(Small).jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Właśnie siedzę na niewygodnym stołku w nowym budynku domu dziecka. Prace wykończeniowe posuwają się w wolnym tempie, gdyż wskutek trzykrotnego wzrostu cen paliw w Ugandzie, wzrosły również koszty transportu i z tego powodu część murarzy nie wróciła do pracy po przerwie świątecznej. Niestety oprócz tego, że paliwo jest kilkakrotnie droższe to na dodatek nie można go dostać. Jest to bardzo trudna sytuacja dla całej ludności Ugandy, a także innych krajów, które kupowały paliwo z Kenii. Wzrosły bowiem ceny wszystkiego. Tak mnie to boli, bo ci ludzie i tak są biedni, a teraz na wszystko wydawać znacznie więcej. Uganda oraz kilka ościennych krajów kupujących paliwa z Kenii, przeżywa kryzys gospodarczy, który jest konsekwencją zamieszek w Kenii. Po wyborach prezydenckich rozgorzały walki w Kenii zainicjowane przez opozycję. Wskutek tego do tej pory zginęło kilkaset osób. Były również podpalane kościoły wraz z wiernymi chroniącymi się przed oprawcami w środku. Ogarniajmy modlitwą Kenię oraz wierzących, aby w czasie tej próby wiary nasi bracia i siostry się ostali, pamiętając, że co „wystawia wiarę na próbę, rodzi wytrwałość” (Jk 1, 3). My także tutaj modlimy się za Kenię, wierząc, że wkrótce nastanie oczekiwana stabilizacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu przybyli do domu Faith misjonarze z Kanady, którzy wcześniej przebywali w Kenii. Kilkoro z nich jest przyjaciółmi Faith. Opowiadali, jak makabryczne rzeczy się dzieją teraz w Kenii, o czym nawet prasa nie pisze. Walki i rozruchy są właściwie w całej Kenii i o dziwo tam również nie ma paliwa. Ci ludzie przeszli prawdziwe trudności w przebyciu całego dystansu przez Kenię i dotarciu do granicy. Narażali swe życie, gdyż różne bandy czatują przy drodze. Jest na szczęście też dużo wojska, które stara się utrzymywać jako taki spokój. Mają teraz wziąć udział w kilku konferencjach chrześcijańskich w Ugandzie i za jakiś czas planują wrócić do Kenii, o ile będzie tam spokojniej. Mieli oni głosić na konferencji młodzieżowej, którą Faith organizowała w wiosce. Miało na nią przybyć na początku stycznia około 500 młodzieży, ale konferencja została odwołana wskutek epidemii wirusa ebola. Rząd zabronił wszelkiego rodzaju publicznych zebrań i konferencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ci misjonarze zostają z nami tylko do najbliższej niedzieli, planując powrót do Kenii, gdzie zamierzają zostać do kwietnia. Jest wśród nich małżeństwo, które duchowo adoptowało dwóch chłopców z domu dziecka – Johna i Enocha. Były to pierwsze dzieci domu dziecka. Właśnie w czasie pierwszego pobytu tych misjonarzy w BH trzy lata temu, John pochował swego ojca, który zmarł wskutek AIDS. Jego mama umarła wcześniej. Nie miał absolutnie nikogo, kto by się o niego zatroszczył. Jedyny bliski krewny - dziadek, zaraz po pogrzebie wyrzucił Johna i jego siostrę z domu. Faith nie planowała wtedy prowadzić domu dziecka, ale kiedy John przyszedł do niej prosząc o pomoc, po prostu go przygarnęła do siebie i umieściła w walącym się budynku szkoły zawodowej (gliniany dom 2m na 2m), gdzie przebywało również kilka dziewcząt, ucząc się krawiectwa. Ewa, obecna opiekunka domu dziecka, była wtedy jedną z uczennic tej szkoły. W ciągu trzech kolejnych lat bezdomne dzieci zaczęły przychodzić do Faith, które zaczęła umieszczać w nowym, ale ciasnym budynku. W chwili obecnej jest 35 mieszkańców domu dziecka, ulokowanych w 5 małych pokojach oraz tym starym glinianym domu. Planujemy już na dniach przeprowadzkę do nowego domu dziecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak pisałam na początku, jestem właśnie w nowym budynku domu dziecka, ciesząc się darmowym dostępem do źródła energii, gdyż mamy już zamontowaną baterię słoneczną! Radość z jej posiadania wyrażają codziennie dzieci, które czują się niesamowicie dumne, że jako jedyni we wsi mają prąd. Bateria słoneczna została zainstalowana przed świętami, ale było tylko światło. Nie było jeszcze prądu w gniazdkach, które właśnie przedwczoraj zostały zamontowane i już nie musimy się martwić cenami paliwa, bo możemy zasilać laptopy w domu dziecka oraz korzystać z darmowego Internetu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niesamowite jest to, jak Pan zatroszczył się o nasze potrzeby internetowe, zapewniając nam baterię słoneczną we właściwym czasie. Dziękujemy Bogu za sponsorów baterii słonecznej! Musimy znaleźć jeszcze tylko 900zł na zamontowanie alarmu, bo okazuje się, że taka bateria to niezły kąsek dla złodziei. Dwa dni temu jeden taki niedoszły złodziej został złapany przez chłopców z domu dziecka i zaprowadzony na policję. Tak więc apeluję kochani, jeśli by ktoś miał na sercu wysłanie tej kwoty na zabezpieczenie baterii – będziemy wdzięczni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedługo zacznie się mój ostatni tydzień w Ugandzie. Nie wiem wprawdzie, kiedy dokładnie wylecę, gdyż mój bilet lotniczy jest przez Nairobi w Kenii, a jak pisałam wyżej jest tam niebezpiecznie w tym czasie. Nie mam więc jeszcze zarezerwowanego biletu. Oddaję to jednak Panu, wierząc, że Pan może wyprostować każdą pokręconą ścieżkę. Oczywiście nie opuszczę Ugandy bez zakończenia projektu domu dziecka. Muszę dopilnować, że wszystko jest zgodnie z moimi oczekiwaniami – najlepiej, jak tylko może być dla dzieci, które codziennie się mnie pytają: „ciociu Akiiki, kiedy się wprowadzimy?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko, co pisałam powyżej, zostało napisane tydzień temu, jednakże wskutek gwałtownego pogorszenia się mojego samopoczucia, nie zostało dokończone. Niestety zachorowałam na malarię. Po świętach bolał mnie kręgosłup i kręciło mi się w głowie, ale myślałam, że to wskutek zmęczenia pracami związanymi z moim projektem. Następnie zaczął mnie boleć kark w taki sposób, jak czasem boli, bo źle się spało. Do tego dołączyła się nieopisana senność i zawroty głowy, ale nikomu nic nie mówiłam, czekając na poprawę. Kiedy jednak dostałam dreszczy w bardzo ciepły dzień, zrozumiałam, że od dwóch tygodni miałam objawy malarii. Wskutek nieleczenia malarii od samego początku, pasożyt zdążył się już znacznie namnożyć, dlatego zaczęłam cierpieć więcej dolegliwości, które z czasem już trudno było odróżnić od skutków ubocznych leków. Miałam wysoką gorączkę przez kilka dni. Mdłości i wymioty. Ból w klatce piersiowe. Koszmary senne (ponoć jest to typowe dla malarii, Faith mawia: "dlatego wiadomo, że to jest diabelska choroba". Ogólne osłabienie. Bóle głowy i oczu, nawet moje łzy były toksyczne, gdyż kiedy płakałam z bólu, bardzo mnie piekły na twarzy. Miałam (i mam do tej pory) swędzącą wysypkę na całym ciele i liszaje na twarzy, nie wspominając o grzybicy ust i dłoni oraz braku apetytu, a także opuchliźnie na nogach i rękach. Najbardziej chyba jednak przykre były bóle mięśni i stawów. Jednego dnia nie była w stanie podnieść widelca z jedzeniem do ust, ani się uczesać, ani nawet przejść parę kroków, gdyż miałam ból w absolutnie każdym stawie. Nadal mam ból w nadgarstkach, nawet pisanie na klawiaturze sprawia mi ból.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym czasie bycia w łóżku, zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo samotni się czują chorzy i jak bardzo potrzebują naszego towarzystwa. Jezus też mówił: „Byłem chory, a odwiedziliście Mnie” (Mt 25, 43). W tym czasie Pan dał mi cudowny prezent, a mianowicie dzieci z wioski przyszły do mnie i przez godzinę śpiewały dla mnie i tańczyły. Bardzo byłam Panu za to wdzięczna. Widzicie ich na zdjęciu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachęca mnie jednak to co w 2 Liście do Koryntian Paweł Apostoł pisze: „Z siebie samego nie będę się chlubił, chyba że z moich słabości. Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz (Pan) mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny” (2Kor 12, 5-10).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc i ja z tego się mogę chlubić, że będąc sześć miesięcy na misjach w Ugandzie doświadczyłam tego rodzaju słabości i niemocy, jakich nigdy w takim natężeniu nie doświadczyłam w moim życiu. Wielokrotnie było mi ciężko psychicznie, duchowo i fizycznie, ostatnio będąc ciężko doświadczona malarią. We wszystkim tym jednak ogłaszam, że w Jezusie jestem zwycięska (Rz 8, 37), wierząc, że moc Jezusa potężnie działa we mnie (Kol 1, 29), uzdalniając mnie do pokonania tych trudności oraz będąc pewna Jezusa, który jest „mocny we mnie” (2Kor 13, 3).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć więc nadal cierpię z powodu malarii i codziennie mam jakiś nowy ból w jakiejś części ciała to jednak wiem, że nie ma niczego, co mogłoby mnie trwale zatrzymać w biegu, jaki Jezus dla mnie zaplanował. Mam Jego dzieło do wykonania i choć na jakiś czas byłam zatrzymana chorobą, to jednak duchowo gotowa do zmierzenia się z każdą trudnością. Kiedy bowiem doświadczam słabości, tylekroć mam okazję zdać się na Jezusa, oczekując Jego mocy potężnie działającej we mnie oraz objawienia się Jego chwały. Te rzeczy dzieją się, abym nie mogła na końcu tego dzieła powiedzieć: „ja Honorata tego dokonałam”. Prawda jest taka, że choć wielu z Was mnie podziwia, to tak naprawdę podziwiacie łaskę Jezusa potężnie działającą we mnie i uzdalniającą mnie do pokonania wszelkich trudności i bycia zwycięską we wszystkim. I całą chwałę oddaję Jezusowi, niczego bym tu nie dokonała, gdyby nie Jego łaska i już po tygodniu wyjechałabym z Afryki. Raz Pan mi powiedział: „nie patrz na to, możesz albo nie możesz uczynić, ale na to, co Ja mogę uczynić przez Ciebie”. I tym się cieszę, że mocna czy słaba idę z Jezusem drogą, w którą wyruszyłam wiele lat temu…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-5080858695702744356?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/5080858695702744356/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=5080858695702744356' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5080858695702744356'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5080858695702744356'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2008/01/brak-paliwa-i-malaria.html' title='Brak paliwa i malaria'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R4dc4dFM7eI/AAAAAAAAAGE/EQLTCPVXO-Q/s72-c/uganda+january1+059+(Small).jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-5841373179950741048</id><published>2007-12-27T12:14:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:38.855+01:00</updated><title type='text'>Moje Święta w Ugandzie i radość wielu</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R3OVhdFM7aI/AAAAAAAAAFk/GbqBvcYbp_0/s1600-h/balonowa+radosc.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5148623200989277602" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R3OVhdFM7aI/AAAAAAAAAFk/GbqBvcYbp_0/s200/balonowa+radosc.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nieprawdopodobnie szybko minęły mi te Święta. Tak wiele się działo, że czułam, iż czas pędzi. W Wigilię byliśmy na ostatnich przedświątecznych zakupach i wróciliśmy dość późno, oprócz tego, że musiałam też sprawdzić stolarza oraz jak idzie montowanie baterii słonecznej i malowanie w domu dziecka. Zaczęłam więc pakować prezenty dla dzieci z domu dziecka około 19:00, a skończyłam około północy. Akurat młodzież z domu dziecka biła w bębny, aby zaznaczyć czas Bożego Narodzenia. Natomiast w dzień Bożego Narodzenia musiałam być już przed 8 rano w domu dziecka, aby przygotować choinkę i uszykować pod nią prezenty. Na każde dziecko było przeznaczone 40.000 szylingów. Ustaliliśmy z Faith i Ewą wychowawczynią domu dziecka, że z tych pieniędzy 4.000 zostanie przez dzieci przeznaczone jako dziesięcina, czym one się ogromnie ucieszyły, gdyż to było ich marzeniem – móc przynieść pieniądze do koszyka w kościele w dzień świąteczny. Kolejne 4.000 zostanie przeznaczone na zakup własnej kury, co jest bardzo ważne dla generowania dochodu dla nich, bo jak kiedyś pisałam, dom dziecka nie ma żadnego regularnego przychodu oprócz drobnych pieniędzy ze sprzedaży mleka. Tak więc doszedłby do tego dochód ze sprzedaż jajek i kurcząt. Wiem, że nam trudno patrzeć ich kategoriami, ale wielu z nich ucieszyło się bardziej z posiadania własnej kury, niż gdyby mieli sobie kupić słodycze lub zabawkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobiłam tez losy z imionami dzieci na kilka dni przed świętami i każde dziecko wylosowało jedną karteczkę z imieniem i dla tej osoby miało kupić prezent świąteczny. Wspólnie ustaliliśmy, że przeznaczą 4.000 na „prezent dla przyjaciela”. To miało nauczyć te dzieci myślenia o sobie nawzajem i troszczenia się o siebie nawzajem, a także bycia zdolnym do podzielenia się. Bardzo się im ten pomysł podobał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalazły się też pewne osoby wśród moich przyjaciół, które przysłały pieniądze na jedzenie świąteczne dla dzieci. Nie jestem w stanie opisać ich radości podczas noszenia produktów żywnościowych z samochodu do ich spiżarni. Dzieci te wiedziały, że ich święta zapowiadają się inaczej i radośniej niż w poprzednie lata. A mnie patrząc na ich radość, cisnęły się łzy do oczu i myślałam: „kim ja jestem Panie, że dajesz mi widzieć, jak „niewiele” przysłane przez moich przyjaciół, może zmienić tak wiele i dać im nową nadzieję, nie tylko wraz z nowym domem, ale także wraz z nowego rodzaju wymiarem świąt, kiedy te dzieci mogą „fizycznie” doświadczyć miłości „białych”, których na oczy nie widzieli.” Dla tych dzieci fakt, że ktoś się o nie zatroszczył na święta ma znaczenie większe, niż wartość prezentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do prezentów. Za pozostałe 28.000 szylingów zostały zakupione im ubrania, buty i środki kosmetyczne. Z pieniędzy, które napłynęły na prezenty, wydzieliłam 340.000 szylingów na zakup Biblii dla dzieci z domu dziecka oraz po jednej Biblii dla drugiego i trzeciego domu dziecka. Jeśli piszę „drugi i trzeci dom dziecka” mam na myśli pewne dwa domy. Jeden prowadzi mama Faith – Elizabeth, gromadząc przy sobie od 10 do 20 dzieci w domu 4 pokojowym!!! Część z tych dzieci jest sierotami, a inne są z rodzin patologicznych. Natomiast kolejny dom należy do pani Jane, wdowy, która oprócz własnych 7 dzieci, ma pod opieką kilkoro innych sierot. Jane jest nauczycielką krawiectwa w szkole zawodowej. Kiedy jej mąż zmarł dwa lata temu, była totalnie załamana. Została sama z 7 dzieci i bez żadnego źródła dochodu. Faith zatroszczyła się o nią, jak i o 150 innych wdów, dając im nową nadzieję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego nazwa organizacji jest tak trafiona – „Bringing Hope To The Family” („Niosąc Nadzieję dla Rodziny”). Nawiasem mówiąc, Faith ma jeszcze dwa inne imiona: Kunihira (nadzieja) i Filo (miłość). To niezwykłe, że ta kobieta mając na imię „Wiara Nadzieja Miłość” jest żywym świadectwem Boga, praktycznie wyrażając swą wiarę i wzniecając nową nadzieję w ludziach, okazując im miłość i troskę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc organizując pieniądze na zakup prezentów świątecznych, wzięłam pod uwagę nie tylko dzieci z domu dziecka, który prowadzi organizacja, ale także dzieci w wymienionych powyżej dwóch domów oraz ośmioro dzieci sąsiadów (które wraz z babcią i matkami żyją w jednoizbowej lepiance, która jest 2m na 3m, śpiąc na podłodze), a także dzieci pewnego pastora (jedenaścioro, pięcioro jego własnych i sześcioro sierot, które ma pod opieką) oraz kilkoro dzieci z wioski. Ogółem prezenty świąteczne otrzymało 86 dzieci i 6 wychowawców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzieci i wychowawcy z dwóch szkół podstawowych z Poznania przysłały 4.600zł. Czyż nie jest to czymś niezwykłym? Jeżeli niewiele ponad setka dzieci, młodzieży i wychowawców z tylko(!!!) dwóch szkół potrafiła się zorganizować, aby wysłać 4.600zł, to jaki potencjał tkwi w nas Polakach! Jeżeli do tej pory „tylko” 142 osób potrafiło przysłać 47 tys. zł na nowy dom dziecka, to jaki niewykorzystany potencjał tkwi w nas Polakach! Myślimy o sobie, że jesteśmy „biednym” narodem, ale okazuje się, że potrafimy się zjednoczyć, pomagając biednym i sierotom w Afryce. To świadczy o naszej wrażliwości i ukrytych możliwościach. Chwała Panu, że zostały one na te Święta uwolnione! Jestem taka podekscytowana, że ja mogę w tym uczestniczyć. Wy wysyłacie swe pieniądze, ale ja oglądam radość tych ludzi! Ale Wy też to zobaczycie, gdyż rejestruję wszystko aparatem i filmuję, niestety też aparatem, więc jakość obrazu nie jest najlepsza, ale wystarczająca, abyście i Wy mogli zobaczyć, jak Wasze pieniądze przyczyniły się do poprawienia jakości życia dzieci, a także do ich ogromnej radości otrzymania nieoczekiwanych prezentów świątecznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogłabym oglądać godzinami dwuletniego Wiktora ganiającego za balonem w święta, podskakującego i śmiejącego się wniebogłosy. A tylko parę dni wcześniej widziałam go smutnego, siedzącego na progu budynku domu dziecka w podartym ubraniu. Żałowałam, że nie miałam wtedy aparatu, bo był to widok łamiący serce. Wasze „parę złotych” zmienia oblicze „tego świata”. Nie zapomnijcie nigdy o tym, że uczyniliście coś wyjątkowego dla afrykańskich dzieci w te Święta i wierzę, że Wasza ofiarność nie skończy się na tych projektach. Wracam do Polski w styczniu, po zakończeniu projektu nowego domu dziecka i mam zamiar zająć się pełnoetatową pracą zbierania funduszy dla afrykańskich dzieci. Mam mnóstwo pomysłów, jak to zrobić oraz kilka projektów w przygotowaniu (będę o nich jeszcze pisać). Nie mam tylko źródła dochodu, ale mam Boga, który wierzę, że zapewni mi źródło dochodu. Wiem jedno, każde pieniądze, które zgromadzę na potrzeby afrykańskich dzieci, pójdą na ten cel bez potrącania na cele administracyjne. Jestem przekonana w duchu, że mój Bóg, który inspiruje mnie do tego dzieła (jest to przemodlone), zapewni mi utrzymanie. Jak? Nie wiem. Wiem jedno: „God’s will, God’s bill” („Boża wola – Boży rachunek”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jednak do tematu dania dzieciom Biblii. Wielokrotnie słyszałam ich prośby: „ciociu Akiki, proszę, ja nie mam Biblii, a tak bardzo chciałbym ją mieć”. Kiedy słyszysz kogoś proszącego Cię o chleb, nie masz serca od mówić, a jeśli Cię ktoś prosi o chleb Boży? Jezus powiedział: „nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4, 4). Bóg użył mnie także, aby w międzyczasie podarować ludziom kilka Biblii, a ich radość była nie do opisania. To jest radość wygrania na loterii! Biblia kosztuje tu „tylko” 12.000 szylingów (ze skórzaną okładką) i 10.000 szylingów (bez okładki), czyli 24zł lub 16zł. Jest to Biblia w ich języku Rutooro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mając więc pieniądze na prezenty świąteczne, zdecydowałam część z nich przeznaczyć na zakup Biblii. To było w Wigilię po południ, jak wróciliśmy z zakupów, kiedy Andrew (16-letni chłopak z domu dziecka, HIV+) powiedział do mnie: „ciociu Akiki, mam problem – nie mam Biblii”. Słyszeliście kiedykolwiek w życiu, aby ktokolwiek powiedział: „mam problem, bo nie mam Biblii”? Znam tego chłopaka od pół roku i życzę sobie, żeby każdy polski nastolatek był tak dobrym dzieckiem, jak Andrew, a on mówi: „mam problem, bo nie mam Biblii”! „Problem wzrostu duchowego, problem poznania Boga, problem głodu duchowego”. Jego prośba właściwie wyglądała tak: „ciociu Akiki, jestem głodny Słowa Bożego, daj mi jeść”. Klucha stanęła mi w gardle, kiedy go usłyszałam. Po chwili powiedziałam do niego, starając się ukryć wzruszenie: „Andrew, módl się i wierz, że Bóg ma dla Ciebie Biblię”. A on odszedł radosny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maja ekscytacja była ogromna, gdyż Andrew nie wiedział, że Biblia dla niego jest już w moim domu i że on jutro ją dostanie. On odszedł zachęcony w oczekiwaniu na Boga, który ma moc zaspokoić jego głód duchowy. Alleluja! Pomyślałam: „mój Boże, to jest zupełnie tak, jak my prosimy Boga o różne rzeczy. My ich jeszcze fizycznie nie widzimy, jeszcze ich nie ma, ale Bóg w niebie ma już dla nas odpowiedź na naszą prośbę”. Jeśli ja byłam taka szczęśliwa wiedząc, że Biblia dla Andrew jest już w moim domu i tylko trzeba mu jednego dnia, aby ją otrzymać, to jak szczęśliwy musi być Bóg, kiedy My Go prosimy o coś i On ma dla nas to, o co Go prosimy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiemy z Księgi Daniela 10 rozdział, Boża odpowiedź na nasza modlitwę przychodzi natychmiast, tylko jest diabeł, który ją zatrzymuje. Musimy zdawać sobie sprawę z sytuacji walki duchowej w naszym życiu i zmienić sposób naszych modlitw. Najpierw zastanówmy się czy to, o co prosimy Boga, jest Jego wolą. Jeśli nie jesteśmy tego pewni, zobaczmy, co Biblia mówi na ten temat. Wydawać się może, że na pewne tematy Biblia nic nie mówi, ale ja czytam Biblię od 14 lat i wiem, że Biblia mówi na temat wszystkiego i na temat każdej jednej sprawy naszego życia. Jeśli więc przekonujesz się, że wolą Bożą jest to, o co chcesz prosić, stań do modlitwy prośby, a potem tylko z wiarą oczekuj przyjścia Bożej odpowiedzi. Zobacz Boga ekscytującego się możliwością zaspokojenia Twej potrzeby oraz fakt, że Jego odpowiedź została natychmiast do Ciebie wysłana. Dlaczego więc nadal jej nie ma w Twoim życiu? Bo jest „książę królestwa Persów” (Dn 10, 13), diabeł, który walczy przeciw nam i robi wszystko, abyśmy nie doświadczyli, że nasze modlitwy są wysłuchane, aby wskutek długiego oczekiwania, zostało zasiane w sercach ziarno niewiary i zniechęcenia, a także abyśmy się nie cieszyli z Bożego błogosławieństwa, które nam się należy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś może powiedzieć: „ale ja latami czekam na wysłuchanie przez Boga mojej prośby i nadal nic się nie zmienia”. Sprawdź, jakimi nabojami strzelasz do diabła, jakiej broni duchowej używasz, aby go pokonać i odebrać mu Twoje dziedzictwo? Może przez te wszystkie lata używasz „ślepaków”? A może trzeba Ci zmienić broń duchową? Może przez te lata walczysz kijem, bo nawet nie wiesz o istnieniu modlitwy „pistoletu automatycznego”? Mogłabym wiele pisać na temat modlitwy walki duchowej i broni walki duchowej. Wiem, że wielu z Was jest bardzo zainteresowanych tym tematem. Możecie znaleźć książki na ten temat. W każdym razie ja będę chciała wydać książkę z moich zapisków na blogu, z której cały dochód będzie zasilać projekt finansowania edukacji afrykańskich dzieci. Umieszczę w tej książce jeden dodatkowy rozdział na temat moich doświadczeń walki duchowej i rodzajów „broni duchowej” – to czego się sama praktycznie nauczyłam podczas mojego pobytu w Ugandzie. Fakt mojego pragnienia wydania takiej książki ma tylko jeden cel – znalezienia drogi dla pozyskania finansów dla Afryki i nie jest metodą zaspokojenia mojej próżności! Już teraz wiem, że wielu z Was będzie zainteresowanych jej zakupem, gdyż macie w sercu wspomaganie sierot w Afryce, a poza tym pisaliście mi, że jesteście zainspirowani tym, co piszę na blogu. Chwała więc Jezusowi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jednak do tematu Świąt, chciałabym dodać ostatnią rzecz. Wczoraj jak dyskutowałyśmy z Faith sprawę prezentów świątecznych i rozmawiałyśmy na temat budowy nowego domu dla sąsiadów – z tych pieniędzy, które zostały przysłane na prezenty świąteczne, gdyż te ośmioro dzieci z tego domu dostało symboliczne prezenty, a pozostała kwota 400.000 szylingów (około 650zł) zostanie przeznaczona na budowę ich nowego domu. Nawiasem mówiąc przydałoby się jeszcze około 600zł na zakup łóżek i koców dla nich. To byłoby coś wielkiego dla nich, gdyż oni śpią na matach na klepisku, przykrywając się szmatami. Rozmawiając na ten temat, Faith powiedziała mi ze łzami w oczach: „wiesz Honia, ja kocham Boga, ale ja Go przede wszystkim lubię! Czy wiesz, że od siedmiu lat nosiłam w sercu pragnienie zbudowania im domu? W końcu Bóg przez twoich przyjaciół odpowiedział na pragnienie mego serca, aby dać tym biednym ludziom nowy dom”. I Faith opowiedziała mi historię tej rodziny. Powiedziała mi, że mieszkała tam jeszcze jedna stara kobieta, która była siostrą tej, która mieszka obecnie w tym domu. Tamta kobieta była czarownicą i jeden z tych małych chłopców został przez nią poświęcony diabłu. Faith powiedziała: „i najbardziej mnie boli, że ta kobieta umarła potępiona, bo nie przyjęła Ewangelii, ale wiesz Honia, ten dom, który im zbudujemy, przyprowadzi tę rodzinę do Jezusa. Jako chrześcijanie robimy dla nich to, czego się nie spodziewali, czego nie oczekiwali, a ich odpowiedzią będzie otwarcie serc dla Jezusa. Kupimy im też Biblię”. Czyż może być coś piękniejszą nagrodą dla tych wierzących, co dają swe pieniądze na takie cele niż to, że te pieniądze nie tylko sprawią różnicę w jakości czyjegoś życia, ale przede wszystkim staną się bazą dla głoszenia Ewangelii w sposób praktyczny i przyprowadzą daną osobę do Jezusa? A chłopiec, który został poświęcony diabłu zostanie poświęcony Jezusowi! Alleluja!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jeszcze jedna rzecz, o której nie napisałam, a mianowicie dzień Bożego Narodzenia w kościele. Po pierwsze kościół był udekorowany… papierem toaletowym!!! Byłam zażenowana, jak to zobaczyłam, ale potem uświadomiłam sobie, że papier toaletowy jest dla nich znakiem luksusu. Zrobili, co mogli i co dla nich było niejako wyrazem wdzięczności Bogu, że mają tak dobre święta w tym roku, iż mają nawet papier toaletowy (bo był on przyniesiony przez dzieci z domu dziecka). Po drugie był w kościele czas na świadectwa świąteczne i 70% świadectw dotyczyło tego, jak bardzo są wdzięczni Bogu za swoich nowych przyjaciół z Polski, którzy przyczynili się do ich wspaniałych Świąt w tym roku. Poza tym były też świadectwa dzieci, jak bardzo się cieszą z otrzymania Biblii, o które miesiącami się modlili i że Bóg poprzez ludzi odpowiedział na pragnienia ich serc. To mnie wzruszyło najbardziej, aż się popłakałam w kościele. Chwała Ci Jezu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończąc moje świąteczne refleksje, chcę tylko jeszcze Wam powiedzieć, że mieliśmy świąteczny obiad przy nowym budynku domu dziecka. Miałam cudowne święta wśród dzieci z domu dziecka. Kupiliśmy im piłkę do siatkówki i piłkę do piłki nożnej oraz dużo balonów i słodyczy. Mieliśmy wszyscy razem wspaniałe święta, choć nie jeszcze w nowym domu, ale te dzieci wiedziały, że nie otrzymują „tylko” pomocy z Zachodu, ale są przez Was w praktyczny sposób kochane!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie… Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość” (1 Koryntian 13). &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-5841373179950741048?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/5841373179950741048/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=5841373179950741048' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5841373179950741048'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5841373179950741048'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/12/wita-w-ugandzie-duchowe-pociski-i-rado.html' title='Moje Święta w Ugandzie i radość wielu'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R3OVhdFM7aI/AAAAAAAAAFk/GbqBvcYbp_0/s72-c/balonowa+radosc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-6132552917363164350</id><published>2007-12-24T18:19:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:39.430+01:00</updated><title type='text'>Świątecznie...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R3z8TtFM7cI/AAAAAAAAAF0/l0S9_WCo9x8/s1600-h/uganda+december5+009-1+(Small).jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5151269489254133186" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R3z8TtFM7cI/AAAAAAAAAF0/l0S9_WCo9x8/s200/uganda+december5+009-1+(Small).jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś jest Wigilia Bożego Narodzenia i chcę napisać choć parę słów. Mój kolejny post miał być o kobietach, ale w związku ze specjalną dzisiejszą okazją będzie o czymś innym. Piszę tego posta w samochodzie. Jesteśmy w drodze do Fort Portal, aby zrobić końcowe świąteczne zakupy. W wioskach, które mijamy jest mnóstwo ludzi, którzy kupują mięso. Pisałam kiedyś, że w związku z ogromną biedą tych ludzi, mięso je się rzadko, zwłaszcza w licznych rodzinach i dlatego Święta znaczą dla nich mięso na obiad. Dzieci w domu dziecka jedzą mięso parę razy w roku. Mój kolejny projekt będzie dotyczył właśnie wzbogacenia jedzenia dla dzieci z domu dziecka oraz dla dzieci HIV+, o które organizacja się troszczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym czasie wigilijnym cieszę się, że te dzieci będą mogły otrzymać prezenty, które zostały zasponsorowane przez dzieci z dwóch poznańskich szkół. Będzie to pierwszy raz w ich życiu, a niektórzy z nich są już nastolatkami. Wśród nich jest osiemnastoletnia dziewczyna półsierota Evalyn, której matka się nią zbytnio nie interesuje. Bardzo zdolna dziewczyna, bardzo bystra, niestety wskutek braku finansów uczy się krawiectwa, choć mogłaby skończyć studia z wyróżnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poniżej zamieszczam treść mego świątecznego maila, bo nie wiem, czy do wszystkich dotarł, gdyż Internet jest tu niepewny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przychodzi mi spędzić Święta Bożego Narodzenia w zupełnie odmiennych warunkach, niż dotychczas i zupełnie innym nastroju świątecznym, a właściwie jego braku. Wobec wszechogarniającej biedy i braku elektryczności, nie ma tu w ogóle nastroju świątecznego, jak w krajach "Muzungu" (białych ludzi). Ale czy o nastrój w świętach chodzi? My mawiamy, ze święta Bożego Narodzenia są świętami rodzinnymi i nikt w tym czasie nie powinien być sam. Dla Ugandyjczyków życie rodzinne jest "chlebem powszednim", gdyż oni mają czas i siebie nawzajem oraz liczne rodziny. Często przez pół roku zbierają pieniądze na jedzenie świąteczne, czyli głównie na mięso i nowe ubrania. Jest to bardzo smutne, że żyją w tak poniżających warunkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś byłam w drugim domu dziecka wręczyć prezenty świąteczne, które zostały zasponsorowane przez dzieci z dwóch poznańskich szkół. Nie wiem jak wyrazić radość tych Ugandyjskich sierot, gdyż one nigdy w życiu nie dostały prezentów świątecznych. To bardzo smutne. Mam video z wręczania prezentów, więc jak wrócę do Polski wielu z Was będzie miało okazję zobaczyć jak to wyglądało. Kochani sponsorzy prezentów świątecznych - przyczyniliście się do niewypowiedzianej radości tych dzieci. W ich imieniu serdecznie Wam dziękuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim sponsorom nowego domu dziecka za przyłączenie się do projektu. Niestety dzieci nie wprowadzą się na święta do nowego domu z powodu opóźnień w pracy wykonawców :( Np. przez kilka dni nie mogliśmy dostać cementu, który się po prostu "skończył". Malarz miał problemy rodzinne i nie mógł przyjść do pracy, więc nawalił z terminem zakończenia prac malarskich. Stolarz w Fort Portal się spóźnił, bo były kilkudniowe przerwy w dostawie prądu. Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić przez jakie stresujące i frustrujące sytuacje musiałam przejść tu na miejscu, próbując mimo wszystko doprowadzić sprawę do końca. W końcu się popłakałam ze złości i bezsilności. I powiedziałam sobie: "Honorata, głową muru nie przebijesz".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To było okropne doświadczenie uświadomienia sobie, że moje marzenie nie zrealizuje się w pełni, dając nowy dom tym dzieciom na święta. Nie jestem w stanie określić terminu ich wprowadzenia się. Wydaje się, że tak niewiele zostało do zrobienia, ale nikt nie potrafi określić terminów w Afryce. Jak mówi powiedzenie: "my mamy zegarki, a Afrykańczycy mają czas..." Uspokoiłam się już i nie rozpaczam, ale staram się zrobić wszystko, by te dzieci mimo wszystko i tak miały niezapomniane święta, a takie będą z powodu ich wyjątkowych prezentów świątecznych, które w takiej formie otrzymają pierwszy raz w życiu!!! oraz dużo lepszego jedzenia, gdyż i na ich świąteczne jedzenie zostały przysłane pieniądze. Dziękujemy za to!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończąc ten list, życzę Wam w imieniu swoim i dzieci, a także Faith dyrektorki organizacji "Bringing Hope To The Family" wyjątkowych świąt Bożego Narodzenia. Pamiętajcie o nas przy wigilijnym stole!Pamiętajcie także, że w Afryce 30% populacji dzieci to sieroty. A 35% spośród nich jest zarażone wirusem HIV. Nie zapomnijcie, że 20% dzieci w Afryce umiera na choroby uleczalne w krajach "Zachodu". Co pół minuty jedno afrykańskie dziecko umiera na malarię &lt;a href="http://www.dyp2006.org/ww/pl/pub/dev_youth_prize/info/guidelines.htm"&gt;http://www.dyp2006.org/ww/pl/pub/dev_youth_prize/info/guidelines.htm&lt;/a&gt; A co minutę w Afryce umiera kobieta w ciąży &lt;a href="http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34183,3336089.html"&gt;http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34183,3336089.html&lt;/a&gt; Nie mówiąc już o przemocy wobec dzieci oraz tzw. "dzieciach-żołnierzach" głównie w Sudanie i na północy Ugandy. Statystyki te można wydłużać w nieskończoność...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie, kiedy radujemy się życiem i pamiątką narodzenia się Jezusa Chrystusa 2000 lat temu i patrzymy na te kartki świąteczne z małym dzieciątkiem w żłobie, nie zapomnijmy, że 40% Afrykańczyków żyje w warunkach stajni na co dzień, a co najmniej 20% Afrykańczyków jest bez dachu nad głową.Nie chce tak przygnębiająco kończyć mego maila, ale podejrzewam, że wielu z nas żyje w błogiej nieświadomości, koncentrując się wokół własnego talerza wigilijnego. Niech dzieci z Afryki zasiądą w tym roku z Wami przy stole. Nie dopuście, abyście w jakikolwiek sposób nie wzięli udziału w akcjach charytatywnych w te święta, choćby kupując świeczkę Caritasu. Zróbcie też coś dla tych biednych, których znacie po imieniu...Świątecznie i pogodnie mimo wszystko Was pozdrawiam. Bieda w świecie może obezwładnić i zniechęcić do robienia czegokolwiek, dlatego zróbmy, co w naszej mocy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wesołych Świąt kochani!!!&lt;br /&gt;P.S. Na zdjęciu Faith i Victor (najmłodszy w domu dziecka).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-6132552917363164350?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/6132552917363164350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=6132552917363164350' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/6132552917363164350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/6132552917363164350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/12/dzi-jest-wigilia-boego-narodzenia-i-chc.html' title='Świątecznie...'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R3z8TtFM7cI/AAAAAAAAAF0/l0S9_WCo9x8/s72-c/uganda+december5+009-1+(Small).jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-5160554424518740002</id><published>2007-12-18T19:47:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:39.638+01:00</updated><title type='text'>"Wtedy twe światło zabłyśnie jak zorza..."</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R2gaP9FM7RI/AAAAAAAAAEc/-4mStZTjvgg/s1600-h/DSC_0984+(Small).jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5145391435667533074" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R2gaP9FM7RI/AAAAAAAAAEc/-4mStZTjvgg/s200/DSC_0984+(Small).jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Znów wypada mi zacząć ten post od stwierdzenia, że choć mam wiele do napisania to nie mam czasu na pisanie :( Jestem totalnie zajęta moim projektem, bo co drugi dzień muszę jeździć do sąsiednich miast (co mi zajmuje zwykle kilka godzin), aby sprawdzić stolarza, krawcowe (zasłony), a i w biurze muszę dopilnować spraw finansowych i administracyjnych. Chodzę też na budowę sprawdzać murarzy. To musi być łaska Boża, że potrafię ogarnąć te wszystkie rzeczy, bo jest niewyobrażalnie dużo spraw do załatwienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłym tygodniu wróciłam z Kampali, gdzie dzięki Bożej pomocy zrobiłam zakupy dla wyposażenia domu dziecka. Kosztowało mnie to ogromnie dużo wysiłku i niedospania. Poza tym Kampala nie jest bezpiecznym miastem do noszenia gotówki ze sobą, ale Bóg mnie ochronił przed każdym niebezpieczeństwem. Targowałam się bardzo o wszystko, starając się zaoszczędzić, ile tylko było można na wszystkim. Ministerstwo Zdrowia ostrzegało przed wirusem Ebola, który obecnie zbiera żniwo w Ugandzie, a którego zarażenie się w 90% kończy się śmiercią. Mówiono: „unikać miejsc publicznych”. Jednakże w kilkumilionowym mieście nie da się stronić od tłumów. Nawet wieczorem, kiedy próbowaliśmy się dostać do busu, tyle osób czekało, że trzeba było się strasznie pchać i w tym całym zamieszaniu rozdarłam moje ulubione jeansy, ale dostałam się do środka! W każdym razie Bóg uchronił mnie przed zarażeniem się czymkolwiek :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tygodnia jestem w wiosce z powrotem. Obecnie koncentruję się na nadzorowaniu prac związanych z wykończeniem tynkowania wewnątrz domu dziecka. Jutro malarz przychodzi malować, a w poniedziałek przywozimy meble. Wobec czego w poniedziałek wieczór – Wigilię Bożego Narodzenia, dzieci powinny się wprowadzić, o ile nikt nie nawali, co niestety jest możliwe. Mam tu informację dla wszystkich sponsorów: nie będziemy robić oficjalnego otwarcia domu dziecka w święta, ale po świętach. Dzięki Bogu wiele osób odpowiedziało na mój apel i częściowo już przyszły pieniądze na budowę kuchni, toalet, pryszniców i na częściowe tynkowanie zewnętrzne. Czekamy na pobudzenie przez Pana więcej osób, które chciałyby wesprzeć ten projekt. Z wprowadzeniem się dzieci do nowego domu dokładnie w wigilię nasuwa mi się jedno skojarzenie – narodzenie Jezusa w stajence, bo nie było dla Niego miejsca nigdzie indziej. Przez wiele lat te dzieci żyły niejako w stajni, widzieliście przecież zdjęcia! Natomiast to Boże Narodzenie jest dla nich przełomowe pod względem zmiany warunków. W czasie świąt często słyszy się życzenia: „niech dzieciątko Jezus zamieszka w twym sercu”. W Biblii czytamy: „Niech Jezus przez wiarę zamieszka w waszych sercach”. Jezus przez wiarę mieszka w naszych sercach. Jezus dzięki wierze tych dzieci, które z wielkim zaangażowaniem modliły się, wzbudził sponsorów dla wykończenia ich nowego domu. I już za parę dni będą widzieć to, co proklamowały z wiarą w modlitwie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te święta będą absolutnie wyjątkowe i inne, niż każde jedne w ich życiu. Także dlatego, że Pan pobudził dzieci i młodzież z dwóch szkół poznańskich o zebranie pieniędzy na prezenty świąteczne dla tych dzieci, a także dla innych dzieci z wioski. Widzieliście zdjęcie domu naszych sąsiadów, domu pokrytego trawą, który ma jeden pokój i wymiary 3m na 2m. W tym domu mieszka 10 osób! Dwoje dorosłych i ośmioro dzieci! Wśród dzieci, które są na liście prezentów świątecznych, umieściłam również dzieci z tego domu. Kiedy z Faith rozmawiałam o zakupie prezentów dla nich, ona powiedziała: „lepiej zbudujmy dla nich nowy dom”. Ten pomysł wydał mi się rewelacyjny. Nowy dom na święta! Pieniądze, które miałyby być przeznaczone na prezenty, zostaną przeznaczone na zakup blachy na dach i innych materiałów. Będzie to dom gliniany, ale znacznie lepszej jakości. Dom zostanie zbudowany przez osoby z naszego kościoła, aby Jezus nie mieszkał w stajni (ich dom tak wygląda, a nawet nasze polskie stajnie wyglądają lepiej). Jezus powiedział, że wszystko, co uczyniliśmy jednemu z tych małych, Jemu uczyniliśmy (Mt 25, 40). Dając nowy dom tym dzieciom oraz ich mamie i babci, wierzymy, że dajemy Go Jezusowi. Jezus powiedział: „Kto poda kubek wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody” (Mt 10, 42). Nie tylko podamy im kubek wody, ale damy nowy dom. Czyż to niesamowite? Chwała Bogu za to!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wciąż jednak proszę o wsparcie zakończenia projektu domu dziecka, gdyż jak wiecie „w miarę jedzenia apetyt rośnie”, wobec tego i ja chciałabym widzieć ten dom całkowicie wykończony, razem z zewnętrznym tynkowaniem. Potrzebujemy jeszcze około 5.000zł. Przyszły już też pieniądze na baterię słoneczną. Chwała Panu! Dziś już ją zamówiłam i jutro przychodzą ją montować ku wielkiej radości nas wszystkich. Tak bardzo jestem Wam wszystkim wdzięczna: razem dokonaliśmy czegoś wielkiego! Zobaczycie to wszystko na zdjęciach oraz video, które również planuję zmontować i dać wszystkim sponsorom razem ze specjalnie przygotowanymi kartkami z podziękowaniem od dzieci. Każdy sponsor domu dziecka otrzyma kartkę noworoczną od dzieci z domu dziecka, ich świąteczne zdjęcie oraz płytę z przygotowanym specjalnie przeze mnie video. Na zawsze będziecie pamiętać, że w roku 2007 na święta Bożego Narodzenia przyczyniliście się do przyniesienia radości i nadziei sierotom z ugandyjskiego domu dziecka. Moja mama wysłała mi opłatki, chciałabym więc, abyśmy się nimi dzielili na święta w domu dziecka. Na ścianach domu dziecka będą wisieć zdjęcia sponsorów tak, jak planowałam. Ramki już zamówiłam u stolarza dzisiaj. Powieszę je jednak, jak całkowicie zakończę projekt, kiedy przyporządkuję każdemu sponsorowi daną rzecz. Jeżeli przyjdzie więcej pieniędzy, niż potrzeba na wykończenie domu dziecka, to zostaną one przeznaczone na dwa projekty zapewnienia stałego dochodu dla domu dziecka: na kurnik oraz na zakup ziemi pod uprawę warzyw. To jest ogromnie ważne, gdyż w chwili obecnej te dzieci prawie przez cały czas jedzą to samo: fasolę, kapustę i posho. Czasem ziemniaki z małego ogrodu, który uprawiają oraz matoke, bo mają parę drzew bananowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postąpiliśmy zgodnie ze Słowem Bożym troszcząc się o te sieroty, bo jak pisze św. Jakub 1, 27: „prawdziwa pobożność wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata”, wierząc że Jezus będzie pamiętał to, co z miłości uczyniliśmy „tym małym” (Mt 25, 40). Przyczyniliście się do wielkiej mojej radości, bo ja widzę tę różnicę, jaką przez swe datki czynicie w życiu tych dzieci. Za parę tygodni jednak zobaczycie to na video, które przygotuję :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak ostatnio dziękowałam jednemu ze sponsorów domu dziecka, on mi powiedział: „Honorata, to ja tobie dziękuję, że dałaś nam możliwość bycia pobłogosławionymi przez pomoc biednym”. Co jest zresztą zgodne z Biblią: „Szczęśliwy ten, kto myśli o biednym i o nędzarzu, w dniu nieszczęścia Pan go ocali (Ps 41, 2). „Błogosławiony, czyj wzrok miłosierny, bo chlebem dzieli się z biednym” (Prz 22, 9). „Kto daje ubogim - nie zazna biedy; kto na nich zamyka oczy, zbierze wiele przekleństw” (Prz 28, 27). I moja najcudowniejsza Boża obietnica, którą wyznaję codziennie nad swoim życiem i do tego samego Was zachęcam z Iz 58, 6-12: „Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: Oto jestem! Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, &lt;span style="color:#990000;"&gt;&lt;strong&gt;wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości, tak że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;”. Wszyscy, którzy wspieracie „moje” sieroty oraz biednych możecie oczekiwać spełnienia się tej Bożej obietnicy w Waszym życiu. Jest tam niemal wszystko, czego nam potrzeba: zdrowie, Boże odpowiedzi na modlitwy, prawość, Boże prowadzenie, nasycenie w sytuacjach pustyni duchowej, odświeżenie duchowe i chwała Boża. Co oznacza wypełnienie naszego życia chwałą Bożą? Oznacza wiele, ale m.in. oznacza wypełnienie naszego życia Bożą obecnością. Ps 31, 21 mówi: „Ukrywasz ich pod osłoną Twojej obecności od spisku mężów, w swoim namiocie ich kryjesz przed sporem języków”. Jest to fragment dotyczący modlitwy walki duchowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio rozmawiałam z koleżanką na temat mocy modlitwy uwielbienia, w której przychodzi Boża obecność, która niejako chroni nas „od spisku diabła na nasze życie”. Sama doświadczyłam tego wielokrotnie. Przypomina mi się jedno takie doświadczenie jak byłam w Australii. Byłam zmęczona, przytłoczona wieloma problemami, a wróciwszy z pracy wieczorem nie miałam siły na modlitwę, ani nawet czytanie Biblii. Chciałam jednak mieć relację z Jezusem. Usiadłam więc na dywanie w swoim pokoju i włączyłam muzykę chrześcijańską. Po chwili zaczęłam śpiewać razem z wykonawcami. Po około 45 minutach takiego śpiewania moje serce zaczęło się otwierać na Boga i Jego działanie we mnie. Zaczęłam się modlić z wielką pasją, po czym modlitwa przerodziła się w modlitwę walki duchowej. Po około 1,5h od momentu zaczęcia modlitwy byłam odświeżona nie tylko wewnętrznie, ale i fizycznie, jak po udanych wakacjach. To jest tylko jedno z wielu moich świadectw mocy modlitwy uwielbienia w moim życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spełnienie się każdej Bożej obietnicy w naszym życiu zależy od naszej wiary. Wiara nie jest uczuciem, ani wysiłkiem intelektualnym, lecz spojrzeniem na rzeczywistość duchową tak, jak patrzymy na rzeczywistość materialną i przyjęciem, że jest tak jak wyznajemy. Faith czasem mawia: „co wyznajesz, to dostajesz”. „Wyznajesz nad swoim życiem porażkę, kiedy narzekasz i poddajesz się zwątpieniu, zamiast ufać Bogu”. W naszych słowach jest moc. Słowa Boże tworzą rzeczywistość. Kiedy Bóg powołuje coś do istnienia, wypowiada słowo i to staje się natychmiast. Kiedy stajemy w autorytecie Jezusa i wyznajemy Boże obietnice nad naszym życiem, one się wypełniają w naszym życiu. Jednakże w obliczu walki duchowej potrzebny jest często czas. Wiara w proklamowaniu Bożych obietnic nad naszym życiem jest pomostem czasu dla nas. Wiara jest oczekiwaniem na zaistnienie rzeczy, które wyznajemy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Imieniu Jezusa Chrystusa ogłaszam z wiarą napełnienie życia każdej jednej osoby, która czyta tego bloga, a która troszczy się o biednych, Bożym światłem i zdrowiem. Ogłaszam, że ich sprawiedliwość poprzedzać ich będzie, a chwała Pańska będzie iść za nimi. Ich światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie ich zdrowie. Oni zawołają, a Pan odpowie, wezwą pomocy, a On rzeknie: Oto jestem! Ogłaszam, że ich światło zabłyśnie w ciemnościach, a ich ciemność stanie się południem. Pan zawsze ich prowadzić będzie i nasyci ich dusze na pustkowiach. Odmłodzi ich kości, tak że będą jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie. W Imieniu Jezusa się modlę, amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów pisałam o zupełnie czymś innym, niż zamierzałam. Wierzę jednak, że i tak będziecie zachęceni… Na zdjęciu dzieci z domu dziecka - dla Was specjalnie - dziekujęmy, że wnieśliście światło nadziei w ich życie!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-5160554424518740002?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/5160554424518740002/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=5160554424518740002' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5160554424518740002'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5160554424518740002'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/12/wtedy-twe-wiato-zabysnie-jak-zorza.html' title='&quot;Wtedy twe światło zabłyśnie jak zorza...&quot;'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R2gaP9FM7RI/AAAAAAAAAEc/-4mStZTjvgg/s72-c/DSC_0984+(Small).jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-7992118826976531625</id><published>2007-12-03T06:51:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:39.825+01:00</updated><title type='text'>Bateria słoneczna i strategie</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R1OZx4ZFhCI/AAAAAAAAADQ/beXsfEKrHFw/s1600-R/CIMG0756+(Small).JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5139620681990112290" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R1OZx4ZFhCI/AAAAAAAAADQ/Gb9RywJF5Sc/s200/CIMG0756+(Small).JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Poprzez wiele obowiązków dnia codziennego nie mam czasu pisać postów tak często, jak poprzednio. Miniony tydzień był chyba moim najbardziej intensywnym czasem w Ugandzie. Kończył się rok szkolny więc miałam do przygotowania i sprawdzenia testy dla młodzieży ze szkoły zawodowej. Faith (dyrektorka organizacji) jest od 4 tygodni w USA. Pojechała tam na zaproszenie Global Support Mission &lt;a href="http://www.globalsupportmission.com/"&gt;www.globalsupportmission.com&lt;/a&gt; oraz Embrace Uganda &lt;a href="http://www.embraceuganda.com/"&gt;www.embraceuganda.com&lt;/a&gt; szukać finansów na budowę szpitala, którego wizję nosi w sercu. Tak więc mam bardzo dużo pracy w biurze, gdyż jak sama Faith powiada: „Honia, jesteś dla mnie błogosławieństwem, bo gdyby cię nie było z nami, nie mogłabym jechać do USA, a tak jestem spokojna, że świetnie dopilnujesz każdej sprawy i poprowadzisz biuro”. To bardzo miłe otrzymać taką opinię z ust tak niezwykłej osoby jak Faith, ale jednocześnie jest niemałym wyzwaniem, bo pracy jest ogrom. Dzięki Bogu nieźle sobie radzę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście również wiele czasu pochłania mi projekt „Nowy Dom Dziecka – Nowa Nadzieja”. Meble już zostały przeze mnie zamówione za 4000$! W środę jadę do Kampali na tydzień zrobić zakupy za kolejne $3000 na inne potrzebne sprzęty i rzeczy dla nowego domu dziecka. Jak im ostatnio powiedziałam, ile wydam dla nich w Kampali, to tak te dzieci zaczęły się cieszyć i piszczeć, że już sam ten widok wynagrodził mi wszelkie trudy. Taka jestem szczęśliwa, że moja rodzina i przyjaciele oraz osoby, których wcześniej nie znałam, a które przesłały swój dar serca na mój projekt, odpowiedzieli na mój apel o sfinansowanie wykończenia nowego domu dziecka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moim kolejnym marzeniem jest umieszczenie baterii słonecznej w domu dziecka. Kosztować to będzie około 15 tys. zł. Jak się okazuje, nie mamy też pieniędzy na budowę toalet, pryszniców i kuchni, na co potrzebujemy około 6 tys. zł. Wobec tego każde kolejne przesłane pieniądze chcę przeznaczyć na ten cel. Kochani nie wyobrażacie sobie jak jest przykre życie bez elektryczności. My, ludzie „Zachodu”, mamy przywileje, których nie doceniamy, ale uznajemy je za coś normalnego. I jak wyłączą prąd na godzinę to panikujemy. Tutaj ludzie muszą sobie radzić bez światła. Dla mnie jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy w Ugandzie do przywyknięcia. Piszę tego posta w niedzielę wcześnie rano (bo od 5 zwykle już nie śpię – koguty albo szczury mnie budzą), siedząc przy świeczce – i to wcale nie jest nastrojowe! Tak więc kochani – dziękuję każdej i każdemu z Was za przysłane datków na mój projekt. Pan dokonał cudu! W ciągu zaledwie miesiąca napłynęło prawie 25 tys. zł! Tylko Bóg mógł to sprawić! Każdego dnia modlę się za każdego ofiarodawcę z osobna, aby w Waszym życiu spełniły się Boże obietnice, które są zawarte w Biblii, a które odnoszą się do tych, co wspomagają biednych i sieroty. Tych z Was, którzy właśnie są na etapie wysyłania swoich pieniędzy informuję, że pragnę te pieniądze przeznaczyć na zakup baterii słonecznej dla domu dziecka. Będzie to czymś absolutnie wyjątkowym dla tych dzieci, gdyż w naszej wiosce nikt nie ma prądu, a na ugandyjskich wioskach prąd jest zaledwie w 10% domostw! Nawet w miastach czasem nie ma prądu po kilka dni! Mając baterię słoneczną te dzieci będą mogły się uczyć wieczorami, a także oglądać telewizję i filmy edukacyjne. Oglądanie telewizji pomoże im w nauce angielskiego, gdyż one oczywiście mówią swoim dialektem, a komunikowanie się w języku angielskim jest absolutnie konieczne do studiowania oraz otrzymania dobrej pracy. Bardzo mi zależy na tych dzieciach, aby każde z nich osiągnęło niezależność finansową w przyszłości, kończąc studia i mając dobre prace. One mają piękne marzenia co do przyszłości. Chcą się uczyć, snują plany o swojej przyszłości. To jest też coś o czym dziś chcę pisać – planowanie i strategie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że jest wielu wierzących, którzy żyją z dnia na dzień bez planów i strategii dla swego życia, tłumacząc to „otwarciem na Boże prowadzenie”. Oczywiście mamy być otwarci na prowadzenie Ducha Świętego, ale kiedy studiujemy Biblię, tak Stary jak i Nowy Testament, widzimy Boga jako stratega i Tego, który ma plany. Planowanie nie musi stać na przeszkodzie bycia otwartym na Boże prowadzenie. Jest mnóstwo biblijnych fragmentów, które o tym mówią. Nie chcę ich tu wymieniać, żeby mi z tego posta nie wyszło nauczanie :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A propos nauczania – dwa tygodnie temu zaproszono mnie do Kenii, abym była jedną z głoszących na pięciodniowej konferencji dla kobiet w grudniu! To jest niesamowity zaszczyt. Nie pojadę jednak, gdyż mogłoby to wpłynąć na zaniedbanie przeze mnie mojego projektu. Muszę tu być i wszystkiego dopilnować. Wierzę, że Pan da mi jeszcze inne możliwości, aby zachęcać kobiety na jakiś konferencjach :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jednak do tematu Bożych strategii. Chcę tu wspomnieć tylko o jednym biblijnym fragmencie, który mnie ostatnio bardzo poruszył z Księgi Wyjścia 13, 17-18. Bóg mówi: „Gdy faraon uwolnił lud, nie wiódł go Bóg drogą prowadzącą do ziemi filistyńskiej, chociaż była najkrótsza. Powiedział bowiem Bóg: Żeby lud na widok czekających go walk nie żałował i nie wrócił do Egiptu. Bóg więc prowadził lud okrężną drogą pustynną ku Morzu Czerwonemu”. Również Jezus miał plan strategiczny: Golgota. Jak również wiele planów operacyjnych: miasta, wioski, domy i miejsca, w których się zatrzymywał. Wszystko, co Jezus robił, było celowe. Nie widzimy ani jednej sytuacji, ani jednego zdania wypowiedzianego przez Jezusa, które nie byłoby celowe – miało przyczynę i skutek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu z nas znacznie odbiega od tego wzorca. Ktoś może powiedzieć: „jak mam planować, jak nawet nie wiem, czy mnie jutro nie zwolnią z pracy”. A nawet jak cię zwolnią, to dla Boga i tak nie ma rzeczy niemożliwej. Nie ma takich drzwi, których On nie mógłby otworzyć i nie ma takiej góry, której w Imię Jezusa nie mógłbyś przesunąć. Wiem, co mówię, gdyż doświadczyłam wielu zwycięstw w modlitwie wytrwałej i konkretnej. Mamy „Ducha mocy” (2 Tm 1, 7) – Ducha, który się nie poddaje. Ducha, który nas zachęca do wytrwałości. Ducha zwycięskiego. Tego samego Ducha, który był w Jezusie. Co może nas zatrzymać i zniechęcić? Św. Paweł w liście do Rzymian 8, 35-37 pisze: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował”. Św. Paweł staje w wierze, nie zważając na przeszkody i to, co mogłoby go zniechęcić lub zatrzymać. A my co robimy, gdy przychodzą trudności? Płaczemy i się zniechęcamy, zamiast stanąć w Duchu zwycięskim i walczyć o ziemię, którą właśnie diabeł nam wykrada. Nie ma w nas wojowników, ale tchórze, a Bóg dał nam „Ducha mocy”, a nie słabości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewiele wiemy na temat walki duchowej. Ja również mało wiem, ale dziękuję Bogu, że przysłał mnie do Ugandy, gdyż w ciągu kilku miesięcy bycia tutaj nauczyłam się i wypraktykowałam więcej na ten temat, niż w ciągu całego mojego życia. Zwykle kiedy rano się modlę, staję w autorytecie, który mam w Jezusie i walczę przeciw „zwierzchnościom i władzom” (Ef 6, 12nn), które miały by mnie zatrzymać w wejście w pełnię, którą Bóg ma dla mojego życia. Jest to modlitwa „agresywna”, gdyż nie chodzi o „brata męża kuzynki”, ale o diabła, mojego nieprzyjaciela, który PLANUJE, jak mi życie utrudnić. On jest strategiem, który zna moje słabe punkty i w nie uderza. Ale ja w modlitwie duchowej się uzbrajam, aby strzały, które on wypuszcza na moje życie, okazały się bezskuteczne. Modlę się też o wyrwanie spod jego dominacji pewnych sfer mojego życia, życia mojej rodziny i przyjaciół, nad którymi wydaje się, że on ma kontrolę. Robię to dokładnie na zasadzie strategii walk Izraela z ludami, jak to czytamy w Starym Testamencie. Te walki są symbolem walki duchowej, gdyż jak mówi św. Paweł, Stary Testament to były tylko „cienie spraw przyszłych” (Kol 2, 17).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłam w ubiegłą sobotę na tej „górze modlitwy za narody”, którą ustanowił na Boże wezwanie pewien wierzący - Paul. Jest to miejsce, gdzie naprawdę można doświadczyć czym jest walka duchowa. Ludzie są tam nauczani i zachęcani do walki duchowej w takim znaczeniu, jakiego dotąd nie znałam. Paul dzielił się wtedy tym, co systematycznie odkrywa w strategiach diabła co do narodów, a co mnie zaskoczyło. Zaznaczam, że te informacje są prawdziwe. Nie napiszę o wszystkim, bo nie ma na to miejsca, ale wspomnę o kilku przykładach, które przytoczono. Muzułmanie w Ugandzie mają strategie, aby Ugandę uczynić krajem muzułmańskim. Po pierwsze porywają, albo „kupują” kobiety, aby rodziły im dzieci, które potem są wychowywane w doktrynie muzułmańskiej. Poza tym przekupują księży katolickich i pastorów protestanckich, którzy pociągają za sobą wiernych. Również Indyjczycy mają swoje strategie. Każdy Indyjczyk o godzinie 15:00 w Ugandzie modli się do swoich bóstw mantrą: „bogowie dajcie nam tę ziemię”. Są także pewne grupy innych narodowości afrykańskich, które gdy pojawiają się na ziemi, którą by chciały posiąść, kreślą na ziemi rytualne znaki, wzywając swoje bóstwa, które miałyby im pomóc w objęciu tej ziemi. Również kręgi masońskie w Ugandzie mają swoje strategie, żeby zmienić konstytucję kraju w taki sposób, aby Uganda stała się krajem otwartym na zgubne wpływy. To jest nam znane, gdyż jak wiemy w Polsce ma to miejsce w rządzie i środkach masowego przekazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przykładów jest wiele. Widzimy tu, że diabeł ma strategie na życie pojedynczych ludzi, społeczeństw i narodów. Wiemy, że on jest tylko kopiarzem Bożego działania. To Bóg ma strategie i plany dla pojedynczych ludzi, społeczeństw i narodów, aby nam „zapewnić przyszłość JAKIEJ OCZEKUJEMY” (Jer 29, 11). Czego oczekujesz? Czego pragniesz? Chcesz zdrowia? Bóg chce tego dla Ciebie! Chcesz dobrych dzieci? I Bóg tego chce! Chcesz w końcu wyjść za mąż lub ożenić się? Bóg również jest tym zainteresowany! Pragniesz dobrej pracy? Czy Bóg tego nie chciałby dla Ciebie? Jakiej przyszłości pragniesz? Bóg ma dla Ciebie dobre rzeczy, ale ktoś (diabeł) stoi na drodze, abyś tego nie otrzymał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkałam się z opinią, że chrześcijanom nie „wypada” się bogacić. Gdzie jest o tym mowa w Biblii? Ja wierzę w Boga Abrahama, który jak wiemy był najbogatszym człowiekiem w owym czasie. Ja wierzę w Boga Izaaka, który miał powodzenie swego ojca. Wierzę w Boga Jakuba, który miał zmysł do interesów i po 14 latach pracy u swego teścia stał się znacznie zamożniejszy, niż on, a przecież był jego sługą. Wierzę, że Bóg jest zainteresowany naszym powodzeniem finansowym i może dać nam pomysły na intratne interesy lub dobrze płatną pracę. Ludzie wpływu w świecie to zwykle ludzie zamożni. Słyszałam niesamowite historie o bogatych chrześcijanach w USA, którzy ustanawiają Boże Królestwo poprzez wpływ pieniądza oraz będąc poddani prowadzeniu Duchowi Świętemu. Oczywiście Jezus przestrzega bogatych, aby pieniądze nie stały się ich „bogiem”. Czy wiecie, że również brak pieniędzy może być naszym „bogiem”? Chodzi więc o właściwą postawę do pieniądza i żeby wystrzegać się chciwości, która jak mówi św. Paweł jest „bałwochwalstwem”. Nie każdy z nas będzie miał szansę być bogatym jak Abraham, ale wiem z Biblii, że Bóg chce, abyśmy mieli wystarczająco pieniędzy na zapewnienie godziwych warunków życia nam samym i swojej rodzinie. Jednakże i na tym polu chrześcijan spotykają porażki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiemy z Biblii, że Bóg oddał ziemię w posiadanie i zarządzanie ludziom. Jednak pierwsi ludzie oddali tę władzę diabłu. W czasie kuszenia Pana Jezusa na pustyni diabeł mówi: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę” (Łk 4, 6). Kiedy mu zostały poddane??? Widzimy na początku stworzenia, że Bóg wszystko poddał człowiekowi. Więc kiedy człowiek utracił tę władzę? Oczywiste jest, że w czasie grzechu. Jezus jednak przyszedł i odzyskał DLA NAS tę władzę. Jezus mówi po zmartwychwstaniu: „dana jest mi wszelka władza, idźcie…” (Mt 28, 18). I w Ew. Marka 16, 15-18 „I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie”. A w Ew. Łukasza 10, 19 Jezus mówi: „Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi”. Widzimy więc, co jest „potęgą” naszego przeciwnika diabła. Jak wiemy z Biblii „węże i skorpiony” są również symbolem wszelkich trudności i przeciwności oraz jak wiemy z Księgi Rodzaju i Księgi Apokalipsy samego diabła - „I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie (Ap 12, 9). Gdzie jest diabeł? Na ziemi! I choć cała ziemia i wszystko należy do Boga, i to On ma ostatnie słowo, to wiemy, że Bóg oddał zarządzanie ziemią człowiekowi. Jednakże pierwsi rodzice „sprzedali nas” i oddali władzę nad ziemią diabłu. Diabeł jest aniołem, wobec czego jest znacznie bardziej potężniejszy od człowieka, dlatego tylko stojąc w autorytecie Imienia Jezus i uzbrojeni w zbroję Bożą (Ef 6, 10-18) jesteśmy w stanie odbierać diabłu tereny naszego życia, na których on trzyma władzę. Czy jeżeli od miesięcy nie możesz znaleźć pracy, to jest to zwykły pech, czy obwiniasz bezrobocie lub cokolwiek innego? A może spójrz na pracę jak na ziemię Twego dziedzictwa, którą diabeł nie chce Ci dać, abyś miał pełnię w życiu. Jeżeli od lat szukasz męża lub żony, to czym to jest? Spójrz na swoje przyszłe małżeństwo jak na ziemię Twego dziedzictwa, którą diabeł trzyma pod kontrolą, bo nie chce, żebyś był szczęśliwy/szczęśliwa w pełni małżeństwa. Jeśli masz problemy w małżeństwie lub z dziećmi, to kogo będziesz obwiniać i czy obwinianie coś zmieni? Stań do walki i odbierz tę ziemię diabłu!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcę Was dziś zachęcić na spojrzenie na sfery Waszego życia,  w których przeżywacie rozczarowanie i porażki jak na ziemię Waszego dziedzictwa, o którą musicie walczyć w modlitwie walki duchowej. Czytamy w Księdze Jozuego oraz innych księgach ST, jak Izraelici podbijali pewne ludy i brali w posiadanie ich ziemie (Kanaan) na podstawie obietnicy danej Abrahamowi. Ziemia Kanaan jest symbolem pełni, którą mamy w Jezusie. Bracia i Siostry – nie wejdziemy w tę pełnię bez walki. Czytajmy Księgę Jozuego pod tym kątem, abyśmy mogli zobaczyć pewne aspekty walki duchowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałam się dziś z Wami podzielić moim doświadczeniem modlitwy strategicznej, modlitwy walki duchowej zatrzymania strategii diabła dla mojego życia. Jesteście moimi braćmi i siostrami w wierze, dlatego piszę to z miłości, modląc się, abyśmy razem stanęli w walce duchowej w autorytecie jaki mamy w Imieniu Jezus i odparli strategie diabła dla narodów, społeczeństw i naszego życia, wchodząc w pełnię tego, co Bóg ma dla nas dobrego w Jezusie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za Wasze wsparcie dla projektu zapewnienia lepszych warunków życia dzieciom z domu dziecka. Na zdjęciu widzicie dzieci z domu dziecka, które Wam machają, trzymając karton, na którym jest napisany fragment z 1 Listu św. Jana 3:18: „Bracia, nie miłujcie tylko słowem i językiem, ale czynem i prawdą”. Dziękuję wszystkim z Was, którzy dajecie dowód Waszej miłości braterskiej i troski o biednych i sieroty, wspierając „moje” dzieci w Ugandzie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-7992118826976531625?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/7992118826976531625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=7992118826976531625' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7992118826976531625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7992118826976531625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/12/bateria-soneczna-i-strategie.html' title='Bateria słoneczna i strategie'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R1OZx4ZFhCI/AAAAAAAAADQ/Gb9RywJF5Sc/s72-c/CIMG0756+(Small).JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-2580920137640174064</id><published>2007-11-19T08:15:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:39.987+01:00</updated><title type='text'>Czym jest miłość</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0E7pRVndfI/AAAAAAAAABo/8c8In2J4MLY/s1600-h/DSC_0377+(Small).jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5134450630393820658" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0E7pRVndfI/AAAAAAAAABo/8c8In2J4MLY/s200/DSC_0377+(Small).jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Mam trochę zaległości w postach i choć wiele się dzieje, nie mam wystarczająco czasu, aby o wszystkim pisać :( Tym, co teraz ogromnie mnie zajmuje jest sprawa projektu „Nowy Dom Dziecka – Nowa Nadzieja”. Dzieją się cuda w tym względzie i widzę jak sam Bóg stoi za tym dziełem, gdyż pieniądze napływają stopniowo wąskimi strumieniami, również od osób, których osobiście nie znam. W chwili obecnej mamy już 60% środków. Chwała Bogu! Jestem tym taka podekscytowana, gdyż jest to już prawie pewne, że Święta Bożego Narodzenia nasze sieroty będą świętować w swoim nowym domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłą niedzielę poszłam do tego nowego budynku, aby zobaczyć jak się prace posuwają i spotkałam tam kilkoro dzieci z domu dziecka, debatujących jak ich nowy dom będzie wyglądał i co będzie w tym pomieszczeniu, gdzie rozmawiali, a stali w pokoju dziennym. Więc zaczęłam ich oprowadzać po tym domu i wyjaśniać, co gdzie będzie. Ich radość była niewypowiedziana. Kiedy wyszłam z budynku to się popłakałam, gdyż wydaje mi się to czymś tak wspaniałym, że Pan używa mnie oraz moich przyjaciół, rodzinę oraz osoby, których osobiście nie znam, do zapewnienia lepszych życiowych warunków tym dzieciom, lecz nie tylko do tego. Wierzę bowiem, że wraz z tym nowym, pięknym domem przyjdzie i nowa nadzieja co do ich lepszej przyszłości. Wierzę, że ten nowy dom będzie ich napawał dumą z przynależenia do Boga pełnego mocy, który słyszał ich wołanie i odpowiedział na nie. Ten dom przyniesie chwałę naszemu Bogu, bo jest świadectwem Jego potężnego działania i pewnego rodzaju cudu. Jeśli się bowiem otwierają nasze portfele, aby się dzielić z biednymi, jeśli porzucamy nasz lęk o „wystarczająco pieniędzy na jutro”, jeśli decydujemy się wyjść poza nasz naturalny sposób kalkulacji zysków i strat, wyrażając w ten sposób nasze zaufanie Bogu, to czyż to nie jest cud?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem również pod wrażeniem łaski Pana, która jest nade mną, sprawiając zaufanie ludzi do mnie. Przecież niektórzy z Was mnie osobiście nie znają. Jak więc to się dzieje, że decydujecie się zaufać obcej osobie i przekazać swoje pieniądze? Pan mi jest świadkiem, że każda przekazana przez Was złotówka pójdzie na cel realizacji projektu. Czuję w duchu, że przyjdzie nawet więcej, niż 25 tys. na ten cel. Zastanawiałam się, co zrobię z tą nadwyżką. Mam pomysł na pewien biznes dla domu dziecka, z którego profit pozwoliłby urozmaicić ich posiłki (jak wiecie jedzą prawie codziennie to samo: posho, fasolę i kapustę) oraz zapewnić zaspokojenie innych podstawowych potrzeb. Dzienne finansowe zapotrzebowanie domu dziecka na zaspokojenie podstawowych potrzeb dla 34 osób to około 300 zł. Czyli około 9 zł na osobę. W to wchodzą trzy posiłki dziennie oraz środki czystości, nadwyżka poszłaby na buty i odzież. W chwili obecnej dom dziecka otrzymuje mniej niż 100 zł dziennie. Jak oni mają żyć za taką stawkę? Chwała Bogu uprawiają swoje warzywa i mają kury (jajka) oraz krowy (mleko), bo inaczej byłoby im trudno przetrwać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo życia w tak skromnych warunkach te dzieci nie tracą radości życia, gdyż w innym wypadku byłyby bezdomne, a w tych okolicznościach mają zapewniony dach nad głową i chociaż jakieś jedzenie. Ostatnio widziałam dziecko odrabiające zadanie domowe na bębnie na dworze przy domu dziecka!!! Taki widok porusza serce i sprawia, że rodzi się jakiś bunt na to, że dzieci w naszym kraju mają wszystkiego pod dostatkiem, a te tutaj nie mają nawet stołu z krzesłem, że usiąść i odrobić zadanie. Pisałam kiedyś, że największą potrzebą Afryki jest edukacja. Jeśli dzieci nie mają nawet warunków do nauki (co ma miejsce w większości domów na ugandyjskich wioskach), to jakiego postępu oczekujemy od tego młodego pokolenia? Mimo bycia sierotami i mimo życia w takich skromnych warunkach nasze dzieci z domu dziecka mają nienajgorsze stopnie w szkole. Kiedyś modliliśmy się za dzieci w kościele i prawie każde dziecko, które podchodziło po modlitwy wstawienniczej miało jedną intencję: „o mądrość i zdolność do nauki”. Tym bardziej ekscytuje mnie fakt, że w nowym domu te dzieci będą miały stoły i krzesła w swoich pokojach, a oprócz tego pokój lekcyjny z biblioteką, gdzie będą mogły odrabiać lekcje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obserwując życie codzienne Ugandyjczyków oraz sposób ich podejścia do pewnych spraw, niejednokrotnie jestem rozczarowana, gdyż brak wiedzy ogromnie ich ogranicza, nawet w prostych sprawach. Rzeczy, które nam by zajęły parę godzin – im zabierają cały dzień z powodu pewnego rodzaju ograniczenia umysłowego – niezdolności do kreatywnego rozwiązywania problemów. Pewnego dnia zostawiono stół w korytarzu organizacji na przejściu przy drzwiach. Każdy się potykał o ten stół, ale nikt nie wpadł na to, aby go nieco przesunąć! Ja to widziałam od samego początku, ale nic nie mówiłam, czekając kiedy się ktoś wpadnie na pomysł rozwiązania tego problemu. Przez kilka godzin nic się nie zmieniło! W końcu nie wytrzymałam i poprosiłam kogoś o przesunięcie tego stołu. Dodam tylko, że Faith nie było wtedy w biurze. Ona, jako dyrektorka organizacji, jest absolutnie wyjątkowa pod każdym względem. Podobnie było z krzesłem innego dnia, które zostawiłam w taki sposób, że blokowało całkowite otwarcie drzwi do biura i przez pewien czas każdy się przeciskał, zamiast to krzesło ustawić w inny sposób. Słowo Boże mówi: „mój naród ginie z powodu braku nauki (wiedzy)” (Ozeasza 4, 6). Modląc się za kraje Afryki módlmy się, aby Pan pobudził rozwój Afryki poprzez darmowy dostęp do edukacji. W innej sytuacji, choćby i mnóstwo wolontariuszy tu przyjechało, tylko w małym stopniu przyczynimy się do rozwoju. Chodzi o to, aby to sami mieszkańcy Afryki poprzez edukację zostali mentalnie i umiejętnościowo wyposażeni do pobudzenia rozwoju swoich krajów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim, którzy przyłączają się do grona osób wspierających projekt wykończenia nowego domu dziecka. Dziękuję za Wasze posłuszeństwo Słowu Bożemu, które nas zachęca do pomagania biednym i dziękuję za Wasze zaufanie. Są chrześcijańskie organizacje charytatywne, które biorą dla siebie 10% każdych niezdeklarowanych pieniędzy i ponoć jest to akceptowalne. Ja jednak nigdy bym tego nie zrobiła. Nie potrzebuję niczyich pieniędzy oprócz moich własnych. Pan zabezpiecza moje potrzeby tak, że wystarcza mi na wszystko. Pan pobudził ostatnio troje moich przyjaciół do przysłania na moje potrzeby w Ugandzie! Najważniejszą moją potrzebą są pieniądze na paliwo do generatora, aby mieć dostęp do Internetu. Chwała Bogu, bo do grudnia nie muszę się martwić, czy mi na to wystarczy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest coś, co mnie ostatnio bardzo zasmuciło. Dowiedziałam, że były osoby (katolicy), które chciały na początku wesprzeć projekt, ale później się wycofały z powodu faktu, iż część tych dzieci w domu dziecka jest katolicka, a część protestancka. Czy ma to aż takie znaczenie, jeśli obie grupy są chrześcijanami? Myślę, że Pan Jezus przewidywał, że kiedyś nastąpią podziały między wierzącymi, gdyż powiedział do Piotra, który pytał Go o to, czy mają zabraniać komuś, kto uzdrawiał w imię Jezusa, a nie należał do grupy apostołów: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami” (Ew. św. Łukasza 9, 50). Katolicy i protestanci są przecież po tej samej stronie barykady jako chrześcijanie, mając jednego i tego samego wroga - diabła, nieprzyjaciela naszego zbawienia (Ew. św. Mateusza 13, 39). Często jednak obie grupy starają się sobie udowadniać racje i walczą przeciw sobie, a diabeł zaciera ręce z uciechy, bo chrześcijanie zapominają, że „całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli” (List do Galatów 5, 14-15).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowo Boże mówi, że będziemy sądzeni z miłości i tzw. „uczynków miłosierdzia”. Nie spodziewam się, aby tłumaczenie się przed Bogiem: „nie dałem pieniędzy na biedne dzieci w Ugandzie, chociaż mogłem, bo ja jestem katolikiem, a one nie”, przekonało Jezusa. Przypomina mi się historia o Matce Teresie z Kalkuty, która przyjechała na konferencję specjalnie dla niej zorganizowaną w Nowym Yorku. Wychodząc z hotelu, zauważyła bezdomnego na ulicy, który wyglądał na umierającego. Zabrała go do szpitala i pielęgnowała. Konferencja nigdy się nie odbyła. Nie przypominam sobie, żeby zanotowano, iż się go zapytała, zanim mu pomogła: „przepraszam, czy jest pan katolikiem?” Przypomina mi się też przypowieść Jezusa, która jest znana pod tytułem: „Miłosierny Samarytanin”. W tej historii ten, który był przez Izraelitów uważany za „psa” - Samarytanin, okazał miłosierdzie temu, który był w tarapatach. I to jego Jezus stawia za wzór do naśladowania. Myślę, że gdyby dziś Jezus opowiadał tę historię do katolików, może znalibyśmy tę przypowieść pod tytułem „Miłosierny Protestant”. I gdyby Jezus opowiadał tę historię protestantom, może znalibyśmy ją jako „Miłosierny Katolik” :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakże wielu jednak wierzących zarówno wśród katolików, jak i wśród protestantów, czyni podziały między „katolickimi biednymi” a „protestanckimi biednymi”. A co z „niewierzącymi biednymi”? Czy nie pochylimy się nad nimi, okazując im czynną miłość, o jakiej Jezus nas nauczał, bo są niewierzący? Jezus powiedział: „każdy, kto przyjmuje to dziecko w Moje Imię, Mnie przyjmuje”. Czy jest tam wyrażenie: „to katolickie” a może „to protestanckie” dziecko? Jakie dziecko miał Jezus na myśli? Ewangelia jest prosta i zawiera dwa przykazania miłości, które są elementem wiary tak katolików, jak i protestantów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uczę się wiele na temat jedności wśród wierzących poprzez pracę w organizacji „Bringing Hope”, gdyż wśród pracowników organizacji znajdują się katolicy, anglikanie, zielonoświatkowcy, chrześcijanie z Kościoła Pełnej Ewangelii, Adwentyści Dnia Siódmego i ci, z tzw. „Fellowship Church” a nawet jeden muzułmanin. Wszyscy razem pracujemy przeświadczeni, że „Ten który zapoczątkował dobre dzieło, ma moc je dokończyć” (List do Filipian 1, 6). Faith jest osobą nawróconą, którą siedem lat temu Bóg powołał do założenia tej organizacji i obiecał dać znaki swojej mocy, aby się wielu przekonało, że to jest Jego dzieło. Dlatego mimo mnóstwa przeciwności Faith się nie poddała. Każdego poranka słyszę jej żarliwą modlitwę do Boga, a na co dzień jej praktyczną wiarę. Choć ona sama należy do Kościoła Pełnej Ewangelii, to w ciągu siedmioletniej historii „Bringing Hope” pomogła tysiącom katolików, anglikanów, protestantów, muzułmanów i niewierzących. Jest mi więc ogromnie wstyd za małostkowość moich polskich katolickich znajomych, którzy nie chcą pomóc biednym dzieciom w Ugandzie, bo wśród nich są protestanci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może wśród czytających tego bloga są protestanci, którzy nie chcą wesprzeć tego projektu, bo wśród dzieci są katolicy? Ku większemu zawstydzeniu wierzących napiszę, że projekt ten wspierają również moi niewierzący znajomi i nie mają w tym względzie żadnych oporów, że wśród dzieci są katolicy i protestanci. Muszę również dodać, że jednym z pierwszych ofiarodawców był mój znajomy katolicki ksiądz, który przesłał 600zł na moskitiery dla dzieci do nowego domu dziecka. Św. Paweł pisze: „Tak też jawne się stanie dzieło każdego, odsłoni je dzień Pański; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest (1 List do Koryntian 3, 13).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam znajomych tak wśród katolików, jak i wśród protestantów i zaświadczam, że w obu grupach są ludzie całym sercem kochający Jezusa i bliźnich. Podobnie w obu grupach są ci, którzy poprzez swe postawy zniechęcają niewierzących do stania się chrześcijanami. Tu w Ugandzie mam okazję widzieć katolickich księży, którzy modlą się u uzdrowienia, uwolnienia i wskrzeszenia w Imię Jezusa, i te rzeczy się dzieją! I są prawdziwe! (Co może szokować niektórych protestantów). I podobnie znam protestanckich pastorów, którzy modlą się również o uzdrowienia, uwolnienia i wskrzeszenia w Imię Jezusa, i ludzie są uzdrawiani, uwalniani i wskrzeszani! I to również jest prawdziwe! (Co może szokować niektórych katolików).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszerzmy swe serca Bracia i Siostry! Żyjmy prawdziwym chrześcijaństwem! Wyjdźmy poza podziały. Przestańmy dyskutować o tym, co nas dzieli w doktrynach, a stańmy razem, aby świat poznał Jezusa i Jego miłość, aby ludzie uwierzyli w Niego i zostali zbawieni. Jest jedna ciekawa rzecz: kiedyś słyszałam niezależnie od siebie to samo stwierdzenie z ust katolickiego księdza, jak i protestanckiego pastora: „Do Nieba nie zabierzesz z sobą nic oprócz ludzi, którym okazałaś miłość”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z utęsknieniem czekam na taki dzień, kiedy chrześcijanie się zjednoczą, przechodząc od doktrynalnych podziałów do czynów miłości…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!” (1 List św. Jana 3, 18).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-2580920137640174064?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/2580920137640174064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=2580920137640174064' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/2580920137640174064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/2580920137640174064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/11/czym-jest-mio_19.html' title='Czym jest miłość'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0E7pRVndfI/AAAAAAAAABo/8c8In2J4MLY/s72-c/DSC_0377+(Small).jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-7490007131670509925</id><published>2007-11-02T13:39:00.000+01:00</published><updated>2008-12-10T11:22:41.029+01:00</updated><title type='text'>Refleksje, "introduction" i historia miłosna...</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0FgHhVndjI/AAAAAAAAACI/zMtZo_DDvvg/s1600-h/faith&amp;amp;I+(Small).jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5134490732503463474" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0FgHhVndjI/AAAAAAAAACI/zMtZo_DDvvg/s200/faith%26I+(Small).jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wczoraj był dzień Wszystkich Świętych. Tęskniło mi się w tym dniu za Polską, ale mimo wszystko nie poddałam się melancholii, gdyż św.Paweł zachęca nas w liście do Kolosan słowami: „rzeczywistość należy do Chrystusa”. Amen! Faith zwykła mówić, że nauczyła się troszczyć o swoje serce. W Księdze Przysłów czytamy: „z całą pilnością strzeż swego serca, bo życie ma tam swe źródło” (Prz 4, 23). Łatwo jest się poddać pewnym emocjom, jak również poddać się smutkowi i zapomnieć, że rzeczywistość należy do Jezusa i jest zwycięska! Raz Faith zapytała mnie, czy żałuję jakiś błędów z przeszłości. Powiedziałam, że oczywiście i że chciałabym cofnąć czas, by nie dopuścić do zaistnienia pewnych sytuacji. Faith powiedziała, że chociaż popełniła wiele błędów, to niczego nie żałuje, bo wie, że Pan ma moc wyciągnąć dobro z każdej złej sytuacji z jej życia i odwrócić wszystko na jej korzyść. Ja też wielokrotnie doświadczyłam mocy tej obietnicy: „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 28). Tak więc cieszę się z mojego bycia w Ugandzie, chociaż tęskni mi się za Polską. Poddaję jednak każdy dzień w posłuszeństwo Jezusowi i Jego planom dla mojego życia, wyznając z wiarą, że rzeczywistość należy do Jezusa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, że jest taki dzień w roku, kiedy wielu ludzi z okazji Dnia Wszystkich Świętych zatrzymuje się w pędzie życia, aby pomyśleć, ile z tego, co robimy ma sens i jaki ślad zostawimy swoim życiem. Wszyscy znamy ten wiersz księdza Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”. Kiedy jesteśmy zapracowani i zabiegani nie mamy czasu dla siebie nawzajem i zaniedbujemy naszych bliskich i przyjaciół. Czas jest afrykańskim bogactwem narodowym. Myślę, że po powrocie do Polski będzie mi brakować tej atmosfery „czasu, który stoi w miejscu”. Oczywiście nie dla mnie… Wszyscy się tu ze mnie śmieją, że jestem prawdziwa „Muzungu” i nie da się mnie przerobić na afrykańską dziewczynę. Ja jestem zawsze w pośpiechu, starając się być wszędzie, gdzie powinnam na czas i wykonać najlepiej jak potrafię to, co mam do zrobienia. Niestety jestem perfekcjonistką, co jest okropnym utrudnieniem w godzeniu się na afrykańskie standardy. Mam tu wiele obowiązków, często niedosypiam i czasem niedojadam, ale satysfakcja z pracy na rzecz ubogich, przerasta każdą ofiarę, jaką tu ponoszę, rezygnując z wygody życia na „Zachodzie”. Jeszcze pięć miesięcy mi pozostało do powrotu do domu. Jednocześnie nie mogę się doczekać powrotu do Polski (żeby zobaczyć się z rodziną i przyjaciółmi, zjeść ciasto, bo ciasta nie jadłam od 4 miesięcy – nie pieką tu ciast :( a jako słodycz jedzą trzcinę cukrową; zjeść bigosik i pierogi; pojechać w Tatry), ale z drugiej strony to również robi mi się przykro na myśl o opuszczeniu tego miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obiecałam czasem pisać o miejscowej kulturze, więc dziś mam do napisania coś ciekawego na ten temat. W ubiegły weekend Faith zabrała mnie na tzw. „introduction”, czym jest wizyta narzeczonego w domu narzeczonej i oficjalne poproszenie rodziców o zgodę na poślubienie dziewczyny, czyli nasze „oświadczyny”. Muszę dodać, że miałam na sobie regionalny strój regionu Tooro i wzbudzałam ogólną sensację. Miałam dodatkowo piękną srebrną torebkę i śliczne srebrne buty. Tego rodzaju dobrze skompletowany strój jest zwykle w posiadaniu każdej kobiety w Ugandzie. Mój strój był pożyczony od znajomej Faith. Niełatwo mi było się w nim poruszać, gdyż miałam specjalną halkę, następnie ciężką spódnicę, a na tym specjalną sukienkę i jeszcze pewną tkaninę, która zastosowaniem przypominała płaszczyk, ale też specjalnie musiałam go nosić, odsłaniając jedno ramię, a zakrywając drugie. Muszę przyznać, że było to nie lada sztuką, ale pod koniec dnia doszłam do perfekcji :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Introduction” odbywa się to z rozmachem i właściwie każdy z wioski może przyjść, gdyż jest to czymś w rodzaju przedstawienia. Istotną kwestią jest wynajęcie osób, które będą przemawiać w imieniu narzeczonego oraz rodziny panny młodej. Z tego względu, że Faith była po stronie pana młodego, to dla nas wszystko zaczęło się w domu pana młodego w piątek w południe. Skąd wszyscy ładnie ubrani, panowie w specjalnych tunikach, a panie w tych szczególnych sukienkach, wyruszyliśmy do miejsca przeznaczenia. Było to w sąsiedniej wiosce, więc pojechaliśmy samochodami. Było nas koło 50 osób. W pewnej odległości od domu narzeczonej musieliśmy się zatrzymać i czekać na znak, kiedy wszystko będzie gotowe na nasze pojawienie się. Czekaliśmy na drodze około godziny! W końcu dotarliśmy na podwórko, gdzie ustawiliśmy się w szczególnego rodzaju „procesję” z narzeczonym na przedzie. Podwórze było bardzo ładnie udekorowane z trzema namiotami, jednym dla rodziny narzeczonej, jednym dla strony narzeczonego i jednym dla ogółu. W czasie całej ceremonii tylko reprezentanci rodzin wymieniali z sobą uwagi. Reprezentanci rodzin są często wybierani spośród najbardziej szanowanych osób w wiosce. Reprezentant narzeczonego musiał przyjść i na specjalnej macie uklęknąć przed rodziną narzeczonej, wymieniając grzecznościowe pozdrowienia. Następnie wybrane osoby, te najbardziej szanowne z otoczenia narzeczonego zostały zaproszone do wejścia do domu narzeczonej. Dodam tylko, że narzeczona była ukryta w domu prawie do samego końca „introduction”. Nie jest wskazane jej pojawienie się przed właściwym czasem. Szczęśliwie, jako Muzungu, znalazłam się w gronie kilkorga wybranych, aby wejść do domu narzeczonej. Tam tradycyjnie zostaliśmy ugoszczeni kawą i mlekiem. Przeniosły je młode dziewczyny bardzo ładnie ubrane w specjalne sukienki. Następnie wycofały się idąc tyłem, gdyż według tutejszej kultury nie godzi się odwracać plecami do osoby, której należy się szacunek z powodu pozycji społecznej. Podczas jakiś 15 minut spędzonych we wnętrzu domu praktycznie nie rozmawiano. Następnie wolniutko wyszliśmy na zewnątrz i zajęliśmy nasze miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejno reprezentanci zaczęli wymieniać pewne uwagi oraz przeszli do ustalania ceny za narzeczoną. Nie pomyliłam się: ceny! Tak więc nasza narzeczona była naprawdę droga, wiele krów i kóz poszło na nią. Nie obyło się bez targowania. Narzeczony miał przygotowane pieniądze, gdyż z przyczyn organizacyjnych, zwykle nie daje się zwierząt hodowlanych. Następnie określono ile skrzynek piwa i innych napojów powinien przekazać narzeczony w czasie „introduction”. Całe te dyskusje trwały około dwóch godzin. Następnie zaczęło się przedstawienie, które polegało na znalezieniu narzeczonej. Najpierw weszły cztery młodziutkie dziewczęta niosąc dzbanki i kosze na głowach. Narzeczony musiał powiedzieć, czy wśród nich znajduje się narzeczona. Jeśli jej tam nie było to powinien był dać im pieniądze. Oczywiście narzeczony się nie ruszał ze swego miejsca, lecz wszystko robił za niego reprezentant. Kolejno przyszły cztery inne dziewczyny, ubrane w tradycyjne stroje, lecz i tam nie było narzeczonej. Ostatecznie pojawiło się pięć innych dziewczyn, wśród których narzeczony rozpoznał swoją wybrankę, do której podszedł, zawieszając jej korale na szyi. Oboje jednak nie wymienili się ani słowem, a ona nie mogła mu nawet spojrzeć prosto w oczy, bo według tutejszej kultury kobiety nie powinny patrzeć prosto w oczy mężczyznom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie pozostałe dziewczyny wróciły do wnętrza domu, a narzeczona podeszła do narzeczonego, który siedział na krześle i przypięła mu specjalną ozdobę do marynarki, wyrażając w ten sposób swoją zgodę na małżeństwo. Potem wróciła do wnętrza domu. Reprezentanci rodzin wymienili się jeszcze pewnymi uwagami, po czym zaproszono nas na obiad, który składał się z regionalnych potraw, które zresztą bardzo lubię. Było już po piątej, a ja od śniadania nic nie jadłam, nie mogłam się więc doczekać posiłku. Po obiedzie doszło jeszcze do pewnych dyskusji, po czym „introduction” zostało oficjalnie zamknięte. Oczywiście mam wiele zdjęć z tego wydarzenia, które niebawem wyślę mailem wszystkim moim znajomym, gdyż całe to wydarzenie wydaje mi się to czymś ogromnie ciekawym. Może kiedyś na naszych polskich wsiach oświadczyny wyglądały podobnie? Natomiast na ślubie w Ugandzie już byłam i wygląda dość podobnie jak w Polsce, tyle że w kościele Msza lub nabożeństwo (zależy od kościoła) trwa kilka godzin!!! Kto by u nas tyle wysiedział? A dla nich to coś normalnego. Następnie odbywa się przyjęcie, tyle tylko, że tylko para młodych i najbliższa rodzina siedzi przy stole, a pozostali na krzesłach. Jest serwowany tylko jeden posiłek i jest oficjalne krojenie ciasta przez parę młodych i karmienie siebie nawzajem. Następnie każdy z gości otrzymuje okruszek ciasta. Naprawdę! Mały kawałeczek bierze się bezpośrednio na rękę. Podobnie jak z oświadczynami, na wesele może przyjść każdy z wioski. Niektórzy tak chodzą od „introduction” do „introduction” i od wesela do wesela, żeby się rozerwać :) Po cieście czasem są tańce, a czasem jakieś przedstawienia. Niemniej jednak jest to wydarzenie dość ciekawe, szczególnie stroje. Kobiety noszą piękne sukienki, a mężczyźni specjalne tuniki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakieś dwa miesiące temu był inny ślub w naszym kościele. Pewien mężczyzna miał formalnie dwie żony, ale jak został chrześcijaninem zdecydował się wybrać jedną i poślubić ją w kościele. Wobec tego, że ta druga żona nie chciała się poddać i w pewien sposób ich prześladowała, mężczyzna ten zdecydował się wziąć ślub w naszym kościele, choć pochodził z odległej wioski. Zrobił to, gdyż chciał się pozbyć tamtej kobiety i dlatego trzymali w sekrecie nazwę miejsca ślubu. Mimo wszystko ta kobieta się o tym dowiedziała i przybyła do naszego kościoła w dniu ich ślubu i narobiła sporo zamieszania w czasie ceremonii. Było nawet zabawnie :) Ale oczywiście jej nie było do śmiechu. Została odrzucona przez swego męża, lecz nie chciała zrezygnować z ukochanego mężczyzny. Smutna historia dla jednej kobiety, a szczęśliwa dla drugiej. Ta historia przypomina mi historię biblijną o Lei i Racheli z Księgi Rodzaju z rozdziałów 29 i 30. Widzimy tam dwie kobiety, które rywalizują o serce mężczyzny – Jakuba, który przez chciwość ojca dziewczyn – Labana, musiał poślubić je obie. Zamiast tej jednej – ukochanej Racheli, za którą służył u Labana siedem lat, a „wydawały mu się jak jeden dzień, bowiem bardzo miłował Rachelę”, otrzymał w dniu ślubu Leę. Kiedy czyta się tę historię, to robi się nam zwykle bardzo żal Lei, gdyż była marionetką w ręku ojca. Prawdopodobnie kiedyś znalazłby się mężczyzna, który by jej ofiarował miłość, a tak w tej sytuacji była tą niekochaną żoną. Myślę, że czuła się gorsza i brzydka, niegodna miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szokujące jest to, że kiedy się czyta tę historię, nie można nie zauważyć znaczenia imion jej dzieci: Ruben –„Wejrzał Pan na moje upokorzenie; teraz mąż mój będzie mnie miłował”, Symeon – „Usłyszał Pan, że zostałam odsunięta, i dał mi jeszcze to dziecko”, Lewi – „Już teraz mąż mój przywiąże się do mnie”. Potem czytamy o zawodach w rodzeniu dzieci przez Leę i Rachelę i na koniec: „A gdy Lea znów poczęła i urodziła szóstego syna Jakubowi, rzekła: Obdarował mnie Bóg wspaniałym darem, teraz będę już miała pierwszeństwo u mego męża, gdyż urodziłam mu sześciu synów! Dała więc synowi imię Zabulon”. Jak prześledzimy tę historię, zobaczymy, że Lea wymyśliła sobie sposób na zdobycie miłości swego męża – rodzenie dzieci. Lea po prostu chciała być kochana. Chciała znaleźć to, co uczyni ją wartościową i godną miłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że czasem wskutek jakiś trudności pewne osoby tracą poczucie własnej wartości. Kiedy mnie się to zdarza, biorę „miecz” Słowa Bożego i walczę, aby poddać w posłuszeństwo mój umysł Bogu. Cytuję sobie wtedy wersety biblijne, które przeczą takim myślom. W Biblii jest mnóstwo fragmentów, które mówią jak bardzo Bóg nas kocha i jak bardzo jesteśmy dla Niego ważni i drogocenni w Jego oczach. Poza tym wiem, że jestem warta Krwi Jezusa. Nie ma nikogo innego, kto oddał za mnie swe życie, aby dowieść swą miłość. Wielu mężczyzn zdobywa się na wiele poświęceń lub prezentów, aby dowieść swoją miłość do dziewczyny. Znamy te historie z filmów o śpiewaniu pieśni pod oknami, walkach itp. Jezus zdobył się na największe poświęcenie i oddał swe życie za każdego z nas, aby nam udowodnić miłość Bożą. Przez Niego mamy śmiały przystęp do Ojca. Kanał miłości został otwarty i nic, oprócz naszych grzechów i nieprzebaczenia nie jest w stanie zatrzymać fali Bożej miłości, którą Pan pragnie nas zalać. Abyśmy przede wszystkim szukali Jego chwały, a nie chwały u ludzi, co się dzieje, kiedy „nie mamy w sobie Bożej miłości”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że zasługiwanie na czyjąś miłość i uznanie jest problemem wielu z nas. Jezus powiedział Ew. św. Jana 5, 41-42: „chcecie być kochani i doceniani przez ludzi, bo nie macie w sobie miłości Bożej” (parafraza). Psychologia mówi, że potrzeba miłości jest podstawową potrzebą ludzką i jeśli jest nie zaspokojona przez rodziców, człowiek ten ma potem wiele problemów z samym sobą i wiele jego zachowań jest motywowanych przez potrzebę zasłużenia sobie na czyjąś miłość i uznanie. Wiele też osób porównuje się z innymi, aby poczuć się lepiej, gdyż zawsze znajdzie się ktoś, w porównaniu z kim poczujemy się lepsi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Nawet św. Paweł pisze, że wielu wierzących robi pewne rzeczy, aby sobie zasłużyć na czyjejś uznanie. Powinniśmy jednak wszystkie nasze obowiązki wykonywać „jak dla Pana” (Ef 6, 6-8). Tymczasem dla wielu z nas wydaje się to być nie lada wyzwaniem, gdyż często postępujemy właśnie w taki sposób, aby kogoś wprawić w podziw naszym zachowaniem lub zasłużyć sobie na czyjąś pochwałę i uznanie. Wydaje się, że wyjściem z tej sytuacji jest to, o czym Pan Jezus powiedział: „dać się napełnić miłością Bożą”, a wtedy nie będzie nami kierować ta potrzeba dowartościowania przez czyjeś pochwały. Znam osobiście dziewczynę, która nie doświadczyła miłości i akceptacji od rodziców, kiedy była dzieckiem. Ta dziewczyna miała wiele problemów z samą sobą. Wdawała się również w wiele romansów z chłopakami, bo tak bardzo pragnęła być kochana. W końcu spotkała chrześcijan, którzy ogłosili jej Dobrą Nowinę. Pomodlili się też za nią o uzdrowienie jej zranień z dzieciństwa i o to, by Bóg swoją miłością wypełnił jej serce. Modlili się za nią kilka godzin. Po zakończeniu tej modlitwy ta dziewczyna powiedziała: „wiem jedno – Bóg mnie kocha i akceptuje, dla niego jestem piękna i wartościowa, doświadczyłam tego w czasie tej modlitwy i czuję, że Bóg również wypełnił miłością te miejsca w moim sercu, które od czasów dzieciństwa bezskutecznie wołały o miłość”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie kiedy byłam liderem mojej wspólnoty, wielokrotnie modliłam się za ludzi o różne potrzeby. Modlitwa o doświadczenie Bożej miłości była bardzo szybko wysłuchiwana. Bogu zależy, abyśmy doświadczyli Jego miłości. Jezus przyszedł, aby wyzwolić więźniów. Dla wielu z nas nieotrzymanie miłości od rodziców trzyma nas w więzieniu zbytniej koncentracji na sobie i zależności od innych. Faktem jest, że potrzebujemy siebie nawzajem i jesteśmy sobie potrzebni, jednakże niektórzy z nas szukają relacji właśnie po to, aby zaspokoić te potrzeby. Jednym ze znaków pokazującym nam, że potrzebujemy dać się wypełnić Bożą miłością jest obrażanie się i chowanie uraz oraz bycie bardzo wrażliwym na cudze opinie. Czy Jezus przejmował się opinią Żydów, którzy przez trzy lata szukali sposobu, aby Go zabić? Czy św. Paweł przejmował się tymi, którzy go prześladowali? Czy św. Jakub przejmował się, co sobie pomyślimy o nim, jak nas wyzwie od cudzołożników, bo idziemy na kompromis ze światem (Jk 4, 4)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego rodzaju poczucie własnej wartości może pochodzić tylko od Boga. Modlę się, aby ci z Was, do których dziś te słowa są kierowane, zostali napełnieni miłością Bożą, abyśmy przestali się obracać wokół siebie, rozpamiętując swe rany, a skierowali nasze oczy na Boga, jak to zrobiła również Lea. Kiedy urodziła czwartego syna, odwróciła swe oczy od siebie i nazwała go Juda – „teraz będę sławić Pana”. Czy nie wydaje się Wam czymś znamiennym, że Jezus pochodził właśnie z pokolenia Judy? Nie pochodził z żadnych z pozostałych pokoleń nazwanych imieniami synów Jakuba. Może przyczyną było właśnie to, że pozostałe imiona dzieci wskazywały na rywalizację między tymi kobietami o męża. Dzieci te były sposobem zaspokojenia potrzeby miłości w ich sercach. „Naszymi dziećmi” są nasze czyny. Jakie są nasze motywacje? Dziś przez Jezusa przychodzimy do Boga, aby otrzymać brakującą miłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozwólmy Jezusowi wyprowadzić się z więzienia naszego „niedokochania” do wolności miłości – „Mówcie i czyńcie tak, jak ludzie, którzy będą sądzeni na podstawie Prawa wolności” (Jk 2,12 ). Prawo wolności to prawo miłości, jak czytamy w 1 Liście św. Jana. Modlę się, aby „Chrystus zamieszkał przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą” (Ef 3, 17-19) i Bożą miłością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle na temat moich refleksji z biblijnej historii miłosnej oraz ugandyjskiej kultury oświadczyn i ślubu. Trzymam się dzielnie i cały czas nie poddaję się trudnościom, choć jest ich niemało! Nastała pora deszczowa i codziennie pada przez kilka godzin, czasem po południu, czasem rano. Drogi są bardzo błotniste, tak że często mi się buty zapadają :) A więc mam w nich mokro :) W nocy jest tak zimno, że śpię pod trzema kocami! Aż mi się wstyd robi, bo dzieci w HomeAgain śpią tylko pod jednym kocem, ale jestem ogromnie podekscytowana na samą myśl, że już za kilka tygodni przeniosą się do swojego nowego, pięknego domu, gdzie będą sufity i drzwi, więc będą mieć cieplej. Wszystkim, którzy wspierają projekt „Nowy Dom Dziecka – Nowa Nadzieja” dziękuję w imieniu swoim, a także dyrektorki „Bringing Hope” – Faith Kunihira oraz dzieci z domu dziecka!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-7490007131670509925?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/7490007131670509925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=7490007131670509925' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7490007131670509925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7490007131670509925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/11/refleksje-introduction-i-historia.html' title='Refleksje, &quot;introduction&quot; i historia miłosna...'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0FgHhVndjI/AAAAAAAAACI/zMtZo_DDvvg/s72-c/faith%26I+(Small).jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-375897702847863480</id><published>2007-10-24T16:59:00.000+02:00</published><updated>2008-12-10T11:22:41.167+01:00</updated><title type='text'>Mój Bóg Jahve-Jireh i projekt "Nowy Dom Dziecka - Nowa Nadzieja"</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0FzDhVndpI/AAAAAAAAAC4/taHaFk4KcMM/s1600-h/victor.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5134511554504914578" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0FzDhVndpI/AAAAAAAAAC4/taHaFk4KcMM/s200/victor.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Chcę tak na gorąco i krótko podzielić się czymś niezwykłym, co mnie spotkało i zaświadczyć o Panu, który jest moim osobistym Jehowa-Jireh (Pan, który zaopatruje). Otóż nie miałam ostatnio pieniędzy na osobiste wydatki i trochę Panu marudziłam na ten temat. Szczególnie, że nie mam pieniędzy na paliwo do generatora, a więc na Internet :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrócę teraz na chwilę do lipca. Jestem w kościele i kiedy przychodzi pora ofiarowania swoich pieniędzy, zdaję sobie sprawę, że przecież nie mam pieniędzy, bo nie zarabiam obecnie. Po chwili jednak ze wstydem uświadomiłam sobie, że przecież mam z czego dawać dziesięcinę, gdyż jeden brat w wierze zdeklarował się dawać tutaj na moje potrzeby 100 zł miesięcznie, czyli 65.000 szylingów. Postanowiłam więc oddawać moją dziesięcinę, czyli 6.500 szylingów miesięcznie. Prawdą jest, że kwota 65.000 jest niewielka, miałam więc pokusę, aby nie oddawać dziesięciny, ale się przełamałam i postanowiłam bardziej zaufać Bogu, niż swoim kalkulacjom. Obawiałam się, że już w połowie miesiąca będę bez pieniędzy. Bowiem raz w miesiącu musiałam być w Kampali, na co szło 30.000 szylingów na podróż. Zostawało mi więc 28.500. Na kredyt do telefonu wydaję około 10.000 szylingów miesięcznie. Często się zdarzało, że potrzebowałam kupić rzeczy, o które nie wypadało mi prosić Faith, tak więc wydawałam kolejne około 10.000 szylingów. Zostawało mi więc około 8.500 szylingów, które przeznaczałam na paliwo do generatora. W związku z tym, że godzina Internetu, czyli zużycia paliwa, kosztuje 2.000 szylingów, miałam pieniądze na 4 godziny Internetu w miesiącu! Niektórzy z Was mogą teraz zrozumieć, dlaczego tak rzadko pisałam maile. Czemu o tym piszę? Gdyż Pan jest wierny. Szczególnie jeśli my okazujemy się wierni w dziesięcinach, Bóg jest wierny w zabezpieczaniu naszych potrzeb!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moi przyjaciele dowiedziawszy się o moich problemach z pieniędzmi, przysłali mi we wrześniu na moje potrzeby 400 zł. Za 200 zł postanowiłam kupić dwa materace dla dzieci w drugim domu dziecka, bo spały na łóżkach na samym drewnie i bardzo mi było ich żal. Stwierdziłam więc, że będę maksymalnie oszczędzać paliwo, a materace i tak im kupię. Z pozostałych mi 200 zł – oddałam dziesięcinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrócę teraz do kilku dni wstecz, kiedy na swoim koncie zobaczyłam wpłatę 1000 zł od osoby, której osobiście nie znam. Ten brat w wierze chciał wesprzeć projekt „New HomeAgain – New Hope” i na ten cel miało iść te 1000 zł. Pan mu jednak pokazał, że to na moje wydatki mają przyjść te pieniądze. Byłam bardzo wzruszona, że Pan troszczy się o moje potrzeby i mówi o tym do serca kogoś, kogo w życiu na oczy nie widziałam. Od razu postanowiłam oddać z tych pieniędzy dziesięcinę. Wierzę, że dziesięcina to pieniądze, które „zarabiają” w banku Królestwa Bożego. Wielokrotnie doświadczałam prawdy tego, że im więcej daję na sprawy Boże, tym więcej otrzymuję. Chwała Panu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałabym teraz opisać pokrótce projekt „New HomeAgain – New Hope” („Nowy Dom Dziecka – Nowa Nadzieja”) dla tych z Was, których nie znam, a którzy czytacie mojego bloga. Wierzę, że Pan zachęci wielu z Was do partycypowania w tym projekcie. Na początek chciałabym przytoczyć cytaty z Księgi Przysłów. Na początek 19:17: "Pożycza samemu Panu - kto dla biednych życzliwy, za dobrodziejstwo On go wynagrodzi" i 22:9: "Błogosławiony, czyj wzrok miłosierny i chlebem dzieli się z biednym" oraz 28:27: "Kto daje ubogim - nie zazna biedy; kto na nich zamyka oczy, zbierze wiele przekleństw". Ten projekt dotyczy właśnie wsparcia biednych i sierot, do czego zresztą Boże Słowo nas zachęca. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;W projekcie tym planuję zgromadzić do grudnia 25 tys. zł na wykończenie nowego domu dziecka. Mam przekonanie w sercu, że jest to bardzo realne, choć niektórzy mogą zapytać: "czy ona zwariowała, tyle pieniędzy w dwa miesiące?" Chcę w ten projekt zaangażować wszystkich moich znajomych w Polsce, USA i Australii, i widzę, że pieniądze przyjdą małymi strumykami, aż zgromadzą się w rzekę o łącznej wartości 25 tys. zł. Alleluja! Jest wiele potrzeb nowego domu dziecka. Organizacja ma pieniądze tylko na budowę tego nowego budynku, ale nie ma teraz pieniędzy na jego wykończenie. Oczywiście z jednej strony można by czekać kilka miesięcy, aż organizacja zgromadzi te pieniądze, albo pozwolić dzieciom przeprowadzić się do niewykończonego budynku, co zamierzała zrobić Faith. Ale ja tego nie chcę. Kocham te dzieci i chcę dla nich czegoś wyjątkowego. Chciałabym, żeby te dzieci będąc sierotami, miały chociaż najładniejszy dom w całym województwie (bo tak będzie jeśli ten budynek zostanie wykończony). Chcę, by wszyscy przychodzili oglądać ten „dom Muzungu”, gdyż taki standard, jaki chce im zapewnić, jest czymś normalnym dla nas, dla nich jednak będzie czymś wyjątkowym, czego nawet w życiu na oczy nie widziały. Czy to niewłaściwe, że mam takie pragnienia? Świątynia jerozolimska za czasów Salomona była najpiękniejszym budynkiem na całej ziemi i wszyscy przybywali ją podziwiać. Teraz Pan mieszka w nas, Jezus jest w tych dzieciach, chcę więc z Waszą pomocą zapewnić tym dzieciom takie mieszkanie, jakie chciałabym dać Jezusowi, gdyby był jednym z tych dzieci. Pan powiedział: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Ew. św. Mateusza 25, 40).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żal mi bardzo tych dzieci. Jest moim marzeniem zobaczenie tych dzieci, świętujących Boże Narodzenie w ich Nowym Domu. Wielu z Was widziało zdjęcia warunków, w jakich żyją te dzieci. Prawdę mówiąc, zdjęcia nie oddają rzeczywistości w pełni i zapachu, który jest również nieprzyjemny, szczególnie w tym budynku, który wygląda na zewnątrz jak obora. Dzieci nie mają pościeli, śpią pod szorstkimi kocami bez poduszek, bez piżam, ale w tych swoich podartych ubraniach. Śpią po 2 osoby często na jednym łóżku. Śpią też w korytarzu na materacach, więc nawet nie mają własnego łóżka, nie mówiąc już o własnym pokoju. Nie mają miejsca zwanego „prysznicem”, aby wziąć miskę z wodą i się umyć. Na wszystkie dzieci są tylko 3 miski! Chciałabym, abyście to mogli zobaczyć, bo taki widok poruszyłby nawet najbardziej niewrażliwe serce, nie mówiąc już o sercu wierzącego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przygotowałam listę potrzeb, gdzie znajduje się 54 pozycji niezbędnych rzeczy, które powinny znaleźć się w nowym domu dziecka. W projekcie tym proponuję, aby osoby przekazały pieniądze na wybraną rzecz z listy lub po prostu przekazały pewną kwotę bez konkretnego przeznaczenia, lecz do mojej decyzji. Natomiast ja odnotuję nazwisko danej osoby i kwotę, którą przekazała i potem jak już otrzymam informacje zwrotne od wszystkich ofiarodawców (spodziewam się, że niektórzy dadzą pieniądze na konkretny cel, niektórzy nie) i wtedy zobaczę jakie są te rzeczy, na które nie przyszły pieniądze z przeznaczeniem i te pieniądze bez przeznaczenia właśnie podzielę na te pozostałe rzeczy, tak więc każdy z ofiarodawców będzie wiedział, na co poszły jego/jej pieniądze. Następnie potem poproszę wszystkich ofiarodawców o przysłanie mi zdjęć, gdyż w tym domu zamierzam powiesić zdjęcia wszystkich ofiarodawców z zaznaczeniem, co dany ofiarodawca zasponsorował, np. „Jan Kowalski, Poland, 2 Beds”. I zdjęcie Jana Kowalskiego będzie wisiało w tym pokoju, gdzie te łóżka się znajdą. Spodziewam się, że niektórzy ofiarodawcy nie będą chcieli dać swego zdjęcia. Jednakże dla tych dzieci jest niezwykle ważne zobaczyć, że ich nowy dom ma wiele twarzy. Wiele twarzy ludzi, którzy podzielili się z nimi swoimi pieniędzmi, wyrażając swą troskę o te dzieci. Wiecie, co to znaczy dla tych sierot? „Bóg się o mnie troszczy, nie jestem zapomniany, są nawet osoby za granicą, którym na mnie zależy”. Takie zdjęcie będzie dla nich motywacja: „choć jestem sierotą, stale mogę coś w życiu osiągnąć, bo komuś na mnie zależy”. Poza tym takie zdjęcia będą pobudzać dzieci do wdzięczności i modlitwy za sponsorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jesteśmy wezwani, aby świadomie budować Królestwo Boże. Wierzę, że ten projekt jest częścią poszerzania Królestwa Bożego. Jest służbą miłosierdzia, na bazie której głosi się Ewangelię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę Was, abyście o tym projekcie pomyśleli jako o prezencie świątecznym dla sierot w Ugandzie. Średnio płacimy za prezenty świąteczne dla naszych bliskich 20-100zl. Zachęcam więc Was do wsparcia tego projektu, abyśmy zostawili po sobie ślad w Ugandzie, przede wszystkim w sercach tych dzieci, dając im niezwykły prezent świąteczny. Jeśli macie jakiś znajomych, którzy może chcieliby się również włączyć do tego projektu, to proszę powiadomcie ich o tym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkich zainteresowanych proszę o kontakt na maila, abym mogła Wam wysłać listę potrzeb oraz podać szczegóły, w jaki sposób przesłać pieniądze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec chciałabym Was zachęcić do troski o biednych Bożą obietnicą z Psalmu 41, 2-4: „Szczęśliwy ten, kto myśli o biednym i o nędzarzu, w dniu nieszczęścia Pan go ocali. Pan go ustrzeże, zachowa przy życiu, uczyni szczęśliwym na ziemi i nie wyda go wściekłości jego wrogów. Pan go pokrzepi na łożu boleści: podczas choroby poprawi całe jego posłanie”. Czyż to nie jest cudowna obietnica? Życzę Wam i sobie polegania bardziej na Panu i Jego Słowie, niż na swoich kalkulacjach.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-375897702847863480?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/375897702847863480/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=375897702847863480' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/375897702847863480'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/375897702847863480'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/10/mj-bg-jehowa-jireh-i-projekt-nowy-dom.html' title='Mój Bóg Jahve-Jireh i projekt &quot;Nowy Dom Dziecka - Nowa Nadzieja&quot;'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/R0FzDhVndpI/AAAAAAAAAC4/taHaFk4KcMM/s72-c/victor.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-8788735460403131547</id><published>2007-10-22T09:07:00.000+02:00</published><updated>2007-10-22T18:59:37.579+02:00</updated><title type='text'>Ewangelizacja w wiosce</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;W miniony weekend mieliśmy młodzieżową konferencję w kościele. Zupełnie inaczej to wyglądało niż rekolekcje, czy konferencje, na których bywałam w Polsce, czy Australii. Z powodu dostępności konferencji dla wszystkich na ugandyjskich wioskach, udział w konferencji jest darmowy. Ludzie śpią w kościele na podłodze. Przynoszą maty ze sobą i coś do okrycia i tak trwają przez czas konferencji. Bez łazienek, bez prywatności, kto z nas poświęciłby się, aż do tego stopnia, aby skorzystać z daru nauczań i modlitwy? Nawet mając wygodne domy rekolekcyjne w Polsce, nie bierzemy udziału w konferencjach lub rekolekcjach z powodu przypuszczalnych niewygód lub rozleniwienia. Jechać 10 godzin pociągiem, czy samochodem na drugi koniec Polski, bo jakiś sługa Boży przyjechał? Nie, to nie dla mnie. Czy nie wystarczy mi wzięcie udziału w lokalnych rekolekcjach dwa razy na rok? Kiedy byłam na studiach w ciągu dwóch lat „zaliczyłam” wszystkie kursy Szkoły Nowej Ewangelizacji. Dzięki tym kursom rosłam duchowo i nie pozwalałam ogniowi Bożemu zgasnąć we mnie. Jeździłam też na wiele rekolekcji. Nie jestem zamożna, po prostu oszczędzałam na ubraniach i jedzeniu, żeby zapłacić wpisowe. Św. Paweł pisze w Liście do Rzymian 12, 11: „Nie opuszczajcie się w gorliwości. Bądźcie płomiennego ducha”. W oryginale czytamy: „Nie bądźcie opieszali i leniwi. Nie dopuśćcie, aby zgasł płomień, który jest w was”. Cóż jednak dzieje się często  w naszym życiu? Ogień Ducha Świętego w nas gaśnie, bo jesteśmy opieszali i leniwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na konferencji miałam nauczanie w sobotę o ewangelizacji, po czym młodzież miała wyjść do wioski, aby głosić Ewangelię, chodząc od domu do domu. Niektórzy byli przestraszeni i czuli się nieprzygotowani do takiego zadania, ale poszli prowadzeni przez liderów grup. Po kilku godzinach wrócili z powrotem, tryskając radością, z iskrzącymi się oczami, opowiadający, czego doświadczyli. Wiele osób w wiosce przyjęło Jezusa jako Pana i Zbawiciela, nawet paru muzułman, niewierzących i jedna osoba z lokalnego kultu. Alleluja! Dotknęło mnie jedno świadectwo młodej dziewczyny, która mieszka z dziadkiem. W sobotę chciała iść na konferencję, ale jej dziadek kazał jej iść w pole. Posłuszna poszła smutna. Po drodze spotkała starszą znajomą, która się jej zapytała czemu jest taka smutna, a dziewczyna na to, że chce iść do kościoła, ale dziadek każe jej kopać w polu. Sąsiadka powiedziała: „ty idź do kościoła, a ja będę za ciebie w polu pracować”. Faith powiada w takich sytuacjach: „nazywają Go Bogiem”. Dziewczyna ta poszła do kościoła, a potem wyruszyła na ewangelizację. Wróciła poruszona, że ludzie którym głosiła, byli dotykani Ewangelią. Bała się jednak wieczorem wrócić do domu, bo bała się dziadka. Kiedy wróciła do domu, dziadek jej nie zbił, za to ona głosiła mu Jezusa i On przyjął Jezusa do swego serca jako Pana i Zbawiciela! Zachęcona dziewczyna rano w niedzielę przed kościołem, odwiedziła sąsiadów z zamiarem głoszenia im Jezusa i sąsiedzi ogłosili Jezusa swoim Panem i Zbawicielem! To było tylko jedno ze wspaniałych świadectw poewangelizacyjnych, jakie słyszałam dziś w kościele. Serce się raduje!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomina mi się teraz sytuacja, która zdarzyła mi się dokładnie dwa lata temu. Pracowałam wtedy jako przedstawicielka medyczna i dużo podróżowałam samochodem, szczególnie w obrębie byłego województwa zielonogórskiego. Czasem zabierałam autostopowiczów, którym dawałam Nowy Testament i głosiłam Ewangelię, świadcząc o żywym Jezusie Chrystusie, Zbawicielu i Panu. W listopadzie 2005r. podwoziłam ze Wschowy do Głogowa około 20-letniego chłopaka – Maćka, który powiedział mi o swoim trudnym położeniu rodzinnym, poczuciu bezsensu życia, bezradności, samotności i ciemności duchowej. Dałam mu Nowy Testament i zachęcałam do powierzenia swego życia Jezusowi jako Panu. Świadczyłam mu o tym, co Bóg zrobił dla mnie osobiście kilka lat temu i jak dał mi nową nadzieję, o tym jak zmieniło się moje życie, kiedy je powierzyłam Jezusowi. Mówiłam także o tym, jak ważna jest osobista relacja z Jezusem, modlitwa i czytanie Biblii oraz o tym, że Bóg go kocha. Zostawiłam mu też numer telefonu do siebie. Po dwóch tygodniach napisał mi smsa, że czyta Biblię, że powierzył życie Jezusowi i że czuje się inaczej, jakby więcej światła było w jego życiu i pojawiła się w nim nadzieja, której wcześniej nie miał i że jest weselszy oraz widzi swoją przyszłość w jasnych barwach. Spotkałam się z nim jeszcze raz na niedługą chwilę, aby porozmawiać o tym, czego doświadcza, jak również chciałam go zachęcić do formacji. Umówiliśmy się, że pożyczę mu książki i kasety religijne. Po kilku dniach chciałam się z nim skontaktować, ale nie odbierał telefonu. Modliłam się, aby Pan pozwolił nam się jeszcze spotkać. Po około dwóch tygodniach zadzwonił do mnie jego brat – Krzysiek, mówiąc, że Maciek zginął tragicznie w wypadku. Byłam na jego pogrzebie tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Wierzę, że Bóg użył mnie, aby doprowadzić Maćka do nawrócenia, do szczerej wiary w Jezusa, aby był zbawiony, gdyż Pan wiedział o dacie jego śmierci i dał mu szansę pojednania się z Nim, którą Maciek wykorzystał. Dziękuję Bogu za tę łaskę, że ten zaszczyt powierzył mi właśnie, że się zatrzymałam, by go podwieźć oraz że nie zamknęłam swoich ust, lecz świadczyłam o Jezusie. Ta sytuacja zachęciła mnie do jeszcze bardziej konsekwentnego głoszenia Ewangelii w tamtym czasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć wiemy, że Jezus powiedział: „idźcie i nauczajcie wszystkie narody” (Ew. św. Mateusza 28, 19), to my czasem mamy różne wymówki na niegłoszenie Ewangelii, tłumacząc się przed swoim sumieniem. Paweł Apostoł głosił „w porę i nie w porę”, mówiąc: „świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku; biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” (1Kor 9,16). Bóg stawia na naszej drodze ludzi niewierzących, abyśmy im ogłosili Dobrą Nowinę, bo jest to jedyna droga do zbawienia ludzi: „Ale jak mają wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? A jak mają uwierzyć w Tego, o którym nie słyszeli? A jak mieli usłyszeć, jeśli nie ma tego, który by im głosił?” (Rzymian 10, 14-15). Przypomina mi się też historia o św. Dominiku, który często nocami modlił się, płacząc przed Bogiem: „Panie, co będzie z grzesznikami?” I następnego dnia chodził po barach, głosząc Ewangelię „w melinach”. To się nazywa pasja głoszenia Ewangelii! Ja wiem, że Pan ma na świecie wielu zapalonych ewangelizatorów, tak w Kościele Katolickim, jak i w innych kościołach chrześcijańskich. Jednak jest również wielu wierzących, którzy będąc usatysfakcjonowani bezpieczeństwem kościoła, nie świadczą o Jezusie. Ktoś może mi zarzuć: „przecież wiemy z Biblii, że nie wszyscy są powołani, aby być ewangelizatorami”. To prawda, ale wszyscy jesteśmy powołani do świadczenia o Jezusie i nie tylko przykładem życia, ale również słowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest wokół nas wielu ludzi, którzy potrzebują Jezusa. Jezus Chrystus jest odpowiedzią na ich problemy, ale oni nie wiedzą o tym, bo my – wierzący – milczymy, kiedy właśnie powinniśmy świadczyć o żywym Jezusie – Zbawicielu i Panu, w którego przecież sercem uwierzyliśmy, bo ktoś nam kiedyś głosił. Ewangelizowanie jest jednym ze sposobów, aby „nie opuszczać się w gorliwości i być płomiennego ducha”. Ile razy modlimy się w kościele: „Panie poślij robotników na swoje żniwo” i siedzimy sobie wygodnie w ławkach kościelnych, nie idąc nawet do naszych znajomych i rodziny, aby im zanieść Jesusa. W 1 Koryntian czytamy: „spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia Słowa, zbawić wierzących”. Mamy wiele „wierzących”, którzy są na drodze do piekła, a my obojętnie na to patrzymy. Widzimy również wielu żyjących tak, jakby mieli żyć wiecznie na ziemi, czy więc zadajemy im kłopotliwe pytania o śmierć? Jak pocieszamy osobę w depresji? „Nie martw się, wszystko będzie dobrze”? Czy tylko taką pociechę mamy do zaoferowania? Przypomina mi się wyraz twarzy pewnego chłopaka, którego podwoziłam. Kiedy już miał wysiadać, zapytałam: „czy chcesz, abym się pomodliła za ciebie?” Nie oczekiwał, że w tamtym momencie się pomodlę za niego, był zszokowany, ale ucieszony. Ja modliłam się „modlitwą ewangelizacyjną”, co znaczy głosiłam mu kerygmat w modlitwie, doprowadziwszy go do otwarcia serca Jezusowi. Jak pocieszamy ludzi? Czy „pociechą, jakiej doznajemy od Boga” (2Kor 1, 4)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku lipca miałam niezwykłą sytuację. Było to w ostatnim moim tygodniu pobytu w Australii. Byłam wykończona fizycznie, gdyż przez ostatni tydzień pakowałam się i załatwiałam ostatnie sprawy w Adelaide. Spałam więc po kilka godzin na dobę, a tej nocy, po której nastąpiła sytuacja, o której chcę napisać, nie spałam w ogóle. Byłam wyczerpana, marzyłam tylko o śnie. Był poranek, a ja przyleciałam z Adelaide do Sydney na „Hillsong” konferencję. Marzyłam tylko, żeby jak najszybciej z lotniska dostać się do domu znajomych i pójść spać choć na kilka godzin. Wysiadłam z kolejki na właściwej stacji i w związku z ciężką walizką, chciałam skorzystać windy, aby znaleźć się na ulicy. Do tej samej windy wsiadła starsza kobieta, która zaczęła się do mnie uśmiechać i mówić, że mam ładne włosy. Miała europejski akcent. Ze zmęczenia nie miałam ochoty z nią się wdawać w rozmowę, tylko się uśmiechnęłam, ale ona mnie zapytała, skąd jestem, więc powiedziałam, że z Polski. Na to ona wykrzyknęła po polsku: „Polka?” No i moje marzenie o jak najszybszym dostaniu się do łóżka szybko się rozwiało. Kobieta ta zaczęła mi opowiadać o swoim życiu w Australii, rodzinie, problemach, itp. Opowiadając o sobie, prawie nie dopuszczała mnie do głosu. Miała wiele złych życiowych doświadczeń, była przygnębiona i płakała. Zapytałam więc, czy mogę się za nią pomodlić, a ona się bardzo ucieszyła. Modliłam się za nią, a potem ją ewangelizowałam, po czym zapytałam, czy chce przyjąć Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela. Ona z rozrzewnieniem powiedziała, że tak. Ta kobieta potem poszła swoją drogą bardzo radosna i „lekka”, a ze mnie całe zmęczenie zeszło, co było faktycznym cudem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko ode mnie zależało, co zrobię: czy otworzę swe usta do „współnarzekania”, czy pozbędę się jej, bo jestem zmęczona, czy dam jej to, co mam najcenniejszego: Jezusa, który jest żywy. Wokół nas  wielu uważa Go jako umarłego, lub siedzącego po prawicy Boga i nie za bardzo zainteresowanymi sprawami ludzi. Kto im powie o żywym Jezusie, jeśli my będziemy milczeć? Podoba mi się odpowiedź Apostołów, kiedy Żydzi kazali zamknąć ich w więzieniu, zabroniwszy im głosić pod wieloma groźbami. Piotr i Jan powiedzieli: „my nie możemy nie mówić, cośmy widzieli i słyszeli” (Dz 4, 20). A my w naszych paputkach, najedzeni i komfortowo siedzący w fotelach, śpiewamy: „Panie Jezu zabierzemy Cię do domu, Panie Jezu nie oddamy Cię nikomu...”&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-8788735460403131547?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/8788735460403131547/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=8788735460403131547' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8788735460403131547'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8788735460403131547'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/10/ewangelizacja-w-wiosce.html' title='Ewangelizacja w wiosce'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-5724449759522452887</id><published>2007-10-15T09:52:00.000+02:00</published><updated>2007-10-15T09:58:40.772+02:00</updated><title type='text'>Pijak i kot</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Muszę napisać, co było naszym udziałem kilka dni temu. Otóż od jakiegoś czasu przychodził pod nasz dom w nocy kot i dziwnie miauczał, takim dziwnym grubym głosem, jakby nie-kot. Ten dźwięk był trochę przerażający. Ja się czasem zastanawiałam, czy by nie wyjść na zewnątrz, aby zobaczyć, co to za dziwny kot. Faith jednak kiedyś mi powiedziała, że to niezbyt rozsądne wychodzić samej na dwór w nocy. Kiedy więc ten kot tak chodził i miauczał, wkładałam zatyczki w uszy, żeby zasnąć. Faith też mi kiedyś powiedziała, że czasem czarownicy „przysyłają” takie koty, gdyż ma to być znakiem nieszczęścia, ale Faith się oczywiście z tego śmieje, wyznając, że będzie „stąpać po wężach i skorpionach i nic jej nie zaszkodzi”, bo Jezus tak powiedział! Więc choćby nawet zebrali się razem wszyscy czarownicy z okolicy i próbowali jej zaszkodzić, to ona będzie się im w twarz śmiać w mocy Imienia Jezus. Ciekawa jest modlitwa Faith każdego poranka. Jest to modlitwa walki duchowej, ale o tym później. Wracając więc do kota – jakiś czas temu ten sam kot znów się pojawił (można go było rozpoznać po tym dziwnym głosie) i tak chodził wokół domu i miauczał. W pewnym momencie usłyszałam pijacki głos jakiegoś mężczyzny, który zaczął coś wykrzykiwać. Trwało to jakieś pół godziny, w końcu kot przestał miauczeć. Zapytałam się brata Faith, co ten mężczyzna mówił. Kenneth bowiem nie spał jeszcze, bo słyszałam go śmiejącego się w jego pokoju. Kenneth powiedział, że ten PIJANY mężczyzna zabraniał temu kotu miauczeć w IMIENIU JEZUSA! Robił to przez pół godziny niezmordowany, aż kot odszedł od naszego domu i jak do tej pory nie wrócił :) Alleluja!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo mnie to poruszyło z wielu powodów. Po pierwsze pijany mężczyzna zdawał sobie sprawę z autorytetu Imienia Jezus. Po drugie nie zniechęcił się w tej specyficznej walce duchowej przez dłuższy okres czasu. Ten człowiek przez pół godziny stał koło naszego domu, walcząc przeciw kotu, prawdopodobnie zdając sobie sprawę z tego, co oznacza taki miauczący kot, chodzący wokół czyjegoś domu. Przypomina mi się, że św. Piotr pisał w swym liście, że diabeł chodzi wokół nas jak „ryczący lew, szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu”. Musimy sobie zdawać sprawę, że diabeł niezniechęcony chodzi wokół naszego życia i miauczy nam w naszych myślach, miauczy nam w naszych emocjach, miauczy nam w naszych ciałach, miauczy nam w pewnych okolicznościach naszego życia! Faith lubi mówić, że diabeł to nie jest twój kuzyn, żebyś się miał z nim spoufalać i wchodzić w układy, ale spojrzeć mu prosto w oczy i wykrzyczeć: „wynocha z mojego życia, z moich myśli, z mojego ciała, z moich emocji, z moich relacji, wynocha (get out)!!!!!!!!!!!!!!!” Chciałabym, żebyście ją mogli usłyszeć, jak krzyczy diabłu „wynocha”, kiedy modli się za swoje życie lub za życie innych ludzi i swojego kraju, aż ciarki przechodzą. Słychać ją na kilometr. Faith dodaje: „jeśli myślisz, że wystarczy diabłu raz powiedzieć, żeby odszedł i już nie wrócił, to się mylisz, on nie jest gentelmanem, żeby miał to uszanować, że sobie go nie życzysz w swoim życiu. Faith więc modli się modlitwą walki duchowej każdego poranka. Powołuje się czasem na tę historię z Ew. Mateusza 8, 5-13, gdzie setnik wyjaśnia sprawę swego autorytetu: „mówię temu „idź”, a idzie, tamtemu „chodź”, a przychodzi, a innemu „zrób to”, a robi. I ona modli się: „diable, odejdź z mojego życia w Imieniu Jezusa, ale najpierw chodź tu i oddaj, co ukradłeś!!!”. Amen!!! Amen w życiu każdego z was, którzy czytacie tego bloga! Diable, rozkazuję ci w Imieniu Jezus wynocha z życia moich przyjaciół, wynocha!!!! Ale najpierw oddaj im, co ukradłeś!!!!!!!! Oddaj im zmarnowane dni i lata!!!!!!, Oddaj im pieniądze, które stracili przez twoje knowania!!!!!!!!, Oddaj im zdrowie!!!!!!!!, Oddaj im spokój i pełnię w małżeństwie!!!!!!!!, Oddaj im powodzenie w każdej dziedzinie ich życia!!!!!! Oddaj im godność!!!!!!!! Oddaj im wiarę i nadzieję!!!!!!!!! Oddaj im czystość!!!!!!!! Oddaj im stracone relacje!!!!!!!! Oddaj im klarowność umysłu!!!!!! Oddaj im Wolność!!! A teraz Imieniu Jezus – wynocha z naszego życia!!!!!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście tam, gdzie są wykrzykniki, jak krzyczałam ze złością, myśląc o tych, którzy każdego dnia POZWALAJĄ się diabłu okradać, a nawet „karmią kotka mleczkiem”. Ktoś mógłby zapytać, „co ty się Honia tu wygłupiasz, czy to od razu trzeba krzyczeć?” Przypomnij sobie proszę kogoś, kto cię ostatnio z równowagi wyprowadził, tak że puściły ci nerwy, albo męża/żonę/dzieci, z powodu których ostatnio krzyczałeś/aś tak, że cię było słychać. „Po co zaraz krzyczeć, nie wystarczy wyszeptać?” Ja nie wiem, w jaki sposób można wyszeptać gniew? W modlitwie walki duchowej musisz się zdenerwować na diabła. Wyjść na zewnątrz do tego kota w nocy i pogonić go sprzed twego domu. Ogłosić: „ja i mój dom będziemy służyć Panu”. Jezus powiedział o diable, że nie ma on nic swego w Jezusie (św. Jana 14, 30). To jest nasze zadanie: nie pozwolić diabłu, aby miał cokolwiek swego w naszym życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Faith opowiedziała mi pewną prawdziwą historię o misjonarzu w Nigerii. Pewnej nocy poczuł, że jego łóżko się samo przesunęło o metr. Nieprzestraszony, zapalił lampę i powiedział z pewnością w głosie: „diable wiem, że to ty przesunąłeś moje łóżko, teraz więc ci rozkazuję w Imieniu Jezus, przesuń to łóżko z powrotem!!!” Gdy łóżko wróciło na swe miejsce, misjonarz ten powiedział: „a teraz wynocha z tego pokoju”!!!!!!!!! To się nazywa stanięcie w autorytecie. Może diabeł nie przesuwa nam łóżek, ale nieźle nam miesza w życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My jednak w naszych życiu często pozwalamy temu kotu przychodzić pod „nasz dom” i miauczeć, a nawet przynosimy mu mleczko. I co – kotek przychodzi następnego dnia i następnego, a za chwilę leży już na twojej kanapie, wyciągając pazury, kiedy chcesz usiąść. Tak się dzieje w naszym życiu, kiedy nie rozpoznajemy diabelskiego działania i pozwalamy mu przejmować kontrolę nad kolejnymi sferami naszego życia. Oczywiście, że kot nie znajdzie się od razu na kanapie. To jest proces, podobnie jak w naszym życiu. Diabeł jest strategiem i wie, w jaki sposób nas zdołować i odebrać dziedzictwo, które mamy w Jezusie, nie dopuszczając nas do życia pełnią w Jezusie, rujnując nasze życie krok po kroku. On jest bardzo cierpliwy i systematyczny!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś się może oburzyć: czemu poświęcasz czas diabłu na blogu, zamiast pisać o Jezusie. Właśnie dlatego, że się nie uczy wierzących walki duchowej, diabeł obejmuje rządy w naszym życiu, w naszych domach, rodzinach, miastach i krajach. Jezus powiedział: „widziałem szatana”. Pan Jezus może nie tyle nauczał o diable słowami, ale swoim działaniem. Zbadaj Ewangelie i zobacz jak wiele miejsca jest poświęcone służbie Jezusa w uwalnianiu zniewolonych ludzi. Widzimy Jego gniew na obecność diabła w życiu ludzi. Po zmartwychwstaniu Jezus powiedział: „dana jest mi wszelka władza” i tę władzę przekazał nam. W Biblii angielskiej w Ew. Łukasza 10, 19 czytam, że Jezus dał wierzącym autorytet nad diabłem. A co my robimy z tym autorytetem? Czy w ogóle żyjemy jako chrześcijanie z autorytetem w Jezusie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawstydziłam się ostatnio samą sobą, że tak łatwo jest mi się poddać lękowi, zamiast wziąć autorytet w Jezusie do każdej sytuacji. Napisałam bowiem do kogoś w mailu, że rozmawiałam ostatnio z Faith o wężach w Ugandzie, których jest zresztą wiele. I Faith mi powiedziała, że na tej górze, gdzie zwykłam chodzić się modlić, również można je spotkać. Więc się przestraszyłam i postanowiłam więcej nie chodzić na tę górę. Jednakże było mi szkoda, gdyż zawsze na tej górze doświadczałam Pana. Kiedy uświadomiłam sobie, że poddałam się lękowi, zamiast polegać na słowie Bożym, bardzo się zawstydziłam sobą, ale też rozzłościłam na diabła, który próbował wpędzić mnie w „kozi róg” strachu. Oczywiście pogoniłam diabła i usunęłam wszystkie węże z mojej drogi w Imieniu Jezusa, biorąc autorytet, który Pan Jezus nam przekazał. Oczywiście nie przestanę chodzić na moja górę modlitwy, nie pokażę diabłu, że może mnie jakimiś wężami przestraszyć. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że powinnam się kierować rozsądkiem w tych okolicznościach, ale ja wiem, że w tych okolicznościach, jeśli dziś dopuszczę lęk do swego serca, to jutro lęk będzie mną rządził. Człowiek autorytetu mówi, że choćby diabeł zesłał na niego tysiąc chorób, to on je zrzuci z siebie jak niepotrzebny płaszcz. W Imieniu Jezusa! Jest pewna angielska piosenka: „weź moc, która jest w Imieniu Jezus, aby uciszyć burzę w twoim życiu i rozpętać burzę w życiu diabła”. Amen! Kto chce dziś wziąć tę moc do swego życia? Ja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drugim liście do Koryntian 10, 3-6 św. Paweł pisze, że mamy stosować duchową broń w walce z diabelskimi dziełami w naszym życiu. Mamy moc burzenia diabelskich twierdz, udaremniania diabelskich knowań i do zmuszania wszystkiego do posłuszeństwa Jezusowi. Mamy też moc budowania tego, co diabeł zniszczył w naszym życiu. Cegła po cegle każdego dnia, ogłaszając to w rzeczywistości duchowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jednak pewne „ale”. Czytamy o tym w liście do Efezjan 6, 10-17: W końcu, bracia moi, bądźcie mocni w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stójcie tedy, opasawszy biodra swoje prawdą, przywdziawszy pancerz sprawiedliwości i obuwszy nogi, by być gotowymi do głoszenia ewangelii pokoju, a przede wszystkim, weźcie tarczę wiary, którą będziecie mogli zgasić wszystkie rozżażone pociski złego; weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, którym jest Słowo Boże”. W walce duchowej musisz mieć pewność, że nie ma w twoim życiu żadnego świadomego grzechu, z którego nie chcesz zrezygnować, ani nieprzebaczenia, bo wtedy twój pancerz byłby dziurawy i mogłoby by ci się oberwać. I czy rzeczywiście Imię Jezus coś dla ciebie znaczy, czy Jezus jest twoim Panem? Czy poddajesz mu swe życie naprawdę, czy tylko pozornie. Ja niemal codziennie się modlę, aby Pan mnie osądził, aby Pan zbadał moje serce, czy nie ma tam grzechu, żeby Duch Święty oświecił mój umysł, pokazując mi moje grzechy, których do tej pory nie widziałam. I muszę wam powiedzieć, że jakieś dwa miesiące temu miałam na wspomnianej górze, zresztą w strumieniach deszczu, niesamowitą modlitwę, kiedy nagle Pan pokazał mi grzechy, z których nie pokutowałam. Płakałam w duchu uniżenia, dziękując za Jezusa, w którym moje grzechy mogą mi zostać natychmiast wybaczone. Jeśli będziesz wołać o objawienie prawdy w twoim życiu, to na pewno Pan odpowie na tę modlitwę, bo jest to modlitwa zgodna z wolą Bożą, zgodna z Biblią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym nasza modlitwa walki duchowej powinna być poprzedzona modlitwą relacji z Jezusem jako osobistym Panem i Zbawicielem w uwielbieniu i uniżeniu, aby stanąć przeciw diabłu w autorytecie Jezusa. Jest to jak z historią o tej małej dziewczynce, która zwróciła uwagę pewnemu chłopakowi, że nie powinien deptać trawnika, ale on nie chciał jej słuchać, więc ona powiedziała: „zobaczysz, mój tato ci pokaże”. Chłopak się tylko z tego śmiał i nic sobie z tego nie robił. Po chwili pojawił się ojciec tej dziewczynki, który był bardzo wysoki i dobrze zbudowany. Dziewczynka, stojąc za swym ojcem wychyliła się zza jego nóg i powiedziała: „mówiłam ci, że mój tato ci pokaże, mówię ci przestań deptać nasz trawnik”. I chłopiec uciekł przestraszony. Gdy dziewczynka stanęła w autorytecie swego ojca, wtedy chłopak się jej posłuchał. My w naszej modlitwie walki duchowej powinniśmy robić to samo. Stanąć w autorytecie naszego Pana, gdyż ten autorytet został nam przekazany przez Niego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów się rozpisałam, ale nie mogłam się z Wami nie podzielić tym doświadczeniem z kotem :) Do boju, do boju, do boju!!!!!!!!!! W Imieniu Jezusa rusz się z miejsca i walcz o swe dziedzictwo w Jezusie!!!!!!! Nie daj się diabłu dłużej okradać!!!!!!!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-5724449759522452887?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/5724449759522452887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=5724449759522452887' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5724449759522452887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/5724449759522452887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/10/pijak-i-kot.html' title='Pijak i kot'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-7693689082598793703</id><published>2007-10-12T08:33:00.000+02:00</published><updated>2007-10-13T22:22:33.084+02:00</updated><title type='text'>Zombi i kanibale</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Jest parę rzeczy, który chciałabym dziś napisać. Pierwszą z nich jest prawdziwa historia pewnej dziewczyny. Ta historia zdarzyła niedawno, a słyszałam ją parę dni temu od Kennetha brata Faith. Otóż w pewnej wiosce żyła piękna dziewczyna, którą każdy chciał wziąć za żonę. Niestety dziewczyna ta zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach i pogrzebano ją. Jakiś czas po jej pogrzebie jeden z jej wielbicieli wybrał się do innej wioski w swoich sprawach. Kiedy przechodził obok pola zobaczył tam dziewczynę, która kopała w ogrodzie, a która wyglądała dokładnie jak ta, którą niedawno pochowano. Próbował więc z nią rozmawiać, ale wyglądała na nieobecną i jakby w ogóle go nie słyszała i nie widziała. Wrócił więc ten mężczyzna z pośpiechem do ojca tej dziewczyny, powiedzieć, że ją widział kopiącą w ogrodzie w innej wiosce. Ojciec ten niedowierzając sam tam pojechał i kiedy ją zobaczył, stwierdził, że to jego córka, ale ona ich w ogóle nie rozpoznawała, zajęta kopaniem, jakby była zaprogramowanym robotem. Wobec tego obaj wrócili do jej grobu i go odkopali, szukając jej ciała. Okazało się jednak, że jej ciała nie było w grobie. W znacznie większej grupie wrócili do tamtej wioski i przyczajeni śledzili tę dziewczynę, gdy wracała z pola. Następnie, gdy wtargnęli do jej domu, zobaczyli starszego mężczyznę, a w około niego wiele młodych pięknych dziewczyn. Jak się później okazało, były one również uznane za martwe i pochowane przez swoje rodziny. Mężczyźni ci zmusili tego człowieka do wyznania prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okazało się, że stosował pewne zaklęcia Czarnej Magii i zioła, aby wprowadzić te dziewczyny w stan czasowej śmierci, po czym po ich pogrzebach, przychodził w nocy i wykradał ich ciała z grobów, zanosił do swojego domu i czekał na ich obudzenie się. Potem je wykorzystywał do pracy w swoim polu. Czary i specjalne zioła trzymały te dziewczyny w dziwnym amoku, tak że wyglądały jak filmowe Zombi. Myślę, że wielu z was oglądało te horrory z Zombi, ale ja zawsze myślałam, że to wytwór hollywoodzkiej wyobraźni. Okazuje się jednak, że te rzeczy dzieją się w Afryce naprawdę. Jak usłyszałam tę historię to przede wszystkim pomyślałam, jak straszne i okrutne rzeczy diabeł potrafi robić z tymi, którzy nie należą do Jezusa. Jednakże co ciekawe, tego rodzaju zioła i zaklęcia nie działają na chrześcijan, o czym afrykańscy czarownicy wiedzą. Sprawdza się tu Boża obietnica z Iz 54, 17: „wszelka broń ukuta na ciebie będzie bezskuteczna, potępisz wszelki język, który zmierzy się z tobą w sądzie, takie będzie dziedzictwo sług Pana”. Chrześcijanie mogą być pewni, że są chronieni Krwią Jezusa, jak krew baranka paschalnego chroniła domy Izraelitów w Egipcie, gdy anioł śmierci niósł spustoszenie. Dziś też Krew Baranka Bożego chroni nas przed działaniem „wroga naszego zbawienia” – diabła, który „przychodzi, aby kraść, zabijać i niszczyć” (J 10, 10). Jeżeli jednak chrześcijanie nie są czujni i żyją ich chrześcijaństwo bezmyślnie, dają się okradać przez diabła z ich dziedzictwa w Jezusie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś tydzień temu Faith pokazała mi swoją bluzkę i powiedziała: „widzisz te dwie dziury? Tego nie zrobił ani szczur, ani gwóźdź. To są magiczne wycięcia materiału, aby je poddać czarom, które miałaby mi wyrządzić coś złego. Co ja bym zrobiła, gdybym nie miała Jezusa i Jego Krwi nad sobą? Co by mnie chroniło?” Faith mówi, że przez tego rodzaju czary wiele ludzi traci zdrowie, zwierzęta gospodarskie, a nawet i życie. Niektórzy mogą poddawać w wątpliwość te rzeczy, ale oprócz tego, że w Biblii o nich czytamy, to tutaj w Afryce ludzie tego niestety doświadczają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również kilka dni temu dowiedziałam się, że w Ugandzie i w Afryce naprawdę są kanibale! Natomiast rzadko przybiera to formę porwań ludzi i potem zabijania ich, aby ich zjeść. Obecnie kanibale wykradają ludzkie ciała z grobów, a potem je gotują i jedzą. Obrzydliwe! Faith przy tej historii modliła się, „dziękuję Ci Jezu za to, że chrześcijaństwo dociera do ludzi Afryki, tak że mogą porzucać te praktyki, odnajdując prawdziwe życie i zbawienie w Jezusie”. Faith powiedziała, że chrześcijaństwo przyniosło wiele pozytywnych zmian w kulturze i życiu ludzi Afryki. W tych okolicznościach módlmy się: „Panie poślij robotników do swojej winnicy. Boże powołaj i wyslij misjonarzy!” Amen.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-7693689082598793703?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/7693689082598793703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=7693689082598793703' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7693689082598793703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7693689082598793703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/10/zombi-i-czary.html' title='Zombi i kanibale'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-223265024190700859</id><published>2007-10-01T09:35:00.000+02:00</published><updated>2007-10-13T09:37:58.279+02:00</updated><title type='text'>Pogrzeby, Home Again, król Tooro i łaska</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Nie miałam możliwości wstawić posta wcześniej, gdyż od ponad tygodnia nie mieliśmy dostępu do Internetu. Faith nie miała pieniędzy na zapłacenie rachunku. Kiedy jedni moi przyjaciele w Polsce dowiedzieli się o tym, dali nam pieniądze na ten cel. Dziękuję Wam z całego serca! Niech Pan zaspokoi wspaniale każdą Waszą potrzebę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa tygodnie temu byłam na dwóch pogrzebach w jednym dniu :( Zwyczajem mieszkańców wioski jest przyjść na pogrzeb, dlatego Faith chodzi na wszystkie pogrzeby we wsi, a nawet wcześniej już towarzyszy takiej rodzinie. Jak tylko się dowie, że ktoś zmarł - niemal natychmiast jedzie do takiej rodziny, żeby być z nimi i wesprzeć ich na duchu. Pogrzeb na ugandyjskich wsiach wygląda bardzo podobnie jak w Polsce na wsiach, tyle że najczęściej odbywa się przy domu i osoba jest chowana w mogile przy domu. Tylko w miastach są cmentarze. Jeżeli osoba była wyznania katolickiego lub anglikańskiego to Msza odbywa się właśnie przy domu. Pierwszy był pogrzeb młodej dziewczyny, która została potrącona przez samochód w Kampali. Pisałam jakiś czas temu, że trzeba tam być bardzo ostrożnym jako pieszy, bo kierowcy jeżdżą jak szaleni. Drugi pogrzeb był starszej kobiety, której siedmioro dzieci zmarło wraz z synowymi i zięciami wskutek AIDS. Kobieta ta mimo wszystko trzymała się dzielnie i wychowywała sama dwanaścioro wnucząt, a wraz z nimi była pod opieką „Bringing Hope”. Prawie wszyscy wnukowie są już dorośli. Jest jeden 15-letni chłopak Moses, którym miała się zaopiekować po śmierci babci dalsza rodzina. Na pogrzebie Faith zapytała go, czy chce zostać z rodziną, czy ma go zabrać do sierocińca. Zaskoczyło mnie kiedy powiedział, że chce, żeby go zabrała. Z tego, co wiem, on bardzo ufa Faith, że chce dla niego jak najlepiej, bo doświadczył tego w ciągu 6 lat bycia pod opieką „Bringing Hope”. Tak więc przenieśliśmy go kilka dni temu do sierocińca, który nosi nazwę „Home Again” (dom ponownie). Faith nie pozwala, żeby ktokolwiek mówił „sierociniec”. Mówi: „robimy wszystko, by te dzieci miały ponownie swój dom”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłym tygodniu spędziłam wieczór z tymi dziećmi, gdyż miały tydzień modlitwy za różne sprawy i chciałam się dołączyć do tych modlitw. Wspólne uwielbienie z nimi było dla mnie wielką zachętą. Dzieci te modlą się w taki sposób, w jaki nigdy w moim życiu nie widziałam dzieci modlących się: z wielkim zaangażowaniem i wiarą. Myślę, że to wielka zasługa Faith oraz Ewy - wychowawczyni domu dziecka. Chciałabym, żeby każdy z Was miał okazję ich posłuchać. Niestety większości nie rozumiałam, bo się modlą w swoim języku, ale czasem ktoś dla mnie tłumaczył. Mam bardzo na sercu te dzieci, gdyż mieszkają w tak opłakanych warunkach, że serce się kraje. W domu Faith mieszkają poza Faith, mną i bratem Faith, cztery młode dziewczyny, które pomagają w prowadzeniu domu, a są uczennicami w szkole zawodowej. Nasze posiłki są znacznie lepsze, niż w większości ugandyjskich domach, gdyż trzy razy w tygodniu jemy mięso :) Kiedy je się posiłek nie należy brać więcej na talerz, niż można zjeść, gdyż jest niewłaściwym zostawianie niedojedzonego jedzenia na talerzu, głównie z powodu panującej tu biedy. Przy pewnej kolacji, gdy jedna dziewczyna zostawiła na talerzu ryż i mięso, Faith strasznie się zezłościła na nią. Nakrzyczała na tę dziewczynę, że nie docenia tego, co ma, że „jej dzieci” w „Home Again” jedzą codziennie przez okrągły rok fasolę i posho, a ona śmie zostawiać na talerzu ryż i mięso! Pomyślałam wtedy o naszych domach, gdzie często wyrzucane jest jedzenie. Dzięki mojej mamie, która mnie tak wychowała, ja zawsze starałam się szanować jedzenie i starannie robiłam moje zakupy, żeby nic się nie marnowało, ale i tak czasem wyrzucałam jedzenie. Kiedy jesteś w Afryce i obserwujesz tutejszą biedę, robi ci się bardzo wstyd na myśl o marnowanym jedzeniu. Już teraz widzę, jak bardzo zmienia się moje nastawienie do tego, co mamy w Polsce – z narzekania na wdzięczność. Kiedyś byłam „typem narzekającym” na sytuację gospodarczo-polityczną w naszym kraju. Nie sądzę jednak, abym po życiu w Afryce narzekała na cokolwiek. Niezwykle mi brakuje możliwości kąpieli w wannie lub wzięcia prysznica, gdyż jak wiecie, codziennie myję się w misce z powodu skromnych warunków, w jakich żyjemy. Brakuje mi tak wielu rzeczy, do których przywykłam w Polsce, że czasem jest to przyczyną pokus, aby wracać do domu. Nie poddaję się jednak i nie poddam się, choć muszę uczciwie przyznać, że nie jest mi lekko i niemal codziennie mam myśli o powrocie do domu. Jestem jednak przekonana, że jestem w miejscu mojego powołania, dlatego dziękuję Bogu, że pozwala mi „zwyciężać w Jezusie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Księdze Rodzaju w rozdziale 15 czytamy, że Abraham miał złożyć ofiarę. Jednakże w czasie oczekiwania na Boży ogień, który miał przejść przez ofiarę, nadleciały sępy, które próbowały się dobrać do ofiary. Czytamy, że Abraham je odpędził. Jest to dla nas duchową lekcją, że w sytuacji naszego poświęcenia zawsze pojawią się „sępy”, czyli różnego rodzaju podszepty diabelskie, aby zniszczyć naszą ofiarę, lecz co my powinniśmy zrobić? Co zrobił Abraham? Po prostu je odpędził. Piotr Apostoł pisze w swoim liście: „wiecie, że diabeł jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć; mocni w wierze przeciwstawcie się jemu, a ucieknie od was”. Tak więc w wierze przeciwstawiam się różnego rodzaju duchowym „sępom”. Wszystko zaczyna się od myśli, jak czytamy w Biblii – toczy się bitwa o nasz umysł i niełatwo jest wypełnić radę św. Pawła: „wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co czyste, co sprawiedliwe, co miłe, co zasługuje na uznanie, jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym, to miejcie na myśli” (Flp 4, 8). Jakie są nasze myśli? Jak często myślimy raczej o tym, co nie jest prawdziwe, ani godne, ani czyste, ani sprawiedliwe, ani nie zasługuje na uznanie i sami się pchamy w pułapkę diabła. Ten, kto potrafi kontrolować swoje myśli, aby je przestawiać na właściwy „Boży tor” jest prawdziwie na drodze do zwycięstwa w każdym wymiarze swego życia: fizycznym, psychicznym i duchowym!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisałam jednak o dzieciach z „Home Again”. Kiedy odwiedziłam ich ostatnio, Faith pokazała mi pewne owady na ścianie pokojów, które wyglądały jak małe, czarne biedronki i powiedziała: „to są „bedbags”, które żywią się ludzką krwią, ze ścian przechodzą na ciało i piją krew. Mamy ich wiele tutaj w tym budynku, ale pozbycie się ich jest kosztowne i nie stać nas na to”. Kiedy się o tym dowiedziałam, to odechciało mi się odwiedzać „Home Again”, gdyż zawsze jest ryzyko, że jakiś „bedbag” urządzi sobie na mnie ucztę. Zamierzałam nawet zostać z dziećmi na noc, ale jak Faith pokazała mi, że bedbags gnieżdżą się w drewnie w przerwach na łóżkach, na których śpią dzieci, to stchórzyłam. Oczywiście będę nadal odwiedzać dzieci z sierocińca, ale nie wiem, czy się odważę, aby zostać tam na noc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmawiałam też ostatnio z wychowawczynią „Home Again” o potrzebach dzieci. Nie mogłam uwierzyć, kiedy mi mówiła o tym, co potrzebują, bo wydawało się jakby nie mieli kompletnie nic. Nie mówię tu tylko o osobistych potrzebach dzieci, ale także o potrzebach sierocińca. Mają na przykład tylko 3 miski na 31 osób. Nie mają pościeli, śpią pod kocami, nie mają poduszek. Maja tylko kilka lamp, a potrzebują trzy razy więcej. Dzieci nie mają nawet bielizny osobistej!!! Wielką potrzebą są moskitiery, bo komary przenoszą malarię i średnio raz w miesiącu dzieci łapią malarię, która czasem jest zagrożeniem dla życia. Zapisałam wszystkie ich potrzeby w arkuszu Excel i wyszło mi 50 pozycji. Nie mówiąc już planie urozmaicenia ich jedzenia, gdyż jak wiecie, jedzą codziennie fasolę i posho (gotowana mąka kukurydziana). Czy wyobrażasz sobie siebie jedzącego cały rok dzień po dniu to samo? Tak bardzo mi żal tych dzieci, jak i wielu innych, które spotykam tu każdego dnia. Faith otrzymała pieniądze z USA na budowę nowego budynku sierocińca, ale nie wystarcza na wykończenie go, ani na zakup nowych łóżek (gdyż jak wiecie w starych łóżkach żyją bedbagi, a nie chcemy ich zabierać do nowego miejsca). Gdyby ktoś z was poczuł się zainspirowany do zasponsorowania łóżka, albo krzesła, albo pościeli, albo czegokolwiek innego – proszę skontaktujcie się ze mną na maila.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio w niedzielę Faith przemawiała w kościele i zachęcała ludzi z kościoła do podzielenia się tym, co mają. Byłam wzruszona jak ci, którzy żyją w biednych warunkach dawali na przykład: kurę, dwa kubki fasoli, miskę ziemniaków, 500 szylingów (1zł), 7 kubków mleka, itp. dla dzieci z „Home Again”. Jak wiemy z Biblii, kiedy dzielimy się z biednymi tym, co mamy to nam nie ubywa – taka Boża kalkulacja :) Znamy tę kościelną piosenkę: „dzielmy się wiarą jak chlebem”, ale często w życiu wierzących okazuje się, że nie tylko nie dzielimy się wiarą, ale nawet chlebem…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu w kościele pewna kobieta złożyła świadectwo, które mnie bardzo poruszyło. Ktoś ukradł jej w nocy dwie kury z kurnika, a ta kobieta jest biedna. Jak rano się spostrzegła, to bardzo się zasmuciła. Postanowiła się jednak nie poddawać zwątpieniu, ale modliła się o to, żeby jej kury się odnalazły. Jak można odnaleźć dwie kury po wielu godzinach? Mało to kur we wsi i na rynkach? Wydaje się to tak absurdalne, ale ta kobieta modliła się z wiarą. Modlić się z wiarą oznacza oczekiwać. Faith powiedziała mi kiedyś, że o pewne rzeczy modli się tylko raz i je otrzymuje! To się nazywa wiara! Tak więc ta kobieta modliła się przez kilka dni, nie poddając się zwątpieniu i jednocześnie szukając tych kur na rynkach w okolicy. Niezwykłe jest to, że je znalazła!!! Rozpoznała swoje kury, kiedy zobaczyła, jak ktoś je niósł, ale ta osoba wyparła się, że ich nie ukradła, tylko kupiła i wskazała od kogo. Kiedy razem dotarli do wskazanej osoby, ta również się wyparła. Wtedy ta kobieta wykrzyknęła do Boga: „weź mnie pod swoją opiekę, okaż się sprawiedliwy, przecież wiem, że to moje kury”. Wtedy ta druga osoba się przyznała, że je ukradła i kobieta ta odzyskała swoje kury. Czy możecie to sobie wyobrazić? Wydaje się to tak nieprawdopodobne oraz fakt, że głośnym ogłoszeniem Bożej sprawiedliwości przez tę kobietę złodziej został zmuszony do przyznania się, pod wpływem Ducha Żyjącego Boga, który „przekonuje świat o grzechu”. Chwała Bogu, który troszczy się o nas i znając każdego z nas po imieniu bierze w opiekę tych, „którzy dniem i nocą wołają do Niego”, jak powiedział Jezus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłam w Kampali kilka dni temu, aby odnowić moją wizę. Udałam się tam z Wincentem, który jest wolontariuszem „Bringing Hope”. Jego siostra pracuje w Urzędzie Emigracyjnym, dlatego postanowiliśmy poprosić ją o list polecający do właściwego urzędnika. Chwała Bogu za te koneksje, gdyż okazało się, że na lotniku zmieniono moja wizę z trzymiesięcznej na jednomiesięczną, ale nie poinformowano mnie o tym. Wobec tego dwa miesiące byłam nielegalnie w Ugandzie! Dzięki Bogu wszystko zostało pomyślnie załatwione. Wincent stoi mocno w autorytecie, który otrzymaliśmy od Jezusa. Powiedział mi, „Honia, kiedy ja gdziekolwiek idę jestem pewny Jezusa we mnie, bo nie jestem byle kim, ale dzieckiem wielkiego Boga i Jego łaska idzie przede mną, aby czynić ludzi przychylnymi mi”. Przypomina mi się biblijny Daniel, albo Józef Egipski, którzy mieli „łaskę w oczach ludzi”. Wierzę, że to dziedzictwo jest dziś z nami, bo o tym mówi też Słowo Boże, ale często z tego nie korzystamy i zamiast zachowywać się jak synowie i córki Wielkiego Króla, zachowujemy się jak dzieci wieśniaka. Tydzień temu byłam na celebracji rocznicy koronacji króla w Fort Portal. Widziałam króla regionu Tooro (gdzie mieszkamy) oraz prezydenta Ugandy z bardzo bliska, gdyż jako „Muzungu” usadzono mnie w pierwszym rzędzie. Król ma tylko 15 lat, a został koronowany jak miał 3 latka na miejsce ojca, który zmarł. Ten nastolatek zachowywał się dostojnie jak król i nawet jeśliby zdjęto z niego królewskie ubranie nadal powinien zachowywać się jak król, choć w stosunku do swojej mamy powinien być synem. Czy to nie jest lekcja dla nas? W stosunku do ludzi wokół nas powinniśmy się zachowywać jak dzieci królewskie, natomiast w stosunku do naszego Ojca w niebie powinniśmy przychodzić w uniżeniu. Natomiast my często mamy właśnie odwrotną postawę. Przychodzimy dumnie do Boga, a uniżamy się przed ludźmi. Czasem dlatego nasze modlitwy nie są wysłuchiwane, gdyż Bóg „pokornym daje łaskę, ale pysznym się sprzeciwia”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poproszono mnie, abym podzieliła się swoim świadectwem w naszym kościele pewnej niedzieli, co mnie przeraziło, gdyż nawet nie jestem w stanie zawsze wyrazić się po angielsku, a co tu dopiero mówić o głoszeniu po angielsku. Nie mogłam się jednak wycofać. Modliłam się więc na jaki temat mam mówić i zastanawiałam się, czy mam jakieś nauczanie, które mogłabym skopiować, ale Pan mi powiedział: „nie chcę, abyś powtarzała cudze nauczania, ja dam ci własne objawienie”. Tak więc modliłam się przez kilka dni, czekając na „objawienie” i je otrzymałam, a nawet trzy. Pisząc „objawienie” mam na myśli naukę, jaką możemy wyciągnąć z fragmentu Biblii, który nie wydaje się tak oczywisty. Następnym razem napiszę na blogu w skrócie to, co odebrałam z Księgi Rodzaju 29, 32-35. W każdym razie, kiedy się przygotowywałam, wielokrotnie chciałam się poddać, bo wydawało mi się, że mnie to przerasta. Biblia jednak mówi, że kiedy przychodzi Boża łaska, czyni nas zdolnymi zrobić to, czego nie potrafimy. Wzięłam więc tę łaskę i chociaż wydawało mi się, że nie dam rady – głosiłam dziś w kościele jakieś 80 minut po angielsku! Ludzie byli poruszeni, ja zresztą też, gdyż wiedziałam, że to nie moja zasługa, ale Pan przeze mnie działa. Po południu zadzwonił jeden pastor, aby mnie poprosić o głoszenie Słowa w jego kościele w najbliższym czasie. Mam też zaproszenia od kilku innych. Piszę o tym, aby was zachęcić do polegania bardziej na Bożej łasce, a nie na własnych możliwościach, bo jak pisał św. Paweł: „ilekroć jestem niedomagam, tylekroć jestem mocny”. Przypomina mi się sytuacja, kiedy byłam w Australii i pracowałam w Domu Starców. Był tam jeden pacjent, co do którego stale traciłam cierpliwość i potem się winiłam za to, ale nie potrafiłam znaleźć w sobie wystarczająco cierpliwości. Modląc się więc, wzięłam obietnicę z Listu do Hebrajczyków 4, 16: „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę dla uzyskania pomocy w stosownej chwili”. „Stosowną chwilą” była niezdolność do bycia cierpliwą w tamtym momencie. Powiedziałam więc Panu w modlitwie: „ja Honorata jestem niezdolna do okazania cierpliwości temu pacjentowi, ale łaska Boża może mnie do tego uzdolnić”. Uwolniłam się od wysiłku starania się bycia cierpliwą i przyjęłam Bożą zdolność – łaskę, aby zmienić swe zachowanie. I co się stało? Byłam zszokowana mną samą, gdyż bez wysiłku wychodziła ze mnie miłość i cierpliwość do pacjentów. Zachęcam więc was wszystkich do porzucenia „wysiłków”, a wzięcia „łaski”, aby nasze chrześcijaństwo przestało być „wysiłkiem” bycia uczniem Jesusa, a stało się „przymną łatwizną”, dzięki łasce Bożej. Amen.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-223265024190700859?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/223265024190700859/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=223265024190700859' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/223265024190700859'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/223265024190700859'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/10/pogrzeby-home-again-krl-tooro-i-aska.html' title='Pogrzeby, Home Again, król Tooro i łaska'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-2252007520369076400</id><published>2007-09-14T17:08:00.000+02:00</published><updated>2007-09-14T17:26:25.601+02:00</updated><title type='text'>Dzieci i Bóg Jehovah-Jireh</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Muszę podzielić się z Wami tym, co doprowadziło mnie do łez parę tygodni temu. Pewnego dnia jak wracałam z biura do domu, wybrałam drogę na skróty przez pola. Po kilku minutach spaceru przyłączyło się do mnie kilkoro dzieci, które szły za mną wąską ścieżką. Przywitałam się z nimi i zaczęłam rozmawiać, ale nie rozumiały zbytnio po angielsku, dlatego kontynuowałam mój spacer. Dzieci te jednak zachowywały się dość dziwnie, jakby chciały mi zrobić coś złego, lub zabrać mój plecak, tak że się przestraszyłam. Zatrzymałam się więc i czekałam na ich reakcję. Jedna dziewczyna około 12 lat wyciągnęła rękę i powiedziała: „daj mi pieniądze”. Ja jej odpowiedziałam: „ty daj mi pieniądze, bo ja nie mam pieniędzy, które mogłabym ci dać, mam siebie i siebie mogę ci dać”. Dzieci te szły ze mną spokojnie dalej, odprowadzając mnie do domu. Po kilku dniach znów szłam tą samą ścieżką i te dzieci znów zaczęły mi towarzyszyć. Ta sama dziewczyna, która poprzednio zażądała pieniędzy ode mnie, powiedziała mi: „mam pieniądze dla ciebie” i dała mi 200 szylingów. Za te pieniądze można kupić 4 banany lub 2 gumy do żucia, a butelka cola-coli kosztuje 500 szylingów. Czyli dała mi grosze, ale wiem, że dla niej była to duża suma pieniędzy. Wzruszyło mnie to do łez. Potem otrzymałam od tych dzieci listy, że mnie kochają i cieszą się, że jestem z nimi i jeżeli mogę, to oni proszą o kredki, buty i ubrania. Jak mam więc to zrobić? Proszę więc was o dotacje finansowe na ten cel, jeśli ktoś z Was miałby to na sercu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Faith powiedziała mi, że święta Bożego Narodzenia oznaczają dla każdego ugandyjskiego dziecka: mięso na obiad, buty i nowe ubranie. Mam szczególnie na sercu dzieci z Domu Dziecka, który prowadzi „Bringing Hope”. Dzieci te mieszkają w bardzo prymitywnych warunkach. Nie mają biurek, krzeseł, ani stołów w domu. Mają tylko łóżka w skromnym budynku. Rzeczy trzymają na łóżkach. Śpią po dwie osoby na łóżku. Nie mają zabawek. Jednakże mają wspaniałą wychowawczynię – Ewę, która stara się być dla nich matką. Mają też wiele radości i życia w sobie. Rano i wieczorem wspólnie się modlą, a kiedy śpiewają, słychać ich w promieniu 400 m, choć jest ich tylko 25 osób. A jak te dzieci potrafią się modlić! To mogłoby wzbudzić poczucie wstydu u wielu gorliwych wierzących. Mimo więc, że te dzieci mieszkają w takich prymitywnych warunkach, nie mają zbytnio odzieży i butów, jedzą prawie codziennie posho i fasolę, to jednak mają wiarę w sercach i nadzieję, że Bóg zainterweniuje w ich potrzebach. A Bóg przecież posługuje się chrześcijanami, aby zaspokajać ludzkie potrzeby. Chcę je więc zachęcić do napisania listów do św. Mikołaja i przesłać je wszystkim moim znajomym i przyjaciołom oraz rodzinie razem ze zdjęciami dzieci. Wierzę, że wielu z Was zechce spełnić te dziecięce pragnienia. I za to z góry Wam dziękuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Faith chciałaby w tym roku zorganizować przyjęcia świąteczne dla wszystkich sierot, które są pod opieką Bringing Hope, czyli dla około 1500 dzieci. Dzieci powinny dostać posiłek z mięsem oraz odzież, buty i materiały szkolne. Koszt paczki świątecznej dla jednego dziecka to około 50 zł. Pan Jezus powiedział: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili”. Wiem, że wszyscy mamy wydatki, szczególnie na święta, ale byłoby cudownie, gdyby moja rodzina, przyjaciele i znajomi podzielili się na święta tym, co mają z tymi, którzy praktycznie nie mają nic. Wielu z Was widziało zdjęcia domu dziecka, wiecie więc, że nie przesadzam. Co mam napisać, aby poruszyć Wasze serca do wsparcia tej misji? Co mam napisać, aby wielu z Was porzuciło lęk o jutro, bo właśnie ten lęk często zatrzymuje nas przed szczodrym dawaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta dziewczynka dała mi 200 szylingów. Wyglądała na osobę, której rodzice są biedni. Podzieliła się swoim „majątkiem” bez lęku, odpowiadając na moją „potrzebę”. Te 200 szylingów leżą na moim stole i codziennie jak na nie patrzę, przypominają mi o obietnicy Jezusa: „szukajcie wpierw królestwa Bożego, a wszystko inne będzie wam dodane”. Dwa dni temu Faith opowiedziała mi historię sprzed 7 lat, kiedy Pan ją wezwał do porzucenia pracy i założeniu „Bringing Hope”. Pewnego dnia powiedziano jej, że w domu skończyło się jedzenie, woda, drewno, środki chemiczne itp., a na dodatek minął termin zapłaty za czynsz za mieszkanie. Faith nie miała jednak ani jednego szylinga w portfelu. Upadła więc na kolana i modliła się do Boga, że nie po to ją wezwał do porzucenia pracy, żeby teraz ona i sieroty, które miała pod opieką w domu, miały z głodu umierać. I gdy tak się modliła, ktoś zapukał do drzwi. Po otworzeniu osoba, którą Faith znała z tylko z widzenia, powiedziała, że Bóg ją wezwał, aby dała jej 40.000 szylingów. Faith była pod wrażeniem Bożej inicjatywy i szybkiego działania! Ale na tym nie koniec tej historii. Kiedy ta osoba się pożegnała, Faith poszła do swojego pokoju z tymi pieniędzmi, ciesząc się i śpiewając na chwałę Bożą, ale Bóg jej przerwał i powiedział: „chcę żebyś zaraz wysłała te pieniądze znajomemu pastorowi”. Faith powiedziała: „Boże, to na pewno nie Ty do mnie przemawiasz” i zaczęła chodzić po całym domu, próbując schować te pieniądze, jakby chcąc zagłuszyć głos, mówiący do niej bardzo wyraźnie. Po pewnym czasie zmagania się z sobą, poddała się i powiedziała: „dobrze Boże, zrobię to”. Kiedy zapakowała pieniądze do koperty z zamiarem wysłania ich do wskazanej osoby, ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to był syn tego pastora, któremu Faith miała podarować te 40.000 szylingów! Przyszedł coś odnieść, więc Faith go zaraz odesłała do ojca z tą kopertą. Po chwili zadzwonił jej telefon. Odbierając, usłyszała głos znajomego, który jej powiedział: „czuję, że mam Ci dać pieniądze, spotkajmy się na mieście, abym mógł ci je dać”. Kiedy Faith szła na umówione miejsce, spotkała innego znajomego, który jej powiedział: „cieszę się, że cię widzę, bo od jakiegoś czasu Bóg mi mówił, abym dał ci tę kwotę pieniędzy”. Faith nie mogła wyjść z podziwu dla Boga, który w tak cudowny sposób zatroszczył się o nią, zwłaszcza, że Duch Święty przynaglił ją do pójścia potem do banku i sprawdzeniu, czy nie ma jakiś przelewów. Kiedy tam szła, śmiała się sama do siebie, bo nie spodziewała się żadnych wpłat. Jakież było jej zaskoczenie, kiedy powiedziano jej, że przyszły trzy wpłaty. Co było najdziwniejsze - od osób, których Faith nie znała i nigdy w swym życiu nie spotkała. W ciągu tylko tego jednego dnia Bóg przez te osoby dał jej 800.000 szylingów! Faith powiedziała mi: „wiem, że doświadczyłam tego niezwykłego Bożego zaopatrzenia, ponieważ oddałam te 40.000 szylingów, kiedy Bóg mi kazał, gdybym tego nie zrobiła, utraciłabym szansę zobaczenia, jak Bóg cudownie zaopatruje tych, którzy Mu ufają”. W Księdze Rodzaju w 22 rozdziale, 14 wersecie, czytamy, że jednym z Bożych Imion jest „Jehovah-Jireh, co znaczy „Bóg, który zaopatruje”. Jest to jedyne miejsce w Biblii, które objawia to Boże Imię, a jak wiemy, Boże Imiona objawiają Boży charakter. W tym miejscu w Biblii czytamy również o chyba największym poświęceniu, do jakiego Bóg kiedykolwiek wezwał kogokolwiek. Bóg wezwał Abrahama do ofiarowania Izaaka. Faith mówi, że w miejscu jej największego poświęcenia Bóg objawił się jej tego szczególnego dnia jako „Jehovah-Jireh”, cudownie ją zaopatrując. Powiedziała mi też: „i wiesz Honia, od tego dnia wcale się nie boję pustego portfela, bo wiem, że Boże zaopatrzenie jest w drodze. Robię tak ze swoimi prywatnymi pieniędzmi, jak i z finansami „Bringing Hope”. Kiedy czuję, że Bóg wzywa mnie, żeby skarbnik zapłacił za transport chorego dziecka do szpitala naszymi ostatnimi pieniędzmi, robię to, bo wierzę, że za chwilę otrzymamy skądś pieniądze i zawsze tak się dzieje. I wiesz Honia, od tych 7 lat Bóg nigdy się nie spóźnił”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tygodnia gości w domu Faith jej znajomy wierzący – Paul (29 lat), który złapał tyfus i był w szpitalu. Potrzebuje on czasu, aby odpocząć i dojść do siebie. Dowiedziałam się ostatnio, że kilka lat temu Bóg dał mu wizję założenia „góry modlitwy wstawienniczej za narody”. Ta góra mieści się kilka km od wioski, gdzie mieszkamy. Dzieją się tam cuda i ludzie doświadczają Bożej obecności. Ludzie przybywają tam się modlić we dnie i w nocy. Kiedy Bóg dał mu tę wizję, ten mężczyzna był zwykłym „studencikiem”, co prawda gorejącym miłością do Boga, ale nie był nikim szczególnym. Po skończeniu studiów, kupił więc tę ziemię na szczycie wskazanej góry. Nie chcę teraz wnikać w szczegóły, jak to dzieło się rozwijało, ale ten wierzący przeszedł przez wiele trudności oraz również został doprowadzony do poświęcenia wszystkiego, co miał, gdyż Bóg wezwał go do sprzedania krów, które miał i przeznaczeniu tych pieniędzy na potrzeby „góry modlitwy”, jak np. zbudowania zadaszenia. Przyszedł dzień, kiedy ten człowiek nie miał już nic. Nie miał też źródła utrzymania. Nie miał żadnych pieniędzy. To był pierwszy rok działania tej góry i okoliczne kościoły były nieufne, nie wysyłały wierzących, żeby się tam modlić. Okoliczni księża i pastorowie stali z boku i się w to nie angażowali. Brat ten sprzedał wszystko, co miał, dał samego siebie, swój czas i zaangażowanie i przez rok wydawało się, że to było na próżno, bo nie było widać żadnych owoców. Był u kresu wytrzymałości fizycznej i duchowej. Wybrał się więc na tę górę, aby powiedzieć Bogu, że rezygnuje. Był sam na tej górze i wołał do Boga, że jeśli „On go wezwał, żeby sprzedał wszystko, co ma i teraz ma być żebrakiem z opinią „dziwaka z wizjami”, to on rezygnuje z takiego Boga i takiej służby”. Modlił się: „jeżeli Ty mnie Boże naprawdę powołałeś do tego dzieła, to ja TERAZ czekam na doświadczenie Twego zaopatrzenia, a jak nie, to ja z tego rezygnuję”. Kiedy tak wołał desperacko do Boga, poczuł przymus wewnętrzny, żeby rozejrzeć się dokoła. Ku swemu zaskoczeniu zobaczył pieniądze na trawie. Zauważył też banknot w innym miejscu i jeszcze w innym. I tak podnosił pieniądze z ziemi, jak grzyby w lesie. Te pieniądze pojawiły się znikąd, bo wcześniej ich tam na pewno nie było, poza tym ludzie prawie tam nie przybywali, szczególnie z pieniędzmi :) bo są biedni. Tego dnia nazbierał sporą sumę pieniędzy. Taka sytuacja nigdy mu się już nie powtórzyła, mimo że ludzie zaczęli potem masowo przybywać na tę górę. Paul nie znalazł nigdy już więcej żadnych pieniędzy na tej górze! Od tego momentu doświadczył także przełamania w sferze swoich finansów. Po usłyszeniu takiego świadectwa byłam bardzo zachęcona, że nasz Bóg jest Bogiem żywym, zainteresowanym naszymi sprawami i tak bliskim, że można Go niemal realnie dotknąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marzy mi się takie zaufanie Bogu, jakie ma Faith i Paul. Marzy mi się takie prowadzenie Ducha Świętego, jakiego oni doświadczają. Marzy mi się taka zdolność słyszenia Boga, aby być pewnym każdej decyzji. Faith mnie jednak pociesza: „Honia, nie jest z tobą tak źle, słyszałaś Boga, wzywającego cię do przyjazdu do Ugandy i miałaś wystarczająco odwagi, aby iść za tym szalonym wezwaniem, poświęcając tyle pieniędzy i chociaż wszyscy naokoło odradzali ci to.” Wierzę jednak, że w miejscu tego poświęcenia doświadczę Boga, który jest „Jehovah-Jireh”, o co się i dla Was modlę…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-2252007520369076400?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/2252007520369076400/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=2252007520369076400' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/2252007520369076400'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/2252007520369076400'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/09/dzieci-i-bg-jehovah-jireh.html' title='Dzieci i Bóg Jehovah-Jireh'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-2476725643718854588</id><published>2007-09-08T10:47:00.000+02:00</published><updated>2007-09-08T11:21:43.725+02:00</updated><title type='text'>AIDS, czarownicy i synowie Boży</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Chciałabym napisać tym razem o kwestii AIDS. Niestety statystyki AIDS w Ugandzie są zaniżane, prawdopodobnie tak samo, jak w innych krajach Afryki. Dzieje się to m.in. dlatego, że nie ma finansów na przeprowadzenie testów na HIV na szeroką skalę. Dopiero, kiedy ktoś tafia do szpitala z problemem zdrowotnym, robiony jest test na HIV. Jednakże taka osoba, żyjąc w nieświadomości, mogła już w międzyczasie zarazić kilka osób, Przed przyjazdem do Ugandy dowiedziałam się ze stron rządowych, że poziom zarażonych HIV jest nie wyższy, niż 15%, natomiast w czerwcu „Bringing Hope To The Family” otrzymała pieniądze na przeprowadzenie 1000 testów na HIV w okolicy. Wśród wszystkich osób przetestowanych, ponad 400 było zarażonych HIV, czyli 40%! Takie dane można by uzyskać z prawie każdego regionu Ugandy. Problem HIV jest nadal wielką bolączką Afryki. Przyczyn jest wiele: niechęć (szczególnie mężczyzn) do poddania się testom, wielożeństwo, rozwiązłość seksualna, brak szerokiej propagandy anty-AIDS, brak właściwej higieny, niski poziom opieki medycznej, a także wiara w czary (niektórzy chorzy na AIDS są traktowani jako osoby, na które ktoś rzucił czary i „leczeni” przez lokalnych czarowników). W lipcu Faith straciła wujka zarażonego HIV z tego właśnie powodu. Przebywał w szpitalu leczony z powodu powikłań, ale rodzina zabrała go po paru dniach ze szpitala, bo stwierdzili, że czarownik lepiej mu pomoże. Po kilku dniach zmarł, choć w szpitalu by go uratowano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślałam, że zarażeni HIV są gdzieś tam w głębi wsi. Kiedy się dowiedziałam, że dzielę dom z zarażoną dziewczyną, a mała dziewczynka, z którą się ostatnio bawiłam, jest też nosicielką wirusa HIV to byłam zszokowana, że HIV jest obok mnie. Nie wystraszyłam się, ale postanowiłam być ostrożniejsza w kontaktach z miejscowymi. Siostra Faith i jej mąż oraz jedna z ich córek mają HIV. Wielu jej przyjaciół i członków rodziny umarło z powodu AIDS. Faith powiedziała, że nie mogła już dłużej na to bezczynnie patrzeć. Kiedy modliła się dokładnie siedem lat temu we wrześniu za tę sytuację w swojej rodzinnej wiosce, powodowana współczuciem i bezradnością, wołała do Boga o jakiś cud. Bóg jej odpowiedział, że to ona będzie kanałem cudów, jakie spłyną na tę społeczność przez jej służbę. Zrezygnowała więc z dobrej pracy i założyła „Bringing Hope”, chcąc służyć bliźnim w potrzebie, zwłaszcza zarażonym HIV, sierotom i wdowom. Choć Bóg mówił jej do serca o tym, były w niej różne obawy i lęki. Głównie chodziło o pieniądze. Nie miała bowiem żadnych środków finansowych. Jednakże w ciągu minionych siedmiu lat Bóg doprowadził do rozrostu tej organizacji, a zasięg pomocy ludziom w potrzebie jest zdumiewający, w porównaniu z tym, jak to wyglądało na początku. Faith opowiedziała mi parę historii o tym, jak wyglądały początki i muszę przyznać, że nie mogę się już doczekać, kiedy w końcu zaczniemy pisać jej książkę, gdyż wszystko brzmi niezwykle fascynująco. Była jedna sytuacja, kiedy Faith naprawdę chciała się poddać i zrezygnować. Jej brat został aresztowany w wyniku oskarżenia osoby, która bardzo szkodziła organizacji. Zamiast do więzienia zabrano go jednak do domu pewnego czarownika, który przez swoje zaklęcia próbował go otumanić i zabić. Tego rodzaju rzeczy naprawdę działają tu na ludzi, którzy nie poddają się pod panowanie Jezusa i nie wzywają Jego Imienia i ochrony Jego Krwi. Ludzie zapadają tu na dziwne choroby lub giną w niewyjaśnionych okolicznościach poprzez czary, za którymi jak wiemy stoi książę ciemności – diabeł. Posługuje się on czarownikami, którzy w sposób świadomy lub nie, oddają mu się pod panowanie w zamian za pewnego rodzaju władzę i wpływ. Diabeł nimi manipuluje i kontroluje, wprawiając ich w transy i wizje, aby przestraszyć lub wprowadzić ludzi w podziw. O tego rodzaju sytuacjach możemy przeczytać w wielu miejscach w Biblii. W Dziejach Apostolskich czytamy o Szymonie czarowniku, który chciał kupić władzę czynienia cudów od Pawła oraz o kobiecie, która była pod wpływem ducha wróżącego. W Dz 19, 19 jest mowa o ludziach, którzy uprawiali magię, ale kiedy przyjęli Jezusa jako Pana, palili te książki. W Księdze Powtórzonego Prawa 18, 10-14 jest napisane: „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza. Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój”. Niektórzy, kiedy czytają ten fragment nie odnoszą go do dzisiejszej rzeczywistości, gdyż wyżej wymienione rzeczy nazywane są dziś modnymi określeniami. Może myślicie, że przesadzam. Polecam więc niektóre strony internetowe, na których możecie więcej przeczytać o duchowych zagrożeniach: &lt;a href="http://www.newage.info.pl/"&gt;http://www.newage.info.pl/&lt;/a&gt; &lt;a href="http://www.apologetyka.katolik.net.pl/"&gt;http://www.apologetyka.katolik.net.pl/&lt;/a&gt; &lt;a href="http://www.mateusz.pl/"&gt;http://www.mateusz.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.psychomanipulacja.pl/"&gt;http://www.psychomanipulacja.pl/&lt;/a&gt; &lt;a href="http://www.apologetyka.com/"&gt;http://www.apologetyka.com/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słyszałam wiele świadectw osób, które zajmowały się tego rodzaju rzeczami, a ich życie totalnie uległo ruinie. Zawsze na początku jest świetnie, ale potem nie wiesz czemu zaczynasz doświadczać depresji bez powodu, albo zaczynają cię trapić choroby lub koszmary, nie mówiąc już o lękach i różnego rodzaju trudnościach życiowych. Znam osobiście kilka osób, które zostały uwolnione od złych duchów, które stały za wyżej wymienionymi praktykami i dominowały życie tych osób. Znam młodą kobietę, która oddala swe życie Jezusowi, ale w modlitwie czuła, że coś ją ogranicza. Nie potrafiła jednak tego sprecyzować. Poprosiła kilka osób, aby się za nią pomodliły (byłam jedną z tych osób). Bóg poprowadził nas w modlitwie o jej uzdrowienie ze zranień z okresu życia płodowego. Kiedy modliliśmy się bodajże o uzdrowienie w siódmym miesiącu jej życia płodowego, wtedy ona zaczęła spazmatycznie płakać bez wyraźniej przyczyny. My jednakże nie ustawaliśmy w modlitwie, aż ona się uspokoiła. Choć nie do końca wiedzieliśmy, co się dzieje, ufaliśmy, że to Jezus ją uzdrawia i uwalnia z czegoś. Kobieta ta, kiedy wróciła do domu, zapytała swoją mamę, co się zdarzyło, kiedy była z nią w ciąży w siódmym miesiącu. Jej mama nawet się długo nie zastanawiała, gdyż pamiętała tamto wydarzenie. Powodowana ciekawością, gdyż bardzo chciała znać płeć dziecka, poszła do wróżki. Brzemię tego grzechu spoczęło także na jej córce, uniemożliwiając jej doświadczenie pokoju serca i wolności w Jezusie. Po tamtej modlitwie ta kobieta powiedziała, że nigdy nie doświadczyła takiej wolności i „lekkości” wewnętrznej. Jeżeli tego rodzaju praktyki, jakie wymieniłam powyżej, były kiedykolwiek twoim udziałem, a ty nie wyznałeś/-aś tego Bogu, zrób to natychmiast i pokutuj z tych grzechów, a Bóg ci wybaczy i „oczyści od wszelkiej nieprawości” (1J 1, 9).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisałam jednak o bracie Faith – Krzysztofie, w domu czarownika. Otóż po próbach otumanienia go czarami, czarownik rzucił w niego nożem, sądząc że Krzysztof jest nieprzytomny, ale on siedział pod wąską strużką światła księżyca, podającej z małego otworu dachu i widząc nóż lecący w swoim kierunku, odchylił się. Bóg go uratował. Inna sytuacja zdarzyła się w domu mamy Faith, kiedy pewien chłopak wpadł tam, uciekając, jak mówił, przed czarownikiem. Kiedy usiadł na krześle pojawił się obok niego wąż! W pomieszczeniu tego węża oczywiście wcześniej nie było. Pojawił się z znienacka. Chłopak był przerażony, ale mama Faith powiedziała: „w Imieniu Jezusa wężu, nie wyrządzisz żadnej krzywdy nikomu w tym pokoju” i wąż odpełzł na zewnątrz. Faith ma wiele historii tego rodzaju do opowiedzenia. Chwała Jezusowi, bo w Jego Imieniu jest potężna moc!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bringing Hope To The Family” ma stronę internetową &lt;a href="http://www.bringinghope.org/"&gt;http://www.bringinghope.org/&lt;/a&gt;, gdzie możecie dowiedzieć się więcej o ich działaniach i projektach. Właśnie w ten sposób znalazłam BHTF, będąc jeszcze w Australii. Szukałam wiarygodnej organizacji w Ugandzie, aby im finansowo pomóc. Nie zarabiałam kroci w Australii, ale postanowiłam się podzielić z tym co mam z biednymi. Przekonałam się, że biedni w Afryce, to nie to samo, co biedni w Polsce, USA, czy Australii. Tu ludzie często nie maja nawet jednej pary butów! Mięso jedzą tylko raz w tygodniu, a czasem i rzadziej. Dzieci chodzą czasem pół-nagie, bo nie mają odzieży. Umierają z powodu malarii i innych chorób, na które my mamy szczepionki i lekarstwa. To jest bieda!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W niemal każdej rodzinie są osoby zarażone HIV. Spośród sierot w Afryce 70% dzieci straciło rodziców z powodu AIDS. Jak wspomniałam, siostra Faith i jej mąż mają HIV, młodsza ich córka Liz jest zdrowa, starsza - Ester jest zarażona HIV. Nikt by jednak nie powiedział, że Ester ma HIV, bo jest tak pełna życia. Osoby zarażone HIV otrzymują od rządu za darmo leki podnoszące odporność. O ile odżywiają się prawidłowo i wszelkie ich choroby są leczone odpowiednio oraz w początkowym stadium, to mają duże szanse na długie i w miarę komfortowe życie. Mając w sobie dziwne stereotypy o AIDS, na początku bałam się bawić z Ester, ale się przełamałam i teraz jesteśmy najlepsze koleżanki :) Jest niezwykły potencjał w tej dziewczynce. Jest bardzo bystra. Łzy się cisną do oczu, bo gdyby nie pomoc Faith, to Ester kilkakrotnie już by umarła z powodu malarii, bo jak wiecie, organizm osób zarażonych HIV nie ma mechanizmów do zwalczania chorób, jak u osób zdrowych. Wobec tego osoba mająca HIV, może umrzeć z powodu przeziębienia. Przez pewien czas mieliśmy również w domu Christine, dziewczynę ze szkoły zawodowej, która trafiła do szpitala nieprzytomna z powodu zapalenia płuc i pewnie by umarła, gdyby nie obecność organizacji Faith. W szpitalu zrobiono jej test na HIV i okazało się, że jest zarażona. Jest ona jedną z moich uczennic, więc znałam ją przedtem. Kiedy dowiedziałam się, że jest zarażona, było mi bardzo przykro z jej powodu, że za chwilę dowie się, iż choruje na nieuleczalną chorobę. Kiedy Christine wróciła ze szpitala, Faith zatrzymała ją w swoim domu, aby ją dożywić i aby ona doszła do siebie po zapaleniu płuc. Będąc w domu nic nie robiła. Głównie leżała w łóżku. Po pewnym czasie Faith pytała ją: „jak się czujesz Christine?” Ona powiedziała, że dobrze i Faith zaczęła ją traktować jak osobę zdrową, dając jej wymagania i mówiąc: „nie jesteś już chora, dlatego wstań z łóżka, zaściel je, posprzątaj pokój, nakryj do stołu, masz życie przed sobą, zacznij żyć!” To zmieniło totalnie jej postawę z beznadziei na nadzieję na życie. Christine wraca do szkoły, żeby się uczyć krawiectwa i żyć jak zdrowi ludzie. Ludzie z HIV są wokół mnie, ale już mnie to nie przeraża. Oczywiście, że jestem ostrożna, ale nie ma we mnie takiej bariery psychicznej, jak poprzednio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg w sercu pobudza Faith to zbudowania nowoczesnego szpitala, który jest tu bardzo potrzebny. Jest to jednak niezwykłe wyzwanie finansowe. Faith jest kobietą wiary i polega nie na tym, co widzialne, ale na tym, co Bóg rysuje jej w sercu. Jak to mawiała pewna osoba: „nie porusza mnie to, co widzę, nie porusza mnie to, co czuję, ale porusza mną to, w co wierzę”. Faith widzi ten szpital oczyma wiary, dlatego już śmiało mówi o tym projekcie, nie mając jeszcze pieniędzy na ten cel, ani nie wiedząc, kiedy Bóg to zrobi. Ona jednak wierzy, że to Boże dzieło, a jak mawiają niektórzy: „God’s will – God’s bill” („Boża wola, Boży rachunek”). Paweł Apostoł pisze w jednym z listów: „bo w wierze, a nie w oglądaniu pielgrzymujemy”. Wierzymy, że Bóg zainspiruje wielu ludzi, aby dali pieniądze na ten cel i przyśle wolontariuszy, którzy zbudują szpital, a także przyśle lekarzy i pielęgniarki z zagranicy jako wolontariuszy, aby tu pracowali i szkolili personel szpitala. Nawet teraz Faith modli się o lekarzy, którzy by przyjechali tutaj jako wolontariusze na jakiś czas, nawet na kilka tygodni. Proszę was, jeśli macie znajomych lekarzy powiedzcie im o „Bringing Hope”, może Bóg ich pobudzi do przyjazdu tutaj. Organizacja, choć ma finansowe problemy, mogłaby nawet znaleźć pieniądze na pokrycie części kosztów przelotu, gdyż bardzo im zależy na przyjeździe lekarzy wolontariuszy na czas choć kilku tygodni lub oczywiście na dłuższy czas. Organizacja prowadzi małą przychodnię, gdzie codziennie przyjmuje się pacjentów, a w każdą środę najbardziej potrzebujący jadą 60 km do sąsiedniego miasta do szpitala. Faith od dawna modliła się o pieniądze na zakup 15-osobowego vana, żeby w ten sposób zabierać więcej chorych do szpitala, gdyż organizacja ma tylko stary 5-osobowy samochód, do którego czasem pakuje i 12 osób, gdyż chorzy nie mają pieniędzy na dotarcie do szpitala. Czasem samochód musi obracać dwa razy, aby zabrać pozostałych chorych, co oczywiście podraża koszty transportu. Do czego zmierzam: dwa dni temu dowiedzieliśmy się, że pewien businessman z USA postanowił dać organizacji czek na $15.000!!! Akurat tyle, ile kosztuje nowy van! Chwała Bogu! Faith mówi, że w tym dziele zupełnie nie polega na ludziach, ale na Bogu, bo to jest Jego organizacja, ona tylko nią zarządza. Sama podejmuje mniejszej wagi decyzje, bo w tych ważnych zawsze pyta Boga, co powinna zrobić i nie podejmuje decyzji, aż nie uzyska wewnętrznej pewności w swoim sercu i związanego z tym pokoju serca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Albowiem ci wszyscy, których prowadzi Duch Święty są synami Bożymi” (Rzymian 8, 14). W tym miejscu w oryginale greckim jest użyte słowo, które oznacza „dojrzałe dziecko”, w przeciwieństwie do wiersza 16, gdzie czytamy: „Ten Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi” i w tym miejscu słowo dzieci, oznacza małe dzieci. Kiedy rodzimy się przez wiarę w Jezusa jako nowe stworzenia, jesteśmy dziećmi w wierze, które mają wzrastać do „człowieka doskonałego, do miary wielkości według pełni, jaka jest w Chrystusie” (Efezjan 4, 13). Będąc przy Faith, mam okazję zobaczyć w praktyce, co to znaczy być dojrzałym dzieckiem Bożym i „dziedzicem” (Efezjan 1, 18). Chwała za to Bogu, bo od dawna zastanawiałam się nad tym tematem i różnicą między dzieckiem Bożym a synem\córką Bożą (co Biblia wyraźnie rozgranicza). I wiem, że wielu chrześcijan do śmierci pozostaje na etapie dziecka Bożego i nigdy nie wchodzą w dziedzictwo duchowe w Chrystusie, odzwierciedlając w sobie charakter Jezusa i działając w Jego autorytecie. Modlę się, abyśmy wszyscy przeszli od „dziecięctwa Bożego” do „synostwa Bożego”. Amen.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-2476725643718854588?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/2476725643718854588/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=2476725643718854588' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/2476725643718854588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/2476725643718854588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/09/aids-czarownicy-i-synowie-boy.html' title='AIDS, czarownicy i synowie Boży'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-2455534902654977761</id><published>2007-08-31T16:38:00.000+02:00</published><updated>2007-09-02T17:14:55.928+02:00</updated><title type='text'>Kreatywność, sieroty, i miłość…</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Tym razem chciałabym napisać więcej o biedzie, którą widzę wokół. Pisałam wcześniej, że takiej biedy, jaka jest tu – nie znajdziecie w Polsce. Ludzie często nie mają nawet jednej pary butów, albo mają tylko jedną parę. Wyjeżdżając z Australii wysłałam do Polski co najmniej 8 par butów, które tam kupiłam. Kolejne kilka par mam w Polsce. Do Ugandy przywiozłam 3 pary butów i kupiłam tu jeszcze 2 pary sandałów. Pewna dziewczyna ze szkoły zawodowej zobaczyła moje buty w przedsionku i powiedziała: „czy możesz dać mi jedną parę butów? Te, co mam na sobie są moją jedynymi butami, jakie mam i jak widzisz, rozlatują się”. Ja zaczęłam się tłumaczyć: „ale jedne buty są do kościoła, jedne półbuty na co dzień, a drugie jak pada deszcz, a jedne sandały do chodzenia po domu, a drugie jak jest ciepło, więc nie mogę ci dać żadnych z moich butów, bo potrzebuję każde z tych par”. Jednakże potem było mi tak bardzo przykro i smutno i nie mogłam myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, że Jezus powiedział: „byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie”, więc postanowiłam zdobyć dla niej buty. Miałam też inną tego rodzaju sytuację, kiedy jedna dziewczyna z sierocińca szła boso, choć wcześniej zawsze widziałam ją w butach (tu dzieci prawie zawsze chodzą boso na co dzień, a nawet do szkoły, bo mają tylko jedną parę butów „na specjalne okazje”). Tak więc powiedziałam, chodź ze mną – dam ci moje sandały. Nie zrobiłam nic wielkiego, nadal mam moje kilka par butów, ale zrobiłam, co mogłam. Ludzie jedzą tu głównie posho (ugotowana mąka kukurydziana) i fasolę jako główny posiłek. Dzieci idą często do szkoły bez śniadania. Dzieci noszą podarte ubrania, bo często mają parę innych ubrań na „specjalne okazje”. Wiele domów jest pokryte strzechą. W wielu domach nie znajdziesz szaf, ani krzeseł, ani stołów, czasem nawet łóżek. Wiele domów nie ma okien szklanych, a tylko drewniane okiennice. Taka sytuacja jest głównie na wioskach, bo w miastach są murowane domy i sytuacja finansowa mieszkańców jest nieco lepsza, jednakże 70% mieszkańców Ugandy mieszka na wsiach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisząc o tutejszej biedzie, chcę poruszyć wasze serca, abyście byli w stanie podzielić się z biednymi tym, co macie. Owszem, możemy wrzucić do budki Caritasu niepotrzebne ubrania, bo zastąpiliśmy je innymi nowymi w szafie. Ile masz ubrań w swojej szafie? Czy zabierzesz je z sobą do nieba? Ja wysłałam z Australii do Polski 50kg rzeczy, a w Polsce mam kolejne 2 kartony ubrań. Myślę, że jest czas dla mnie pokutować z niewłaściwego zarządzania moimi pieniędzmi i nadmiernego rozpieszczania siebie. Ile masz torebek moja droga siostro? Ja mam co najmniej 10. Ile masz par spodni? Ja mam co najmniej 15. Ile masz spódnic i bluzek? Ja mam tyle, że nawet nie potrafię ich policzyć. Jest czas, aby pokutować, że kupując kolejną parę jeansów nie myślałam raczej o tych, którzy są nadzy, że ich nie przyodziałam. Mam teraz postanowienie dotyczące mojego podejścia do zakupów. My kobiety mamy z tym problem :) Nie mówię, że mamy chodzić 3 lata w tych samych butach lub nie kupić sobie nowej pary spodni, bo tamte już nam się znudziły, ale zróbmy dobry użytek z tymi ubraniami, których nie potrzebujemy. Owszem, możemy je wrzucić do buki Caritasu i mieć „święty spokój” oraz poczucie, że „zrobiłam coś dobrego”. Zrozumcie mnie dobrze, ja nikogo nie oskarżam, nie osądzam i nie mówię, że mamy nie wrzucać naszych niepotrzebnych ubrań do budek Caritasu. Ja chcę was zainspirować do zrobienia czegoś więcej z tym, czego już nie potrzebujecie, ale nie tylko ubrań. Na przykład wystaw te ubrania lub coś innego na aukcji &lt;a href="http://www.allegro.pl/"&gt;http://www.allegro.pl/&lt;/a&gt; albo skrzyknij swoich znajomych i zrób zbiórkę takich ubrań w jednym miejscu np. w kościele, organizując akcję dobroczynną, z przeznaczeniem tych pieniędzy na „nagich” w Afryce, w Indiach lub w Peru. Mamy w sobie tego samego Ducha, który był z Bogiem, w czasie stwarzania świata. Masz Ducha kreatywności! Wydobądź Go na zewnątrz! Boże idee, inspiracje i pomysły są w tobie! W każdym z nas jest Boża kreatywność. Kreatywność pojawia się, gdy widzisz potrzebę, ale nie widzisz możliwości jej zaspokojenia i musisz szukać nowych rozwiązań. Ja nauczyłam się współpracować z Bożym Duchem kreatywności we mnie, co wielokrotnie już się objawiło w czasie mojego pobytu w Ugandzie i nie wywyższam tu siebie, ale „łaskę Bożą, która potężnie działa we mnie” (jak pisał Paweł Apostoł). Na przykład w kościele nie mamy żadnych innych instrumentów oprócz bębnów. Myślałam, żeby kupić tamburyny, ale nie mam zbyt wiele pieniędzy tutaj (jest jeden brat w Polsce, który mnie wspiera 100 zł miesięcznie, co jest dla mnie ogromnym błogosławieństwem, gdyż czasem potrzebuję coś kupić, np. paliwo do generatora, żeby skorzystać z Internetu (6 zł z godzinę), albo ostatnio dwie osoby poprosiły mnie o zakup Biblii dla nich, które kosztowały 50 zł, nie mając więc tego wsparcia finansowego nie byłabym wstanie zaspokoić wielu moich potrzeb). Wracając jednak do wątku, szukałam więc innego rozwiązania i wiecie, co zrobiłam? Nazbierałam wiele kapsli z butelek, które zostały potem nadziane na metalowe pręty i wydają dźwięk podobny do tamburynów. Mamy nowe instrumenty za darmo! Chwała Bogu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł Apostoł powiedział, żeby „nie zapominać o ubogich”. Myślę, że chrześcijanie (ja też) nie troszczą wystarczająco o ubogich. Z Biblii wynika jasno, że z naszych dochodów powinniśmy oddawać 10% jako dziesięcinę dla kościoła, ale oprócz tego powinniśmy dawać daniny (jałmużny). Niektórzy oddają kolejne 10-15% swojego dochodu na cele charytatywne. Jednakże możemy użyć te 10% swojego dochodu z np. 3 miesięcy, aby zorganizować jakąś akcję dobroczynną i pomnożyć te pieniądze razy wiele więcej, poprzez zaangażowanie innych do dawania. Otwórzmy swe portfele dla ubogich! Św. Jakub pisze w swoim liście: „religijność (pobożność) czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata” (Jk 1, 27). „Bringing Hope” ma pod swoją opieką ponad 1400 sierot, płacąc ich czesne za szkołę, zapewniając im materiały szkolne (bez tego nie mogą iść do szkoły), często także odzież i pomoc medyczną, leki itp. Niektóre dzieci są zarażone HIV, niektóre mają choroby związane z niedożywieniem, niektóre często łapią malarię, niektóre mają inne poważne choroby, niektóre mają wady serca. Faith właśnie szuka kardiologów na świecie, którzy mogliby operować pewne dzieci. W ostateczności miała by pieniądze na transport tych dzieci, ale nie ma pieniędzy na ich leczenie za granicą – te koszty musiała by na siebie wziąć jakaś organizacja lub osoby prywatne. Może ktoś z was ma znajomych kardiologów? Jedno z tych dzieci znam osobiście – Patryk, który jest miłym nastolatkiem. Jednakże w każdej chwili może umrzeć. Inna dziewczynka nie ma wykształconej kości czaszkowej w pewnym miejscu, więc potrzeba właściwego specjalisty, aby ją operował. Znacie to powiedzenie: „kto uratował jedno życie, uratował cały świat”? Bardzo inspirujące. Jezus powiedział: „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”. Rok temu do organizacji trafiła dziewczynka, która jest sierotą. Została zaatakowana przez kogoś z rodziny, który usiłował ją zabić, uderzając ją narzędziem w głowę. Ocalała, ale miała spore wgłębienie w głowie. Faith znalazła sponsora, który zapłacił za jej operację w USA. Znalazły się też osoby, które chcą ją tam adoptować. Jak powiedziała mi Faith, pobyt tej dziewczynki w USA jest dla wielu kanałem, aby być ubłogosławionymi. Powiedziała mi też: „wiesz Honia, kiedy ktoś troszczy się o sieroty, to nie ma możliwości, aby nie doświadczył błogosławieństwa na poziomie duchowym i materialnym”. Faith i jej organizacja od wielu lat opiekuje się sierotami i wdowami. Obecnie ma obecnie pod opieką ponad 300 wdów. Skąd bierze pieniądze? Kiedy Bóg jej powiedział 7 lat temu, aby zrezygnowała z pracy i zajęła się sierotami i wdowami w swojej rodzinnej wsi, miała na koncie kilka dolarów. Teraz jej organizacja jest jedną z największych w regionie. Jak ona tego dokonała? Nie ona „lecz łaska Boża z nią”. Bóg na przestrzeni tych lat przymnażał jej współpracowników oraz sponsorów dla organizacji głównie za granicą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Faith jest niezwykłą osobą. Kto raz ją spotka, jest zmieniony i zainspirowany. To Duch Boży, który działa przez nią. Ona ma taką charyzmę i mądrość, że wystarczy czasem jej jedno słowo wcelowane dokładnie w problem, aby zmienić życie jakiejś osoby. Ostatnio rozmawiałyśmy o „duchu biedy”, który szczególnie panoszy się w Afryce, dominując ludzi i zamykając im możliwości rozwoju i powodzenia. Jest to zły duch, który czyni ludzi bezczynnymi i ograniczonymi w myśleniu, duch który jest przeciwny kreatywności. Wielokrotnie rano słyszę jej modlitwę walki duchowej, kiedy przeciwstawia się duchowi biedy w życiu ludzi jej narodu. Jest jak biblijna Judyta, która idzie do obozu wroga i ucina głowę dowódcy, a cała wroga armia się rozpierzcha w zamieszaniu. Na tym polega modlitwa walki duchowej (warfare), aby uderzać strategicznie w słabe punkty wroga. Jak to robimy? Ubierając zbroję Bożą (Ef 6, 10-18), a następnie w modlitwie, która ma podstawy biblijne, uderzamy w duchową przyczynę problemu. Może dla niektórych czytających jest to coś nowego. Trudno byłoby mi wytłumaczyć w tym poście jak to robić praktycznie. Jeśli jesteście zainteresowani tym tematem, to znajdźcie książki na ten temat lub artykuły w Internecie. Wierzę, że zgłębienie tego tematu pomoże nam być skuteczniejszymi w modlitwie walki duchowej o życie naszych bliskich i narodów. Słyszałam Faith, która modliła się przeciwstawiając się duchowi podziału w jej organizacji i ogłaszając, że między członkami organizacji jest miłość i jedność. Na drugi dzień relacje między nimi były zupełnie inne. Musimy sobie uzmysłowić, że istnieje świat duchowy, w którym siły demoniczne próbują zniewolić ludzi, wprowadzić ich w ciemność i kłamstwa, rozbijać rodziny, wywoływać nieporozumienia, pobudzać pożądliwości, chciwość i zazdrość, dawać pobudki do nienawiści, manipulować ludzi przez strach, poczucie beznadziejności i depresję. Diabeł jest strategiem i zna nasze słabe punkty i w nie uderza. Faith lubi modlić się za ludzi i sytuacje wyznając biblijne Boże obietnice. Bardzo mnie to zainspirowało, bo do tej pory nieczęsto się modliłam w tej sposób. Zwykle modlimy się razem z Faith od około 6 rano przez około godzinę lub dłużej. Wiem, 6 rano to dla wielu (wliczając mnie) strasznie wcześnie, ale z powodu braku elektryczności idziemy spać około 22, dlatego wstawanie o 6 rano nie jest już tak trudne dla mnie. Jestem błogosławiona będąc przy tej Bożej kobiety i korzystając z jej mądrości życiowej i duchowej. Powiedziałam jej pewnego dnia: „nikugonza muno Faith” („kocham cię Faith”), a ona odpowiedziała: „dziękuję”. Byłam bardzo rozczarowana, co też zaraz wyraziłam. Spodziewałam się, że odpowie mi w ten sam sposób. Powiedziała mi: „wiesz Honia, nie możesz zmusić nikogo, żeby cię kochał. Bóg nie może nas zmusić do kochania Go i słuchania Go, to musi wypłynąć z naszej wolnej woli i wiązać się z radością, aby spędzać czas z Nim na modlitwie. Nie dlatego, że musimy, ale z miłości, jak wtedy kiedy kochamy kogoś i chcemy spędzać z tą osobą cały czas.” Nie było to dla mnie niczym nowym, ale sprawiło, że zastanowiłam się, co mnie motywowało przez ostatnie dni do modlitwy. Obowiązek czy miłość do Boga? Kiedy jesteśmy na drodze wiary od dawna łatwo wpaść w rutynę. Kilka godzin później Faith powiedziała: „nikugonza muno Honia”. Zapytałam ją: „jak to się stało, że tak szybko zmieniłaś zdanie?” A ona odpowiedziała: „byłam gotowa odpowiedzieć ci, że cię kocham w tamtym momencie, ale nie zrobiłam tego, bo wiedziałam, że tego oczekujesz. Wolałam dać ci coś, co cię zastanowi i zmobilizuje, a nie rozpieści”. Faith jest bardzo wymagająca, daje ludziom wyzwania i nikogo nie traktuje pobłażliwie. Jednakże można zobaczyć i czuć miłość wychodzącą z niej. Powiedziała mi też pewnego dnia: „wiesz Honia, miłość jest często decyzją. Czasem kogoś nie lubię, ale decyduję się kochać tę osobę i zmieniam moje podejście do niej. Nie muszę się wysilać, aby kochać. Znasz owoc Ducha Świętego z Ga 5, 22. To jest w tobie i jak decydujesz kochać kogoś, choć może ta osoba na to nie zasługuje, to w momencie twej decyzji przychodzi łaska Ducha Świętego do tego, żeby to wyeksponować. Czasem masz ochotę wybuchnąć ze zniecierpliwienia, ale decydujesz się wyciągnąć na wierzch cierpliwość, która jest w tobie i reagujesz właściwie, bo to nie gniew tobą dyryguje, ale Duch Święty. Nie musisz się modlić o cierpliwość, miłość itp. bo to jest w tobie, wyciągnij to na wierzch przez decyzje.” Czy nie jestem błogosławiona, będąc obok tak mądrej osoby? Chwała Bogu, że nie tylko dał mi możliwość służenia ludziom tutaj, ale On sam usługuje mi przez Faith. Kochani „miłością ożywieni służmy sobie nawzajem” (Ga 5, 13).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-2455534902654977761?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/2455534902654977761/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=2455534902654977761' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/2455534902654977761'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/2455534902654977761'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/09/kreatywno-sieroty-i-mio.html' title='Kreatywność, sieroty, i miłość…'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-1104739938930038777</id><published>2007-08-29T20:22:00.000+02:00</published><updated>2007-08-29T21:08:24.198+02:00</updated><title type='text'>Kampala, Fort Portal i „duchowe koszty"</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;Tydzień temu w sobotę razem z dyrektorką „Bringing Hope" – Faith Kunihira oraz dwoma ostatnimi wolontariuszami z USA (Travisem i Jamie) pojechaliśmy do Kampali (stolicy Ugandy). Z wioski, w której mieszkam (Kaihura) jest to dystans około 250 km na wschód Ugandy, czyli około 3-4h jazdy samochodem. W poniedziałek Travis miał jechać autobusem do Nairobi (stolica Kenii), gdyż miał tam się spotkać z osobami z innej organizacji, aby po powrocie do USA zorganizować dla nich pomoc, podobnie jak to zrobił dla „Bringing Hope", natomiast Jamie we wtorek samolotem miała do niego dołączyć w Kenii, skąd mieli lecieć razem do domu. Po mieście poruszaliśmy się pieszo i środkami komunikacji miejskiej, tzw. taxi, czyli samochodami typu van, z siedzeniami dla 14 osób. Nie ma tam autobusów miejskich. Ich rolę pełnią w/w taxi oraz taksówki zwane „Boda Boda" (motocykle) oraz rowery. Jechanie w vanie niejednokrotnie dla Muzungu jest wyzwaniem, gdyż ich właściciele próbują wcisnąć do takiego vana tyle ludzi, ile się da, więc czasem siedzi się strasznie ściśniętym. Innym wyzwaniem jest uczestniczenie w ruchu samochodowym. Nie jestem w stanie określić słowami ugandyjskiego stylu prowadzenia samochodów. Mogę jedynie stwierdzić, że to wygląda tak, jakby nie było żadnych reguł ruchu ulicznego i każdy usiłował prowadzić jak mu się wydaje słuszne i „wszyscy naraz". Trąbienie na siebie nawzajem jest również powszechne. Obserwując naszego kierowcę, krzyczałam praktycznie co chwila, bo wydawało mi się, że zaraz najedziemy na motocykl albo pieszego, nie mówiąc już o zderzeniu się z innym samochodem. Nic takiego jednak nam się nie przytrafiło :) Uważam siebie za doświadczonego kierowcę, ale nie wiem, czy odważyłabym się prowadzić w Kampali. Tak samo jest wszędzie w Ugandzie, ale w Kampali jest najgorzej, bo i więcej samochodów. Dziś jednak prowadziłam samochód organizacji – dżipa, ale jedynie w okolicach wioski. Drogi są tu w bardzo złym stanie. Asfalt jest tylko na głównych drogach, ale w większości dziurawy. Pozostałe drogi są ubitą ziemią, oczywiście nierówne i również z dziurami. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;W niedzielę po południu wybraliśmy się do kina, po czym chcieliśmy się udać do restauracji na pożegnalną kolację. Był wieczór, ale zamiast wziąć taxi, postanowiliśmy iść pieszo. Po kilkunastu metrach pojawił się obok nas mężczyzna, który niespodziewanie ukradł torebkę Jamie i szybko zniknął w ciemnościach. Niestety miała tam aparat fotograficzny, telefon i znaczną sumę pieniędzy oraz osobiste rzeczy. Zamiast w restauracji, wylądowaliśmy na posterunku policji. Każdy obwiniał siebie, że mógł coś zrobić, ale regułą tu jest, że jeśli ktoś ci coś kradnie, nie gonisz go, bo może mieć nóż, albo broń i możesz stracić życie przy okazji. Oczywiście wyciągnęliśmy lekcję z tej przykrej sytuacji, aby nigdy więcej wieczorem nie chodzić po mieście, ale zawsze wziąć taxi. Myślę, że jest też duchowy wymiar tej sytuacji. Kiedy uczestniczymy w budowaniu Królestwa Bożego oraz w jakiś sposób zyskujemy duchowo, diabeł się wścieka, więc uruchamia „swoich ludzi" oraz prowokuje sytuacje, aby nas osłabić i zniechęcić oraz okraść z pokoju serca. Jest to tzw. „duchowy koszt". Choć on już przegrał wojnę to jednak są walki, które wygrywa. W takich sytuacjach próbuje się nasza wiara i mimo przykrych okoliczności stanie na Bożych obietnicach oraz zachowanie pewności, że Bóg jest w tym doświadczeniach z nami i po naszej stronie. Nie jest Jego wolą, by takie rzeczy nas spotykały, lecz jedynie je dopuszcza. Często przykre sytuacje wcale nie muszą spotkać chrześcijan, lecz spotykają nas, gdyż jesteśmy nierozsądni, nie obserwując okoliczności i nie ucząc się na błędach. Powinniśmy byli wiedzieć, że jest niebezpiecznie spacerować w nocy po Kampali, więc sami siebie naraziliśmy na zagrożenie. Nie musimy więc pytać Boga: „dlaczego?" bo odpowiedź jest jasna, że stało się to przez naszą nieodpowiedzialność i nierozsądność. Wiem, że często Bóg ostrzega wierzących w duchu, dając nam tzw. „przeczucia" oraz niepokój serca, co do pewnych sytuacji, lecz my nie słuchamy i wpadamy w tarapaty. Ktoś nie słucha przeczucia, żeby zwolnić na zakręcie i wpada w poślizg i ginie. Czy Bóg tego chciał? Ktoś wychodzi za mąż, choć miała niepokój, co do tej decyzji i okazuje się, że on ją bije i zdradza. Czy Bóg tego chciał? Ktoś inny nie słucha przeczucia, żeby nie inwestować pieniędzy w jakiś biznes i traci wszystko, co miał. Bóg prowadzi wierzących przez tzw. „wewnętrzne świadectwo". Jest to ważny temat, pozwólcie więc, że napiszę co nieco na ten temat. Jeśli kogoś to nie interesuje, to może przejść do następnego akapitu :) &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;Bardzo często ignorujemy to „wewnętrzne świadectwo", bo pragniemy od Boga otrzymać coś w sferze zmysłów. Szukamy rzeczy odbieralnych zmysłami, rozmijając się często z tym, co nadprzyrodzone. Jako chrześcijanka nauczyłam się kierować wewnętrznym świadectwem. Nie jest to zdolność, którą się nabędzie i już się ją ma na zawsze. Tę duchową wrażliwość trzeba rozwijać i pielęgnować. Jeżeli chcemy być prowadzeni przez Ducha Świętego, to musimy rozwinąć swą duchową świadomość, gdyż Duch Boży prowadzi nas głównie za pośrednictwem naszego ducha. Przede wszystkim trzeba kontrolować swoje myśli i je osądzać. Po drugie trzeba być świadomym swego serca i osądzać jego poruszenia, szczególnie swego rodzaju „niepokój", który się pojawia bez powodu. Po trzecie trzeba rozwijać swego ducha. Jak wiemy z Biblii: człowiek jest duchem, ma duszę i mieszka w ciele (1Tes 5, 23). Dusza to wola, rozum i emocje. Wielu chrześcijan jest świadomych swej duszy i ją rozwija, pomijając niestety rozwój swego ducha. Wiele możemy o tym przeczytać w listach św. Pawła, &lt;/span&gt;&lt;a href="http://m.in/"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;m.in&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;. w 1Kor 2, 13-14: „…przedkładając duchowe sprawy, tym którzy są duchowi. Człowiek zmysłowy nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo TYLKO DUCHEM (w duchu) MOŻNA TO ROZSĄDZIĆ". Jak rozwijać własnego ducha? Mogłabym o tym pisać wiele, ale muszę się streścić. To, co napiszę, mogę poprzeć wieloma cytatami z Biblii, ale chcę zaoszczędzić miejsca. Jeśli więc chcesz więcej wiedzieć na ten temat napisz do mnie maila. Jeśli jesteś chrześcijaninem, który przyjął Jezusa jak Pana i zostałeś ochrzczony/-a Duchem Świętym, to swego ducha rozwijasz &lt;/span&gt;&lt;a href="http://m.in/"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;m.in&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;. przez modlitwę językami (1Kor 14,14), która jest modlitwą twego ducha wespół z Duchem Świętym (tak często, jak tylko możesz). Swego ducha rozwijasz też poprzez właściwe traktowanie swej duszy, wybierając rzeczy duchowe, umacniając wolę przez &lt;/span&gt;&lt;a href="http://m.in/"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;m.in&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;. wybieranie rzeczy, które nas gruntują w dobrym. Przez karmienie swego umysłu Słowem Bożym (Jezus powiedział: „moje słowa są duchem i są życiem", czyli Biblia jest materią duchową, dlatego wielu jej nie rozumie i nie przyjmuje, bo czytają ją jedynie „zmysłowymi umysłami"; ja wiem po sobie, że im bardziej żyję według ducha, tym bardziej rozumiem Słowo Boże i tym bardziej ono się we mnie wkorzenia). Ważne jest też karmienie swego umysłu szlachetnymi myślami: „wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie, jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – TO MIEJCIE NA MYŚLI" (Flp 4,8). Właściwe traktowanie swej duszy to także rozważne karmienie swoich emocji. Jak wiecie, bardzo łatwo jest przejąć czyjeś emocje. Jeśli ktoś rozpacza nad rozlanym mlekiem, ty za chwilę możesz zacząć robić to samo. Jeśli oglądasz film, który rozbudza pewne emocje, to za chwilę możesz mieć problem z samym sobą, bo jak pisze św. Jan na świecie jest „pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia", a wiele filmów to w nas podjudza. Dlatego ja, zanim zacznę oglądać jakiś film, lubię wiedzieć, o czym jest, bo wiem, czego się mogę spodziewać i mogę osądzić w duchu, czy ten film jest zagrożeniem dla mojej duszy, niosąc ryzyko osłabienia mojego ducha. Wiem, po wielu moich sytuacjach życiowych, że wymaga to wysiłku odmówienia sobie pewnego rodzaju przyjemności, ale jest warte utrzymania wrażliwości ducha, a więc wrażliwości na prowadzenie Ducha Świętego, które jest warte więcej, niż cokolwiek na świecie, bo chroni nas przez błędami i porażkami oraz daje powodzenie w KAŻDEJ dziedzinie życia, a tego właśnie Bóg chce dla swoich dzieci :) &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;W piątek pojechałam na konferencję chrześcijańską do sąsiedniego miasta, do Fort Portal. W czwartek zdecydowałam, że nie jadę, bo udział w tej konferencji wiązał się z nocnym czuwaniem, aż do 5 rano i obawiałam się, że nie wytrzymam tak długo, a nie mogłam po prostu w każdej chwili wrócić do domu, bo jechałam autobusem. Natomiast w piątek rano duchowo byłam niespokojna z tą decyzją i dlatego stwierdziłam, że jednak pojadę i natychmiast się uspokoiłam i odczułam pokój i radość, więc byłam pewna, że tego właśnie chce dla mnie Bóg (dałam się prowadzić memu duchowi). Udział w tym wydarzeniu był dla mnie czymś najlepszym, co mogło mi się tu przytrafić. Zyskałam niezwykle wiele duchowo, a Bóg odpowiedział na wiele moich pytań i wątpliwości w czasie modlitwy, a także przez rozmowę z jednym z nauczających. Jak wiecie, w Ugandzie musiałam zmierzyć się z wieloma przeciwnościami (o ponad połowie z nich nie piszę na blogu, bo są zbyt osobiste), dlatego niemal każdego dnia chciałabym stąd wyjeżdżać, ale im bardziej chcę w duszy, tym bardziej nie chcę w duchu, będąc pewna, że mój pobyt tutaj ma wartość wieczną, dlatego nie liczą się moje uczucia i co ja chcę w tej sprawie, ale co Bóg chce, a Bóg wyraźnie potwierdza, że mój pobyt w „Bringing Hope" jest Jego planem dla mojego życia. Co więc mam zrobić? Iść za moim uczuciami, czy trzymać się Bożego planu? Znamy to powiedzenie: „wszystko, co ma wartość, wiele kosztuje". Udział w tej konferencji w Fort Portal kosztował mnie pewne wyrzeczenia, a także musiałam ponieść pewien duchowy koszt, gdyż nieprzyjaciel poniósł duże straty. Co jest tym kosztem? Jadąc na konferencję zgubiłam pewną kwotę pieniędzy, co mi się raczej nie zdarza, bo jestem ostrożna z pieniędzmi, ale nie zniechęciłam się tym, a raczej utwierdziłam, że coś ważnego dla mnie ma się dokonać na tej konferencji, skoro ponoszę stratę w wymiarze materialnym. Natomiast po konferencji wracałam do domu w vanie mogącym zmieścić 14 osób – w 29 osób!!! Czy możecie to sobie wyobrazić??? Czy to jest normalne? Tylko diabeł może w taki sposób uprzykrzyć nam życie, pobudzając ludzką chciwość! Właściciel taxi ma prawo zabrać tyle osób, ile mu się podoba, dlatego oni się tu wcale nie przejmują, jak się ludzie tak ściśnięci będą czuć w drodze, ale pakują tyle osób, ile upchną. Niestety biedni pasażerowie się nie przeciwstawiają i jadą w takich warunkach i po kilka godzin. Zdarzyło mi się parę razy jechać vanem z 20 lub 24 innymi osobami, ale nie w 29 osób!!! Chwała Bogu godzina drogi w tej taxi upłynęła mi w miarę szybko, ale poczułam niezwykle wielką ulgę, kiedy zobaczyłam tablicę z nazwą wioski, gdzie mieszkam :) Inną nieprzyjemną sytuacją kosztów duchowych było pojawienie się dzisiaj chyba więcej, niż setki małych pająków w moim pokoju! Czy jest to zwykły przypadek? Nie było ich w żadnym innym pokoju, tylko w moim! Dlaczego szczury chodzą po mnie, a także pojawiają się w moim pokoju martwe, mając do wyboru kilka innych pokoi w tym domu i więcej niż 20 innych osób? Tu musi się toczyć jakaś walka duchowa. Ale ja uwielbiam Jezusa, który zwyciężył diabła! I ogłaszam, że diabeł i jego dzieła w moim życiu są pokonane! Jak pisze św. Jan „Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła" (1J 3,8). Ten sam Jezus żyje we mnie i ta sama moc Ducha Świętego, który wzbudził Jezusa z martwych jest we mnie, „jeśli więc Bóg z nami, któż przeciwko nam?" (Rz 8, 21). Dlatego ja nie chcę się przejmować sytuacjami, które diabeł prowokuje, aby mnie przestraszyć i zniechęcić, ale śmiało i z wiarą wyznaję, że w Jezusie „jestem więcej, niż zwycięzcą" (Rz 8,27). Ja uwielbiam mojego Boga też za to, że jest realny i żywy, bo On słyszy każdą moją modlitwę i zna moje serce, zmagania i troski. Chwalę mojego Boga, bo On jest zdolny odpowiedzieć na każdą modlitwę, a także posłać swe Słowo, aby mnie podnieść, pocieszyć, zachęcić, zbudować, rozwiać wątpliwości, przekonać o swej miłości, ale także upomnieć i objawić prawdę. Na tej konferencji Bóg tego dowiódł w sposób niezwykły i mocny! Ten Bóg uczynił nas też zdolnymi, aby Go słyszeć. Jezus powiedział: „moje owce słuchają mego głosu, a ja znam je". Faith powiedziała wczoraj do mnie: „Honia, jak ja się cieszę, że mamy Boga, który mówi! Wiesz, ja nigdy nie podejmuję żadnej ważnej decyzji, zanim nie usłyszę, co Bóg o tym myśli". Dodała też: „Honia, ja nie wiem jak się modlić, ale ja wiem, jak rozmawiać z Bogiem". Ona mówi Bogu o wszystkim, co ma na sercu, jak najlepszemu przyjacielowi i mówi Mu też o decyzji, którą ma podjąć i modli się zostawiając Mu to i czeka na Jego odpowiedź. Faith mówi do mnie: „I wiesz Honia, On mi zawsze odpowiada. Jeszcze nigdy nie zostawił mnie bez odpowiedzi." Będąc przy tej Bożej kobiecie, oczekuję szybkiego wzrostu duchowego, dziękując Bogu, że stawia na mojej drodze osoby, dzięki którym mam szansę uczyć się realnego chrześcijaństwa! Wierzę, że jednym z powodów, dla których Bóg mnie przywiódł do tej organizacji „Bringing Hope" – to spotkać Faith. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;Pisałam tego bloga do 1 w nocy w niedzielę, a w poniedziałek o 6 rano Faith mnie zbudziła, żebyśmy się razem modliły. Muszę przyznać, że była to moja najlepsza modlitwa od kilku tygodni. Dokańczam tego posta w poniedziałek wieczór i już nie mogę się doczekać, żeby się modlić jutro rano. Faith modli się &lt;/span&gt;&lt;a href="http://m.in/"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;m.in&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;. przyzywając Boże obietnice lub sytuacje z Biblii, nawiązując do danej potrzeby. Na przykład dziś rano &lt;/span&gt;&lt;a href="http://m.in/"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;m.in&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;. modliła się w oparciu o sytuację sparaliżowanego (z Ew. św. Jana z rozdziału 5) o to, żebyśmy miały takie oczy wewnętrzne, które pozwolą nam nie przeoczyć Jezusa działającego w naszym życiu. Ten chory 38 lat był sparaliżowany i czekał na uzdrowienie. Jezus zapytał go dwukrotnie, czy chce być zdrowy, a on nie wiedział, że patrzy na Tego, który ma moc go uzdrowić. Modliłyśmy się też w oparciu Pwt 28, 1-13. Przeczytajcie ten fragment, jest cudowny: wiele Bożych obietnic w jednym miejscu! Najbardziej podoba mi się: „Pan umieści cię na czele, a nie na końcu, (w oryginale: „będziesz głową, a nie ogonem"); zawsze będziesz górą, a nigdy ostatni". Czyż to nie jest wspaniała obietnica? Nasz Bóg pragnie, aby nam się powodziło. Rozwijajmy więc naszego ducha, aby tam odebrać Boże prowadzenie co do decyzji, które zapewnią nam pomyślność, nie tylko duchową, ale i materialną. Z tego fragmentu Pwt 28, 1-13 widzimy, że Bóg jest zainteresowany naszym powodzeniem, również w wymiarze materialnym! &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-1104739938930038777?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/1104739938930038777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=1104739938930038777' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/1104739938930038777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/1104739938930038777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/08/kampala-fort-portal-i-duchowe-koszty.html' title='Kampala, Fort Portal i „duchowe koszty&quot;'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-4498944286889328180</id><published>2007-08-15T12:32:00.000+02:00</published><updated>2007-08-15T12:36:57.263+02:00</updated><title type='text'>Odciski, wesele, safari i Królestwo Jezusa</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Jak napisałam ostatnio, niecałe dwa tygodnie temu przyjechali z USA chrześcijańscy wolontariusze z „Global Support Mission”. Głównym celem ich przyjazdu były prace budowlane przy nowym sierocińcu. Ich praca pozwoliła zaoszczędzić sporo pieniędzy dla „Bringing Hope”. W związku z tym, że postanowiłam być częścią ich zespołu, uczestniczyłam również w tych pracach. Kopałam fundamenty i nosiłam worki z ziemią na właściwe miejsce. Muszę przyznać, że to niezwykle ciężka praca, w której oczywiście nabawiłam się odcisków na rękach oraz bólu kręgosłupa. Mam jednak satysfakcję, że brałam udział w takim chwalebnym zadaniu. Wyrównywaliśmy też ziemię przy szkole zawodowej (gdzie uczę angielskiego), która znajduje się na wzgórzu 15 minut pieszo od domu dyrektorki organizacji. Słońce było bardzo intensywne, więc nie wytrzymaliśmy dłużej, niż kilka godzin. Przez kilka dni potem odczuwałam w moim kręgosłupie i rękach tę pracę. Wraz z grupą kilku kobiet z zespołu prowadziliśmy sesję uzdrowienia wewnętrznego dla dziewczyn ze szkoły zawodowej, która jest równocześnie ich internatem, a dla niektórych domem, bo nie mają gdzie mieszkać. Sesja była owocna. Kultura Ugandy promuje ukrywanie emocji, dlatego wiele bólu i zranień nie jest wyciąganych na światło dzienne, nawet w modlitwie przed Bogiem, aby On to uzdrowił. Zespół prowadził też zajęcia z dziećmi z sierocińca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu byliśmy na weselu bratanka Faith. Przyjęcie było na kilkaset osób w dwóch miejscach: na terenie hotelu po południu i w ogrodzie przy domu rodziców wieczorem. Było bardzo pięknie. To było chyba najładniejsze przyjęcie weselne, na którym w życiu byłam. Dla ugandyjskich chrześcijan ślub jest wydarzeniem życiowym, dlatego organizuje się go z rozmachem, choć ten rozmach zależy od zamożności rodziny, która finansuje wesele. Trwa kilka godzin w kościele i kilka godzin przyjęcie z jednym posiłkiem i tortem, a z tańcem tylko wieczorem i nie w parach, ale w grupie. Jest to wydarzenie przypominające kulturowo bardzo nasze polskie tradycje weselne. Niemniej jednak byliśmy niemal honorowymi gośćmi na tym weselu i jako 18 „Muzungu” zajmowaliśmy zaszczytne miejsca w kościele i na przyjęciach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na następny dzień po weselu pojechaliśmy ok. 300 km na zachód Ugandy na wycieczkę do Parku Narodowego na safari. Zatrzymaliśmy się tam na jedną noc w pięknym hotelu z elektrycznością i łazienką!!! Nie wyobrażacie sobie jaką radość i wdzięczność Bogu można odczuwać za te wynalazki cywilizacji! W pierwszy dzień spędziłam pół godziny w wannie, a wieczorem jeszcze wzięłam prysznic, nie mogłam się wręcz nacieszyć tą możliwością. Pojechaliśmy też na safari, gdzie bardzo blisko nas z samochodu obserwowaliśmy słonie, antylopy, bawoły, lwy, małpy, ptaki i inne zwierzęta. W poniedziałek byliśmy na rejsie po jeziorze, aby obserwować hipopotamy i krokodyle. Pogoda była cudowna i wrażenia też. Bóg po raz kolejny okazał się troszczącym o mnie Ojcem, gdyż koszty pobytu pokryli za mnie Amerykanie. To niezwykłe z ich strony, gdyż nikt z nich nie jest zamożny. Każdy z nich, aby przyjechać na te 2 tygodnie i pracować jako wolontariusz w Ugandzie, musiał pracować wyjątkowo ciężko przez ostatnie pół roku, aby zaoszczędzić pieniądze na pokrycie kosztów. Dla wielu wydaje się to nie do pojęcia, że człowiek woli przeznaczyć swoje zaoszczędzone pieniądze na pracę na rzecz ubogich, wykonując Bożą wolę. Chwała Bogu, że możemy być pewni, że Bóg ma świetną pamięć i nie zapomni nam, cokolwiek uczyniliśmy bliźnim ze względu na Niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiemy z Biblii, nie powinniśmy spodziewać się tej nagrody w tym życiu, lecz możemy być pewni jej otrzymania w życiu przyszłym. Nie mówię tu o Niebie, bo samo bycie w obecności Boga przytłoczyłoby każdą jedną nagrodę, lecz o „nowym niebie i nowej ziemi”, czyli o nagrodzie w Królestwie Jezusa, kiedy On przyjdzie ponownie. Wtedy otrzymamy stosowną zapłatę w stosunku do naszych uczynków, gdyż jak wiemy życie wieczne otrzymujemy przez wiarę w Jezusa, a nie ze względu na uczynki. Czytamy o tym m.in. w Ew. św. Marka 16, 15-16: „I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” oraz w Liście do Efezjan 2, 8-9: „Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę. A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił”. Uczynki będą się liczyć wtedy, kiedy Jezus przyjdzie ponownie, aby sądzić „żywych i umarłych”. O tym pisze św. Paweł w 1 Liście do Koryntian 3, 11-15: „Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień Pański; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień”. Wielu teologów uważa, że mowa tu o tysiącletnim Królestwie Jezusa, kiedy On przyjdzie ponownie (możemy o tym przeczytać m.in. w Apokalipsie św. Jana rozdziały 20-21), a Jego wierni „będą z Nim królować” przez tysiąc lat i to będzie czas odebrania zapłaty za „uczynki dokonane w ciele, dobre lub złe” jak czytamy w 2 Liście do Koryntian 5,10: „Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre”. Jasne jest to, że ci którzy nie uwierzyli w Jezusa, kiedy o Nim usłyszeli, pójdą po śmierci do piekła, lecz wielu wierzących może się nie spodziewać, że i oni doświadczą pewnego rodzaju piekła (jak to pisze św. Paweł, co wyżej zacytowałam – oni doświadczą „ognia”) w tysiącletnim Królestwie Jezusa, kiedy zostaną osądzone ich uczynki i nie zdobędą nagrody lecz naganę. Dlatego tak istotne jest realne życie chrześcijańskie po uwierzeniu w Jezusa, bo tego możemy być pewni, że nie pójdziemy do piekła, mając życie wieczne, ale chodzi tu również o odebranie nagrody i pochwały od Jezusa, a nie nagany. Czytamy o tym m.in. w Ew. św. Mateusza 25, 31-46: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.&lt;br /&gt;Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.” Jak widzimy w tym fragmencie Jezus jest bardzo konkretny i zachęca nas do świadomego życia chrześcijańskiego: świadomego łaski życia wiecznego przez wiarę, lecz również świadomego nagrody i nagany za uczynki. Dlatego uczestniczenie i/lub finansowe wspieranie wszelkich chrześcijańskich akcji charytatywnych jest tak istotne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ważne jest także rozpoznanie Bożego wezwania, aby być we właściwym miejscu służby, które Bóg dla nas przygotował, gdyż jak słyszałam kiedyś – będziemy sądzeni również z tego, do czego byliśmy wezwani i czy to wykonaliśmy, a nie z tego co robiliśmy, nie będąc w Bożej woli. W Ew. św. Mateusza 25,14-30 czytamy: „Podobnie też jest jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jezus też mówi wielokrotnie o „skarbie w niebie”. Wielu uważa, że jest tu mowa o skarbie = nagrodzie, kiedy nastanie „nowe niebo i nowa ziemia”. Jak wspomniałam wcześniej, ważne jest odkrycie własnego powołania i bycie we właściwym miejscu, jak ten sługa który zna wolę swego pana i otrzymał nagrodę za bycie wiernym (Łk 12, 42-48). Choć przeżywam trudności w miejscu, w którym Bóg mnie właśnie postawił i gdy czasem czuję, że coś jest ponad moje siły, mówię sobie: „nie poddam się, bo jestem w miejscu mojego powołania, a Bóg nie dopuszcza prób ponad nasze siły, więc i ja jestem w stanie sprostać pokusom i przeciwnościom w Imieniu Pana Jezusa”, gdyż jestem świadoma woli Pana Jezusa, że postawił mnie w tym miejscu dla konkretnych celów i w wieczności odbiorę nagrodę za bycie „sługą wiernym, który znał wolę swego pana i ją realizował”. Czy znasz wolę Boga dla swojego życia i miejsce swego powołania? To może być zmienne, więc musimy stale czuwać, bo w każdym momencie Bóg może chcieć nas poprowadzić ku nowym, innym rzeczom. Jeśli wiesz, co masz czynić i wiesz, że jesteś właśnie w woli Bożej dla swego życia, nie poddawaj się zniechęceniu i trudnościom, lecz świadomy/-a nagrody podążaj tą drogą. Ci Amerykanie wiedząc, że Bóg wzywa ich do przyjazdu do Ugandy, zdecydowali się na poświęcenie swego czasu i pieniędzy, aby służyć bliźnim. W piątek wyjechali, mogąc być świadomi nagrody za ich poświęcenie, czekającej ich w życiu przyszłym. Myślę, że powinniśmy stale być czujni w duchu, aby nie rozminąć się z tym, czego Bóg ode nas oczekuje. Wiemy, że nikt z nas samotnie nie zapewni wyżywienia i odzieży dla wszystkich biednych w Afryce, czy choćby w Polsce, ale jestem pewna, że Bóg nas powołuje do zrobienia dla innych tego, co jest w naszej mocy, wkładając pewne pragnienia w nasze serca. Podążanie za nimi wymaga często pewnego poświęcenia i odwagi, lecz ze względu na nagrodę i ze względu na radość Ojca Niebieskiego, gdy jesteśmy posłuszni Jego woli oraz ze względu na owoce duchowe, które są niejako „skutkiem ubocznym” podążania za wolą Bożą, jestem przekonana, że warto jest szukać wytrwale woli Bożej dla swojego życia i podążać za nią, nie zapominając o służbie miłosierdzia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozejrzyjmy się więc wokół siebie, co możemy więcej zrobić dla swoich bliskich, dla swoich przyjaciół lub dla obcych w potrzebie. Zakres uczynków miłosierdzia często nie zależy tylko od naszej zamożności, ale od gotowości serca, talentów, czasu i poświęcenia. Zobaczmy, co możemy zrobić i zróbmy to z miłości do Boga i bliźnich, będąc zainspirowani przez Boga. Jak wiemy ta miłość nie jest uczuciem, ale decyzją postawienia Boga na pierwszym miejscu, będąc wykonawcami Jego Słowa i miłując „bliźniego, jak siebie samego”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomina mi się tu historia mojej koleżanki, która zainspirowana „wiarą, która działa przez miłość” (Ga 5, 6) zorganizowała zbiórkę pieniędzy dla kolegi z pracy, który stracił wszystko w wyniku pożaru, został z tym, co miał na sobie. Załamał się i nie widział dla siebie wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji, gdyż nie miał rodziny, czy przyjaciół, na których mógłby liczyć. Koleżanka ta uzbierała dla niego w kilka tygodni 500 Euro, które wystarczyły na depozyt za wynajęcie mieszkania, aby mógł zacząć od nowa. Płakał z radości, nie dowierzając, że ktoś niejako obcy zrobił coś takiego dla niego, gdyż osoby, które dały pieniądze nawet nie znały tego chłopaka. Byłam bardzo zainspirowana, kiedy ta koleżanka powiedziała mi o tym. Zachecajmy sie wzajemnie. Myślmy kryteriami wieczności, a będziemy zdolni do poświęceń ze względu na Jezusa, motywowani nie tylko emocjonalnym współczuciem, które przecież i niewierzący odczuwają, ale będąc posłuszni wezwaniu naszego Boga, „jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili” (Efezjan 2, 10 &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-4498944286889328180?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/4498944286889328180/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=4498944286889328180' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/4498944286889328180'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/4498944286889328180'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/08/odciski-wesele-safari-i-krlestwo-jezusa.html' title='Odciski, wesele, safari i Królestwo Jezusa'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-8390237785418864491</id><published>2007-07-31T17:50:00.001+02:00</published><updated>2008-07-13T17:04:43.627+02:00</updated><title type='text'>Szczur, kopytka i szkoła</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Właśnie siedzę w klasie sierocińca, gdzie moi uczniowie pizą test z pierwszego tygodnia nauki angielskiego. Czuję się świetnie w roli nauczycielki, choć dość ciężko uczyć tych, którzy nie znają nawet podstaw angielskiego, ale wiem, że jest to możliwe. A moi uczniowie są wdzięczni. Wiele się wydarzyło od mojego ostatniego wpisu. Kilka dni temu obudziłam się w nocy, gdyż poczułam że coś łazi po mnie. Był to szczur!!! Mieliśmy trzy szczury w domu, ale już je pozbawiliśmy życia. Nie zareagowałam jak prawdziwa kobieta piszcząc, bo nie chciałam obudzić pozostałych domowników, ale wygoniłam go z mojego łóżka i bardzo starannie okryłam się moskitierą. Kenneth – brat Dyrektorki misji powiedział, że szczury zorganizowały zawody, że kto wejdzie na „Muzungu” (czyli białą osobę) i zatańczy na niej, zostanie zwycięzcą :) Z innych przygód to przy domu mamy koguta, który budzi nas codziennie o 5:00, piejąc trzy razy co 15 minut, poza tym przez tydzień mieliśmy w domu roczną sierotkę, która często nocy płakała, więc ostatnio trochę niedosypiałam. Jednakże kilka dni temu dostałam zatyczki do uszu, więc już teraz dobrze śpię, aż do 6:30 :) &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Raz w tygodniu we wtorek mamy w kościele nocne czuwanie od 21:30 do 1:30. Potem niektórzy śpią w kościele i wstają o 5:00 żeby modlić jeszcze przez parę godzin rano. Byłam tam w ubiegły wtorek, bardzo mi się podobało. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu pojechaliśmy na ślub znajomego dyrektorki do innej wioski. Byliśmy wielką atrakcją. Wydawało się, jakby wiele z nich po raz pierwszy w życiu widziało Muzungu. Stale się nam przypatrywali, szczególnie na weselu, gdzie byliśmy otoczeni mnóstwem miejscowych, którzy nie spuszczali z nas oka, jak wysiedliśmy z samochodu. Usadzono nas na honorowych miejscach, gdzie wszyscy nas bacznie obserwowali. Jak im machałam, wszyscy mi odmachiwali, ale najwięcej śmiechu przyniosło, jak im posyłałam całuski. Wszyscy się zanosili od śmiechu, gdyż w kulturze ugandyjskiej nie znają posyłania całusków, ale wolno je posyłać tylko do dzieci i kobiet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie utrzymują się tu głównie z własnych plonów ziemi. Uprawia się tu ziemniaki, słodkie ziemniaki, kasawę (smakuje jak ziemniaki), kapustę, marchew, cebulę, banany słodkie i takie bez smaku - do gotowania, które po ugotowaniu tez smakują prawie jak ziemniaki, fasolę, awokado, pomidory. Codziennie jemy fasole, ziemniaki, cos takiego jak naleśniki, tylko twardsze i nie słodkie (czapati), ryż, kapustę i czasem inne z wymienionych wyżej oraz czasem mięso, najczęściej wołowinę i wieprzowinę. Dziewczyny z sierocińca, które pomagają w domu dyrektorki, nie umieją zbytnio gotować, ale przyjeżdża do nas czasem kuzynka dyrektorki – Margaret, która gotuje bardzo pyszne rzeczy z wymienionych wyżej składników. Próbuje uczyć tego dziewczyny z sierocińca. Z owoców to jemy prawie codziennie: banany i ananasy (są bardzo słodkie, bardzo smaczne) oraz coś takiego co nazywa się jackfruit (dżekfrut), ale mi to nie smakuje, ma dziwny smak, jakby zepsuty banan. Poproszono mnie też o ugotowanie czegoś, więc ugotowałam kopytka oraz leczo. Nauczyłam ich też, jak zrobić biały ser z krowiego mleka, który niestety smakował tylko kilku osobom, które potem żartowały, że z tego sera zrobimy trutkę na szczury. Słyszałam, że takie dobre jedzenie skończy się wraz z wyjazdem wolontariuszy z USA. Potem zapewne będę jeść to, co zwykle jedzą biedni ludzie na wsiach, czyli ryż, fasolę i kapustę, a raz w tygodniu mięso. Myślę, że przyzwyczaję się jakoś do tego skromnego jedzenia. Pan Jezus jak przyszedł też stał się "jednym z nas" i nie wybrzydzał :) a w porównaniu ze ślicznym Niebem - to dopiero było wyrzeczenie! Dzięki Mu niech będą za zbawienie i życie wieczne, które mamy przez wiarę w Jego Imię!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko w biurze jest generator prądu, wiec tylko tam mogę naładować laptop i komórkę oraz sprawdzić maile. Dyrektorka jest zajęta w biurze cały tydzień, wiec nie za bardzo mam jak sprawdzać maile, bo mogę to zrobić tylko na jej komputerze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tu mnóstwo potrzeb finansowych. Zauważyłam, że niektóre dziewczyny z sierocińca nie maja butów lub zbyt wiele ubrań. Nie noszą biustonoszy, bo nie maja, a „maja czym oddychać”. Wiec myślałam też, żeby im kupić biustonosze, buty, materiały na sukienki, ale nie mam wystarczającej ilości pieniędzy, więc gdyby ktoś z czytających poczuł się zainspirowany do ofiarowania jakieś kwoty na te cele lub inne, proszę o kontakt na maila. Dziewczyny uczą się krawiectwa, wiec mogłyby sobie coś uszyć, co byłoby taniej. Mamy też w kościele 20 osobowy chór i jest ich marzeniem mieć te same stroje, kiedy występują w kościele. Uszycie ich kosztowałoby jakieś 500 zł. Dyrektorka misji ma wiele pomysłów, marzeń i wizji, co chciałaby zrobić dla tej społeczności. Maja przyjść jakieś znaczne pieniądze z USA, za które będzie zbudować szpital. Jej „malutkim” marzeniem jest mieć projektor, czyli rzutnik. Gdybyśmy go mieli, można by to robić wiele inicjatyw edukacyjnych, a także mieć coś w rodzaju „chrześcijańskiej dyskoteki,” przez co moglibyśmy przyciągnąć młodzież z okolicy, nawiązać relacje i ewangelizować. W grudniu będzie tu duża chrześcijańska konferencja młodzieżowa (ok. 1000-2000 osób). Moglibyśmy mieć niezwykły wpływ na te młodzież, używając projektor. Taki projektor kosztuje od 3000 zł, czyli ok. $1000. Wierze, ze Bóg w jakiś sposób da nam pieniądze na ten cel. Czy możecie sobie wyobrazić osoby z wiosek, które cale życie żyją bez elektryczności i komputerów, kina, teatru itp., które nagle mają możliwość dotknąć tego, co dla nas jest codziennością? Mówię tu o użyciu projektora, aby głosić Ewangelię (mamy wiele pomysłów na to) oraz edukować ich. Procent społeczności ugandyjskiej, która skończyła uniwersytet nie przekracza 20%, szkoły średniej – 40%, kursów zawodowych – 50%. Szkoły podstawowe są rządowe, czyli bezpłatne, ale za kolejne stopnie edukacji trzeba płacić, a ludzie są biedni. Dzieci i młodzież mają też wiele obowiązków w domu, po szkole, wiec nie maja czasu nawet żeby się uczyć. Nie ma sieci wodociągów, więc wodę trzeba nosić ze źródeł. Tak wiec, kończąc podstawówkę, niektórzy nawet nie potrafią dobrze liczyć, nie mówiąc już o innych wiadomościach. Nie rozwija się tu też zdolności dzieci, czy młodzieży. Marzy mi się użycie projektora także w tym celu (mam parę pomysłów). Dużym problemem dla ludzi jest nieznajomość języka angielskiego, który jest językiem narodowym. Wobec tego mają ograniczone możliwości zdobycia pracy. Dlatego cieszę się ogromnie, że Bóg mnie postawił w miejscu ich potrzeb: uczę angielskiego 55 osób z sierocińca, a jest to bardzo prawdopodobne, ze ta liczba z czasem się zwiększy. Dyrektorka (musze kiedyś o niej napisać więcej, gdyż jest niesamowitą osobą), potrzebuje asystentki, bo jest przepracowana. Wobec tego, ze znam się na komputerze, będę szkolić jej przyszła asystentkę/-i, a z czasem i więcej osób, dając im możliwości posiadania tego rodzaju umiejętności, a wiec pozyskania pracy. Mam też bezpośrednią możliwość chrześcijańskiego wpływu na dzieci (a przez to i ich rodziców), bo uczę w szkole niedzielnej, a także będę szkolić ich nauczycielkę, która będzie kontynuować moją pracę w szkole niedzielnej. W przyszłości będę szkolić więcej nauczycieli szkółki niedzielnej z okolicy. Myślę tu także o potencjale posiadania projektora, bo w naszej wiosce jest około 1000 dorosłych, ale 2000 dzieci i młodzieży do lat 18. Użyciem projektorem można by było ich przyciągnąć do Jezusa (mam kilka pomysłów). Mamy też plany ewangelizacji okolic, używając projektora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubiegłej niedzieli, przygotowując się do prowadzenia zajęć w szkółce niedzielnej o stworzeniu świata, Bóg dał mi prostą piosenkę: „God created people in His own image, alleluja.” Piosenka ta podobała się dzieciom, a potem reszcie Kościoła, kiedy zaprezentowaliśmy ją na zakończenie. Jeden z pastorów powiedział, że właśnie przemieściliśmy się o „whole another level”, a to wyrażenie znaczy „znaczne przemieszczenie się z jednego poziomu na inny”, ale to znaczy tak jakby ktoś z pierwszej klasy podstawówki nagle został przeniesiony do pierwszej klasy liceum z powodu osiągnięć. Taki komplement bardzo mnie ucieszył, bo naprawdę mam „Boże ambicje” formacji duchowej tych dzieci, których potencjał tak naprawdę w ugandyjskich kościołach jest bardzo lekceważony. Proszę was o modlitwę, abym dała się Bogu inspirować do kreatywnego podejścia w wielu zajęć na tej misji.&lt;br /&gt;Tych troje Australijczyków, którzy przyjechali tu ze mną na początku lipca wyjeżdża już 2 sierpnia, ale przyjeżdża 15-osobowa grupa Amerykanów, która zostaje do 10 sierpnia. W tej grupie będzie pielęgniarka, która zostanie do początku września. Potem będę tu jedynym „Muzungu”, aż do grudnia, kiedy znów mają przyjechać jacyś wolontariusze z USA.&lt;br /&gt;Wśród wolontariuszy jest 25-letni Amerykanin – Travis, który przyjechał tu na miesiąc jako wolontariusz w 2004 i po powrocie do domu Bóg go zainspirował do założenia non profit organizacji charytatywnej „Global Suport Mission” (zobaczcie stronę internetową &lt;a href="http://www.globalsuportmision.org/"&gt;http://www.globalsuportmision.org/&lt;/a&gt; są tam filmy i zdjęcia m.in. z mojego obecnego otoczenia). Travis jest tutaj od czerwca, a z Ugandy jedzie do innej organizacji w Nairobi w połowie sierpnia. Ostatnio w kościele Travis mówił swoje świadectwo i wspomniał o tym, ze wierzy w Boga, który zaopatruje, gdyż stan jego konta w tym momencie jest 0. Wierzy jednak, ze jest w miejscu Bożego powołania i dlatego zrezygnował z pracy, aby się poświęcić zdobywaniu funduszy dla takich organizacji jak „Bringing Hope” w wielu biednych krajach na całym świecie oraz wysyłaniu wolontariuszy do tych organizacji. Taka osoba jak on jest dla mnie wielka zachętą, dlatego potem (czując inspirację od Boga) dałam mu moje ostatnie $50. Po pierwsze byłam posłuszna Bogu, po drugie Bóg przez to pokazał Travisowi, że się o niego troszczy, a po trzecie ja mam swój udział w „duchowych owocach” jego dzieła, gdyż kiedy my dajemy pieniądze na jakieś dzieła, to choć sami w nich nie uczestniczymy, to w oczach Boga mamy w nich udział i nie utracimy naszej zapłaty w życiu przyszłym.&lt;br /&gt;Ugandyjczycy, oprócz nadanego im przez rodziców imienia, muszą mieć także inne – jedno ze specjalnych 12 imion, które mają specjalne znaczenie. To imię używa młodsza osoba, zwracając się do starszej, gdyż ze względu na respekt, nie może zwracać się do niej po imieniu. Postanowiono więc i mnie nadać specjalne imię i chciano mnie nazwać „Aboli”, co znaczy „ukochane dziecko” (takie imię ma dyrektorka), ale znając kilka z nich – ja wybrałam sobie „Akiki”, bo podoba mi się jego znaczenie – „zdobywca narodów”. To imię z przeznaczeniem. Wierzę, że są tu dla mnie pola do zdobycia dla Jezusa, w tym właśnie szczególnym miejscu, gdzie Bóg mnie postawił.&lt;br /&gt;Jestem tu bardzo bezpieczna, a wszyscy się o mnie troszczą i odnoszą z wielkim szacunkiem, jak w Polsce do biskupa. Cieszę się, że tu jestem, czuję się tu coraz bardziej jak u siebie. Dyrektorka Faith Filo jest 35-letnią kobietą o bardzo silnej osobowości i autorytecie oraz mocnym duchu. W 2000r. Bóg powiedział jej, żeby zrezygnowała ze swej pracy i założyła organizację, troszcząc się o biednych i chorych w wiosce rodzinnej. Przez wiele lat zmagała się z problemami finansowymi, jednakże pomogła wielu osobom. Organizuje też różnego rodzaju pomoc dla innych ludzi w okolicy, którzy pomagają sierotom i chorym na AIDS. Założyła też 2 sierocińce i przychodnię. Przeszła wiele, jak również diabeł wielokrotnie próbował ją zatrzymać lub ograniczyć jej działanie, m.in. przez czary czarowników. Kiedyś napiszę o niej więcej, zresztą mam jej pomóc w napisaniu książki, która już wiem, że będzie fascynująca, jak i jej życie. Ona jest w Bogu cały czas, często śpiewa na Jego chwałę, pracując w biurze lub w innych okolicznościach. Mamy dobry kontakt, ona lubi mnie, ja bardzo lubię ją i czuję wielki respekt dla niej za to, co przeszła i co robi. Powierzam ją więc waszej modlitwie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-8390237785418864491?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/8390237785418864491/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=8390237785418864491' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8390237785418864491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8390237785418864491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/08/szczur-kopytka-i-szkoa.html' title='Szczur, kopytka i szkoła'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-164867542622158420</id><published>2007-07-16T09:56:00.000+02:00</published><updated>2007-07-16T10:00:41.442+02:00</updated><title type='text'>Pierwszy tydzień w Ugandzie</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Przyleciałam do Enteebe w Ugandzie o godzinie 18:45 w poniedziałek 9 lipca. Na lotnisku czekali na mnie przedstawiciele organizacji „Bringing Hope To The Family” Bob i Margaret. Zabrali mnie samochodem do Kampali, stolicy Ugandy, do domu Faith Kaihira założycielki organizacji, gdzie miałam zostać jedną noc. Następnego dnia miały przyjechać trzy inne osoby z Australii i razem mieliśmy jechać do wioski położonej ponad 200 km na zachód od Kampali. Pierwsza doba w Kampali była ekscytująca. Wszystko było inne i zaskakujące. Również w pewnych negatywnych aspektach. Dom Faith  nie ma generatora prądu, a łazienka i kuchnia są bardzo prowizoryczne. Nie ma też bieżącej wody. Miasto pełne kurzu i szalonych kierowców. Ludzie jednak bardzo życzliwi i mili. Temperatura przyjemna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia po odebraniu z lotniska pozostałej trójki, około 17:00 wyruszyliśmy w drogę. Nie spodziewałam się, że będzie taka długa i męcząca. Zmęczenie i przeziębienie dawały mi się we znaki. Na miejscu byliśmy po 22, gdzie zastaliśmy czekających na nas Faith i dziewczyny z sierocińca, które pomagały przy kolacji. Nie było światła, więc wszystko odbywało się po omacku przy blasku latarek i świec. Brzmi nieźle, ale wcale to nie było takie ekscytujące. Warunki są niełatwe do zaakceptowania przez osoby z tzw. „świata cywilizowanego,” jak np. toaleta na dworze w pomieszczeniu z dziurą w podłodze, brak bieżącej wody, a więc prysznic polegał na otrzymaniu wody w misce i zabraniu tego do innego pomieszczenia, gdzie można było się umyć. Dom gościnny to około 80m2 parterowy dom 5-pokojowy, niewykończony, z wieloma łóżkami w każdym niedużym pokoju, wąskim korytarzem i ciasną jadalnią. Nie ma sufitow w pokojach, ani drzwi, tak wiec slychac wszystko. Trudno odpoczac w takich warunkach. Kogut budzi nas codziennie przed 6 :) Jest bardzo punktualny. Było bardzo tłoczno, szczególnie na drugi dzień, kiedy 10-osobowa grupa Amerykanów z „Global Suport Mission” przyjechała z wycieczki. Oni przybyli tu tydzień wcześniej, a wyjeżdżali w środę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety okazało się, że dzieci z sierocińca (w wieku od 2 lat do 13 lat) oraz dziewczęta i chłopcy (w wieku od 14 do 27 lat) z drugiego sierocińca w większości nie mówią i nie rozumieją po angielsku. Czułam się więc zagubiona i wyizolowana. Przygnębiona nędzą, którą widziałam dookoła. Takiej biedy nie zobaczycie w najbiedniejszym domu w Polsce. Dzieci noszące 5, 10 litrowe kanistry z wodą i chrust na opał, mężczyźni stojący bezczynnie na ulicach, kobiety pracujące ciężko w polu - wszystko to mnie przygnębiało. Powiem szczerze, że płakałam w drugi dzień - chciałam się pakować i wracać do Polski. Bardzo trudno było mi się tu odnaleźć, gdyż ta organizacja działa na innych zasadach, niż się spodziewałam. Nie ma tu dla mnie przygotowanego zadania do zrealizowania, raczej muszę znaleźć swoją lukę i ją wypełnić. Gdyby nie fakt, że jestem pewna, iż Bóg mnie tu wezwał, już by mnie tu nie było. Nigdy nie było mi tak ciężko w żadnej służbie, jak tu. Jednocześnie wiem, że „kto sieje w smutku, żąć będzie w radości” i że „w ucisku mam być cierpliwa.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po spędzeniu kilku dni tutaj widzę więc kilka opcji działania. Będę uczyć angielskiego w sierocińcach, pomagać w szkole niedzielnej oraz może uczyć angielskiego młodsze dzieci. Prawdopodobnie w miarę upływu czasu będę zajmować się i innymi rzeczami. Faith prosiła mnie także o zrobienie kartotek wszystkich dzieci. Pojawiło się też inne ciekawe zadanie do zrealizowania, a mianowicie Faith chciałaby napisać książkę o historii „Bringing Hope…,” więc zaoferowałam się do spisania jej historii. Kiedy myślałam kilka lat temu o misjach, myślałam raczej o ewangelizacji, czyli pozyskiwaniu nowych wierzących. Natomiast tutaj w Ugandzie będę pracować z chrześcijanami, utwierdzając ich wiarę oraz zaspokajając ich socjalną potrzebę znajomości języka angielskiego. Znajomość angielskiego pozwoli im dostać jakąkolwiek pracę. Faith powiedziała, że nie mają tu zbyt wiele wolontariuszy, szczególnie długoterminowych. Od czasu do czasu, ktoś tu przyjeżdża, ale niezbyt często. Była tu nawet w 2004 roku przez miesiąc jedna Polka z Krakowa. Będę chciała się z nią skontaktować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest piątek - za chwilę idę do młodszego sierocińca bawić się z dziećmi, a potem do tego starszego grać z dziewczętami w różne zabawy, ucząc ich przy tym angielskiego. Czy moja rola tu w tej misji jest niezastąpiona? Czy przyniesie jakąś zmianę na lepsze? Czy moja obecność tu sprawi różnicę w czyimś życiu? Bóg to wie. Ja wiem, że wolą Bożą dla mnie na najbliższe kilka miesięcy jest pobyt tu, gdybym nie była tego pewna, już byłabym w drodze powrotnej, bo wszystko tutaj wydaje się mnie przerastać. Bóg jednak zachęca nas, kiedy czujemy się bezsilni: „wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali.” Polegam więc tylko na mocy Bożej, która wierzę, że objawi się w moich słabościach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy kończę ten post jest już niedziela wieczór. Byłam rano w kościele. Nabożeństwo trwało „tylko” 3,5 godziny, bo czasem trwa dłużej. Nikt się jednak nie nudził. Uwielbienie było radosne i głośne. To cudowne było widzieć ich tańczących dla Boga z całą pasją i choć śpiewało niewiele ponad 100 osób w kościele przy wtórze kilku bębnów wydawało się, że śpiewa 500 osób. Na zakończenie modliliśmy się o uzdrowienie wielu osób i oni doświadczyli mocy Bożej! Chwała Bogu! Kupiłam przed wyjazdem balony, które potem rozdawałam dzieciom, ku ich wielkiej radości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejscowi są tu bardzo przyjaźni, przystają, rozmawiają z tobą, jak potrafią, dzieci stale machają, uśmiechają się i chcą, żeby się z nimi bawić. Dzieci bardzo biedne w brudnych podartych ubrankach. Tak bardzo mi ich żal i zastanawiam się, co ja mogę dla nich zrobić. Mam kilka pomysłów, ale niektóre wymagają nakładów finansowych, choć stosunkowo niewielkich, jak kilka dolarów, ale moje środki są ograniczone. Ceny wielu rzeczy są takie same jak w Polsce. Chciałabym móc dać każdemu dziecku kredki i kolorowankę. Tego wielu z nich nawet na oczy nie widziało, nie mówiąc już o zabawkach, bo nie mają ich wcale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłoby też super mieć baterie słoneczną w domu, bo ciemność każdego dnia po 19 jest przygnębiająca. Bateria kosztowałaby około $1300. Gdybyście zobaczyli warunki obu sierocińców, to sądzę, że ścisnęło by wam się serce. Są to budynki niewykończone, gorsze niż nasze obory, czy stajnie, gdzie są tylko wstawione łóżka, a w sierocińcu dla starszych nawet nie ma łóżek, śpią na materacach na podłodze w kurzu, na niewykończonej posadzce. Oczywiście jest ich marzeniem mieć wykończony budynek i meble i baterię słoneczną, ale organizacja nie ma pieniędzy. Mimo wszystko tryska z tych dzieci i starszych podopiecznych wiara i miłość do Boga oraz wdzięczność Bogu za to, co mają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja jestem wszędzie bardzo serdecznie przyjmowana. Dzieci i dziewczęta stale się do mnie przytulają, jak tylko przychodzę. Nauczyłam się paru wyrażeń w ich języku, co wprawia ich w zachwyt. Nauczyłam ich też przesyłać całuski, co ich strasznie śmieszy i bawi. Muszę się też przełamywać, kiedy wkładają swe brudne ręce w moje ręce, lub kiedy mnie obejmują lepkimi rączkami. Ja zawsze miałam obsesję „czystych rąk”, które starałam się myć tak często, jak mogłam. Tutaj nie mam takiej możliwości, bo czyste ręce po chwili stają się znów brudne, gdyż kurz jest wszędzie. Wycieram też czasem zasmarkane noski małych dzieci. Staję się powoli jedno z nimi. Dziś ugotowałam im leczo, które smakowało - w większości :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój czas tutaj jest błogosławiony, nie tylko dlatego, że mogę im coś z siebie dać lub nauczyć, ale dlatego, że Błogosławiony Bóg mnie tu przyprowadził w konkretnym celu, abym tu budowała Jego Królestwo, będąc w miejscu swego przeznaczenia. To jest Jego wola i chwała Mu za to, że ją znam. Proszę was o modlitwę, abym nie uległa zniechęceniu i nie poddała się trudnościom. Kiedy jesteśmy w miejscu swego przeznaczenia, diabeł robi wszystko, żeby nas zniechęcić i zwieść, byśmy zmienili kierunek, bo wypełnienie Bożego planu dla naszego życia przyniesie diabłu klęskę, a Bogu chwałę. „Przeciwstawiajmy się więc diabłu, a ucieknie od nas.” Wiem też, że im większe poświęcenie, tym większa chwała i przejawy mocy Bożej. Im większe oczekiwanie Jego działania, tym większe zaspokojenie naszych potrzeb. Pominąwszy więc inne szczegóły, tak więc upłynął mój pierwszy tydzień w Ugandzie, a jeśli Bóg pozwoli, to w ciągu następnych dwóch tygodni umieszczę kolejny post.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-164867542622158420?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/164867542622158420/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=164867542622158420' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/164867542622158420'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/164867542622158420'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/07/pierwszy-tydzie-w-ugandzie.html' title='Pierwszy tydzień w Ugandzie'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-8049408087899264814</id><published>2007-07-08T22:35:00.000+02:00</published><updated>2007-07-08T22:37:09.489+02:00</updated><title type='text'>Dlaczego Uganda</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Pragnienie wyjechania na misje otrzymałam w wieku 18 lat. Byłam wtedy w neokatechumenacie zaledwie parę miesięcy. We wrześniu 1993 pojechałam na neokatechumenalną konferencję do Opola, którą zaszczycił swą obecnością założyciel tego ruchu - Kiko Argźello. W czasie swojego nauczania zaprosił on do wyjścia do przodu tych wszystkich młodych ludzi, którzy chcieliby poświęcić swe życie głoszeniu Ewangelii. Ja nigdy wcześniej o tym nie myślałam, ale była we mnie chęć poświęcenia swego życia Bogu, która zainspirowała mnie do wyjścia do tej modlitwy. Prawdę mówiąc, kiedy szłam do przodu, byłam sama zdziwiona swoją decyzją i zastanawiałam się do czego mnie to doprowadzi, ale było we mnie silne wewnętrzne przekonanie, iż byłam pewna, że postępuję słusznie. Po tej modlitwie ogarnęło mnie ogromne wzruszenie i doświadczenie miłości Boga, a także nadprzyrodzony zapał, aby iść zgodnie z tą decyzją. Po powrocie do domu zaczęłam słuchać misyjnych piosenek, a ściany mojego pokoju były wylepione plakatami z magazynów misyjnych. Ogarnęła mnie wielka pasja dla misji, dlatego po maturze postanowiłam wstąpić do zakonu misyjnego. Wobec sprzeciwu rodziny poszłam na studia, jednakże to pragnienie mnie nie opuściło. Prenumerowałam gazetkę „Ruch Sług Ubogich Trzeciego Świata”, zamierzając pewnego dnia wyjechać na misje poprzez tę organizację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do zakonu nie poszłam, ale w tym czasie, aż dotąd, byłam zaangażowana w ewangelizację w różnych formach. Byłam jedną z nauczających w Szkole Nowej Ewangelizacji w Poznaniu, byłam na miesięcznych wyjazdach misyjnych w Jałcie (Ukraina) oraz w Kazachstanie, a pracując jako przedstawicielka medyczna, zabierałam autostopowiczów, głosząc im Ewangelię i świadcząc o Jezusie w czasie drogi. Jak to powiedział św. Paweł „głosiłam w porę i nie w porę”, wykorzystując okazję do składania świadectwa o tym, co Bóg uczynił w moim życiu, a uczynił mi „wielkie rzeczy”, niektóre opiszę na tym blogu, inne są zbyt intymne, aby o nich mówić publicznie. Tak więc od roku 1993 poświęciłam swe życie Jezusowi i głoszeniu Jego Ewangelii. Miałam oczywiście momenty „letniości”, ale kiedy tylko otwierałam swe usta do świadczenia o Jezusie, przychodziła do mego serca wielka pasja dla Jezusa i zapał w „sprawach Jego Królestwa.” Było to owocem posłuszeństwa darowi, gdyż nieraz głosiłam, będąc w stanie „nie-czucia Boga” lub osobistych problemów, które mnie przygnębiały i zniechęcały. Wiedząc jednak, że ja „nie mogę nie mówić, o tym co widziałam i słyszałam”, co dobry Bóg uczynił w moim życiu, przełamywałam swoje lęki i opory, otwierając swe usta do głoszenia o Jezusie jako jedynym rozwiązaniu ludzkich problemów, zwłaszcza problemu grzechu oraz Jezusie – jedynej odpowiedzi na ludzkie potrzeby. Głosiłam Jezusa Pana i Zbawiciela oraz miłość Bożą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Ewangeliach czytamy, że pragnieniem Jezusa było ochrzcić wierzących „chrztem ognia.” Mowa to o włożeniu pasji i odwagi do świadczenia o Jezusie w serca chrześcijan. Nie jest tu mowa o darze ewangelizacji, który jest czymś innym, ale o tym, że każdy wierzący byłby gotowy do skorzystania ze sposobności do świadczenia o Jezusie, kiedy taka okazja się pojawia, korzystając z inspiracji Ducha Świętego i poleganiu na tym, że On włoży właściwe słowa w nasze usta, jak to obiecał Jezus (można o tym przeczytać w wielu miejscach w Ewangeliach). Jeżeli odkryłbyś lek na raka, czy nie chciałbyś o tym powiedzieć całemu światu? Chrześcijanie mają znacznie więcej do zaoferowania światu – lek na wszystko – Jezusa Chrystusa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale wracając do wątku – dlaczego Uganda? Otóż będąc ponad rok w Australii, przechodząc różne doświadczenia, zaczęłam odczuwać wewnętrzne niespełnienie. Miałam przekonanie, że mam od Boga wyznaczone powołanie i przeznaczenie, i nie chciałam się z tym rozminąć. Czułam też, że mój czas w Australii dobiega końca, ale nie wiedziałam, co dalej mam robić, a chciałam być w Bożej woli dla mego życia. Wobec tego zaczęłam się gorliwie modlić kilka godzin dziennie i pościć, prosząc Boga, żeby pokazał mi kierunek dla mego życia. Wyznawałam Bożą obietnicę z Księgi Przysłów 3 rozdział: „z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej twej drodze, a On twe ścieżki wyrówna.” W taki sposób trwałam na modlitwie przez około 2 tygodnie, lecz niczego nie odkryłam. Pan odnowił jednak we mnie gorliwość o Jego królestwo. Między innymi przyszło do mnie pragnienie zasponsorowania dziecka z Ugandy z &lt;a href="http://www.worldvision.com/"&gt;http://www.worldvision.com/&lt;/a&gt; W rezultacie niemożności zdecydowania się, postanowiłam znaleźć na &lt;a href="http://www.google.com/"&gt;http://www.google.com/&lt;/a&gt; kościoła chrześcijańskiego w Ugandzie i zapytania ich, czy mają jakieś dzieci w worldvision.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natrafiłam na organizację „Bringing Hope To The Family.” Skontaktowałam się z nimi i napisali mi, że mają pod opieką 300 sierot, więc jeśli bym chciała pomóc finansowo, będą wdzięczni. Podali mi też kontakt do grupy wsparcia, którą mają w Australii. Po skontaktowaniu się z tymi w Ausstralii, dowiedziałam się, że „Bringing Hope” jest wiarygodna i że oni jadą na wyjazd misyjny do nich w lipcu. Kiedy to usłyszałam, serce aż podskoczyło we mnie z pragnienia jechania z nimi, ale postanowiłam się modlić i pościć, aby zobaczyć, czy to jest wola Boża dla mojego życia. Po kilku dniach byłam pewna w moim sercu, że mam jechać i poczułam wielką wdzięczność Bogu, że w sposób tak niezwykły odpowiedział na moje wołanie sprzed kilku tygodniu o kierunek dla mego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chrześcijańskie życie bez wizji dla swego życia, bez pewności kierunku i miejsca, w którym Bóg chciałby nas widzieć, sprawia, że chrześcijanie marnują potencjał, który Bóg w nich ulokował i pozostają niespełnieni w życiu, nie żyjąc „pełnią życia”, jaką Bóg dla nich ma. Bóg mówi w Biblii: „wołaj do Mnie, a odpowiem ci, oznajmię ci rzeczy wielkie i niezgłębione” oraz „jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was, zamiarów pełnych pokoju, a nie zagłady.” W wielu miejscach w Biblii czytamy o osobach, którym Bóg dawał wizję dla ich życia, a mogli oni wykorzystać swój potencjał i dokonać wielkich rzeczy dla Boga. Wszystko się jednak zaczynało od wizji (np. Nehemiasz, św. Paweł), od pragnień w sercu (np. Mojżesz, Jakub), od marzeń (np. Dawid, Salomon), od poczucia niespełnienia w życiu (np. Abraham, Gedeon), od niezgody na rzeczywistość, która nie dawała satysfakcji (np. Józef - syn Jakuba, Habakuk), od znalezienia się w miejscu okazji (np. Jakub, Jozue, Estera, Daniel) lub objawienia (np. Izajasz, św. Piotr). Można by wymienić wiele innych postaci, jednak zachętą dla nas jest to, że Bóg ZAWSZE odpowiadał, jeśli człowiek szukał odpowiedzi i wołał, i kołatał. Bóg nasz kocha i zależy Mu bardziej niż nam na daniu nam szczęścia, które przyjdzie przez znalezienie się we właściwym miejscu, przygotowanym dla nas przez Boga. Pewność bycia we właściwym miejscu zapewnia nam poczucie spełnienia i daje wzrost naszej wierze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do wątku o Ugandzie – będąc pewna w sercu, że mam jechać do Ugandy na misje, podjęłam decyzję pojechania tam na 8 miesięcy. Na ten wyjazd musiałam zgromadzić $8000, co było niemal nierealne dla mnie, ale jak mówi pewne powiedzenie: „God’s will – God’s bill” („Boża wola – Boży rachunek”), postanowiłam Bogu zaufać, że w jakiś sposób pozostałe $5000 przyjdzie do mnie. I przyszło - chwała Bogu!!! Postanowiłam nie prosić nikogo o pieniądze, zostawiając to Bogu. Tak więc, moi przyjaciele z Polski dali mi $1300. Bóg też pobudził różnych ludzi do dania mi łącznej kwoty około $700. Swój samochód sprzedałam za kwotę wyższą, niż go kupiłam ($850)! A co najbardziej jest niesamowite - Bóg dał mi pomysł na interes, gdzie mogłam zarobić $4000 w sposób szybki i łatwy! Jak więc łatwo obliczyć – mam nadwyżkę! (którą zamierzam przeznaczyć na pewien szczególny cel w Ugandzie). Bóg zawsze daje ponad miarę! Zawsze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słowo Boże mówi: „starajcie się najpierw o Królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam dodane.” Słowo Boże jest prawdą i działa w naszym życiu przez wiarę, która jest pewnością w oczekiwaniu na wypełnienie się tego, co Bóg obiecał. Taka wiara pochodzi z obcowania ze Słowem Bożym: „a wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś co się słyszy jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17). Taka wiara pochodzi z wyznawania Bożych obietnic zawartych w Biblii z przekonaniem, że zaistnieją one w naszym życiu. Tak więc na podstawie mojej wiary w Bożą obietnicę, że Bóg „wyrówna moje ścieżki,” otrzymałam kierunek dla swego życia na najbliższe miesiące. Bóg to potwierdził również na różne sposoby, dając mi dodatkowe znaki i pewność bycia we właściwym miejscu. Prosiłam jednak Boga, aby dał mi wizję, co będę miała robić w Ugandzie i mój wierny, dobry, żywy Bóg objawił mi ją, ale o tym może następnym razem…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-8049408087899264814?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/8049408087899264814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=8049408087899264814' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8049408087899264814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8049408087899264814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/07/dlaczego-uganda.html' title='Dlaczego Uganda'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-8012749253856416789</id><published>2007-07-08T22:09:00.004+02:00</published><updated>2010-03-29T22:32:47.906+02:00</updated><title type='text'>Dlaczego oddaję Bogu dziesięciny i daję ofiary</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Około dwóch lat temu zrozumiałam, czytając Biblię, że 10% dochodu jest własnością Boga i jeśli tego nie oddaję Bogu, to Go okradam (por. Malachiasza 3, 8-12). Oddawanie dziesięciny na potrzeby świątyni było częścią Przymierza i Prawa Mojżeszowego. Było to też praktyką pierwszych chrześcijan. Oddanie Bogu 10% z naszego dochodu jest wyrazem zaufania i wdzięczności za pozostałe 90% oraz wiernością Słowu Bożemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znamy powiedzenie: „chytry dwa razy traci,” a tracimy wiele – nie oddając Bogu dziesięcin. Ludzie nie dają dziesięcin głównie przez chytrość, przez lęk, przez małoduszność, przez nieznajomość nauczania na ten temat, przez niewiarę, przez myślenie, że skarbnik czy kościół zdefrauduje te pieniądze (Bóg ich z tego rozliczy, ty rób, co do ciebie należy w tym względzie) i z innych powodów. Ja nie dawałam przez nieznajomość nauczania Biblii na ten temat. A dlaczego ty nie dajesz? Od momentu dawania dziesięcin zaczęło mi się finansowo „przelewać.” Bóg mówi w Biblii: „sprawię, że będziesz w pełni zaopatrzony”. Ja doświadczałam wypełnienia tej obietnicy, a także każdej innej Bożej obietnicy dotyczącej dawania dziesięciny, o których czytamy w Biblii. W Księdze Przysłów 3, 9-10 w oryginale jest m.in. mowa o „młodym winie”, którego będziemy mieć obfitość, wskutek oddawania dziesięcin. Młode wino jest w Biblii symbolem „odświeżenia, nowości”. Pan da ci świeżość do twej relacji z Nim, który jest przecież „winnym krzewem.” Zachęcam cię do przestudiowania tego tematu w Biblii, aby zmienić swoje myślenie na ten temat i zacząć być wiernym Bogu w tym obszarze. Możesz też napisać do mnie maila z zapytaniem o konkretne fragmenty z Biblii do rozważenia w tym temacie. Pan Jezus mówi: „kto stara się zachować swe, życie – straci je.” Twoje pieniądze mogą pracować dla poszerzania królestwa Bożego, nie chcesz mieć w tym udziału? Ale co najważniejsze – będziesz mieć satysfakcję wykonywania woli Bożej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu chrześcijan modli się o objawienie woli Bożej w ich życiu, a nie wypełniają woli Bożej zawartej w Biblii. Zachęcam cię – nie bój się stracić, czyli poświęcić swego 10% dochodu dla spraw królestwa Bożego, bo jest to jak ze stratą zębów mlecznych: tracisz je, aby zyskać te, które mają zadanie przetrwać całe twe życie. Owoce „stracenia” (poświęcenia) twoich 10% przetrwają w Bożej pamięci!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie rzecz ma się z „ofiarami,” które są twoimi datkami na różne dzieła Boże. Tu kierujesz się sercem i współczuciem lub Bożym prowadzeniem, w przeciwności do dziesięciny, która jest wyrazem twej wierności Bogu i wypełniania Jego woli. Dziesięcina jest dla Boga, natomiast danina – aby wesprzeć bliźnich w potrzebie. Dając ochotnie, gdyż „ochotnego dawcę Bóg miłuje” (2 Kor 9, 7), uczyń swoją – modlitwę Nehemiasza, który swój majątek poświęcał dla spraw Bożych: „Pamiętaj Boże mój na moją korzyść, o wszystkim, co uczyniłem dla tego ludu” (Neh 5, 19). Przełam się i daj więcej z siebie Bogu i bliźnim i nie bądź małoduszny/-a, ale wspaniałomyślny/-a w całym swym postępowaniu, a „Bóg który widzi w ukryciu odda tobie” (Mt 6, 4)! Pamiętając, że „więcej szczęścia jest w dawaniu, aniżeli w braniu” (Dz 20, 35).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;R.G. Le Tourneau powiedział: "Nie chodzi wcale o to, ile moich pieniędzy daję Bogu, ale o to, jak wiele Jego pieniędzy zatrzymuję dla siebie." To jest moim marzeniem, aby oddawać na Boże sprawy 90% "moich" pieniędzy, a z 10% żyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś kiedyś policzył, że wystarczy, aby każdy chrześcijanin dał tylko 1$ dziennie, aby rozwiązać tylko problem głodu i analfabetyzmu na świecie. Ile więc dają chrześcijanie? Albo jak są wykorzystywane te pieniądze, które dają…&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-8012749253856416789?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/8012749253856416789/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=8012749253856416789' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8012749253856416789'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/8012749253856416789'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/07/dlaczego-oddaj-bogu-dziesiciny-i-daj.html' title='Dlaczego oddaję Bogu dziesięciny i daję ofiary'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-7969520855970524700</id><published>2007-07-07T03:17:00.000+02:00</published><updated>2007-07-08T20:54:12.225+02:00</updated><title type='text'>Modlitwa uznania Jezusa Panem swojego życia</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Panie Jezu, wierzę w to, że Ty jesteś Synem Bożym. Ty przyszedłeś na świat po to, aby mnie zbawić i dać mi życie dziecka Bożego. Pokazałeś, że Bóg jest Ojcem, który mnie kocha za darmo i bezwarunkowo, tylko dlatego, że jestem Jego dzieckiem. On kocha mnie jako grzesznika i nie potępia mnie. Dziękuję Ci Jezu, że przez Swoją śmierć na krzyżu usprawiedliwiłeś mnie z moich grzechów. Dziękuję Ci za Twoje zmartwychwstanie, bo dzięki temu mogę mieć pewność, że mój grzech i dzieła szatana w moim życiu są już pokonane. Ogłaszam Jezu twoje zwycięstwo w moim życiu. Wyznaję, że Ty Jezu jesteś Mesjaszem, który przygotował dla mnie mieszkanie w niebie i pragnie mojego zbawienia. Twoje Słowo mówi, że Ci, którzy wierzą w Ciebie mają życie wieczne. Dziś więc uznaję Ciebie Jezu za mojego osobistego Zbawiciela.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Chcę dziś przyjąć Twoje zbawienie i mieć życie w obfitości, jak to obiecałeś. Jezu wierzę w Twoje zmartwychwstanie. Wierzę, że Ty jesteś Panem życia i śmierci. Jesteś Jezu Królem Wszechświata. Dziś Jezu ogłaszam Cię moim osobistym Panem i powierzam Ci całe moje życie. Oddaję Ci Jezu moją wolę, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, moje wady i zalety, moje lęki, czas, moje zdrowie i chorobę, moje pieniądze i to, co posiadam, mą pracę, osoby, które kocham i te osoby, które mnie zraniły, moje relacje z ludźmi, moje chrześcijaństwo, moje plany i marzenia, moje przywiązania i grzechy. Szczególnie oddaję Ci Jezu: ... Oddaję Ci Jezu wszystko, co mnie dotyczy. Powierzam Ci siebie z ufnością. Ogłaszam, że od dziś należę tylko do Ciebie. Daj mi Jezu swoje życie w zamian za moje, które dzisiaj powierzam Tobie na zawsze. Chcę dziś osobiście spotkać Ciebie Jezu jako mojego Pana i Zbawiciela. Otwieram Ci całkowicie bramę mojego serca. Przyjdź do mnie Panie Jezu i daj mi poznać Ciebie takim, jakim jesteś naprawdę. Amen.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-7969520855970524700?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/7969520855970524700/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=7969520855970524700' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7969520855970524700'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/7969520855970524700'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/07/modlitwa-uznania-jezusa-panem-swojego.html' title='Modlitwa uznania Jezusa Panem swojego życia'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-859446146162258744</id><published>2007-07-07T03:14:00.000+02:00</published><updated>2007-07-08T22:39:32.764+02:00</updated><title type='text'>Jak zostałam uzdrowiona z alergii i bólu kolan</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Moja alergia (głównie pyłkowica) rozpoczęła się w kwietniu 2001 dziwnym uczuciem zatykającego się ucha, a właściwie było to nieprzyjemne odczucie niejako oddychania przez ucho. Kiedy mówiłam, wydawało się, jakbym mówiła „przez nos”. Przez 3 lata brałam najlepsze, jak i kombinowane leki na alergię, które właściwie nie skutkowały, gdyż objawy alergii nadal mi dokuczały. W 2002 miałam zabieg prostowania przegrody nosowej, bo mój alergolog stwierdził, że może to jest przyczyną dolegliwości. Niestety nic się nie zmieniło. Następnie byłam na kilku konsultacjach alergologicznych, aby wyjaśnić dlaczego towarzyszy mi odczucie „oddychania przez ucho”. Jednakże lekarzom trudno było odnaleźć przyczynę. W końcu w 2004 jeden z lekarzy postawił diagnozę: zmiany mechaniczne w uszach wskutek nieleczonych infekcji uszu w przeszłości”, i dodał: „ma to związek ze spadkiem ciśnienia, wobec tego może ci się to zdarzać kilkakrotnie w ciągu dnia, jak i przez kilka dni z kolei. Z rokiem na rok będzie gorzej, a na starość będziesz to mieć cały czas; nie ma też metody leczenia”. Jakbyście się poczuli, słysząc taką diagnozę? Byłam więc bardzo przygnębiona. Choć nie jest to śmiertelne, ale skutecznie potrafiło odebrać radość życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłam więc się modlić o swoje uzdrowienie, wierząc, że Jezus żyje, a będąc realny dla tych, co wierzą - dziś też uzdrawia (w 1995 roku uzdrowił moją koleżankę m.in. z alergii, oprócz tego widziałam wiele osób odzyskujących zdrowie po modlitwie o uzdrowienie). Moja modlitwa o uzdrowienie stała się więc systematyczna i wyglądała mniej więcej tak: „Panie Jezu, Ty wiesz, że moja choroba jest nieuleczalna i odbiera mi całą radość życia, wierzę, że możesz mnie uzdrowić, proszę Cię więc – uzdrów mnie, Boże Ojcze w Imieniu Jezusa o to proszę. Amen.” Niestety uzdrowienie nie przychodziło przez wiele miesięcy, co oczywiście mnie zniechęcało, jednakże starałam się nie poddawać i wytrwale prosić Jezusa o uzdrowienie.&lt;br /&gt;W styczniu 2005 przeczytałam książkę „Dobry i zły sposób myślenia” Kennetha Hagina, która okazała się przełomową w moim życiu. Oto cytat z tej książki: „To, w co wierzymy jest bezpośrednim rezultatem naszego sposobu myślenia. Jeśli myślimy niewłaściwie, wtedy też niewłaściwie wierzymy. Słowo Boże zostało nam dane po to, byśmy swój sposób myślenia dostosowali do Bożego rozumowania. Jeśli to, w co wierzymy jest niesłuszne, wtedy nasze wyznanie - czyli to co mówimy - będzie równie niepoprawne. A jedno i drugie zależy od naszego sposobu myślenia. Jezus powiedział w ewangelii według św. Marka 11,23 "Zaprawdę powiadam wam: Ktokolwiek by rzekł tej górze: Wznieś się i rzuć się w morze, a nie wątpiłby w sercu swoim, lecz wierzył, że stanie się to, co mówi, spełni mu się cokolwiek rzecze". Zazwyczaj omawiamy szeroko kwestię wiary, zupełnie nie biorąc pod uwagę problemu naszego mówienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, to co mówimy będzie niewłaściwe tak długo, jak długo nie będziemy prawidłowo myśleć. Nasze myśli muszą być zgodne ze Słowem Bożym, bo poziom naszej wiary nigdy nie będzie wykraczał ponad nasze poznanie tego Słowa. Jezus pokonał diabła już prawie dwa tysiące lat temu na Golgocie, ale to co On legalnie nam zapewnił musi stać się rzeczywistością w życiu każdego z nas. Odkupienie ma nie tylko aspekt prawny, ale i doświadczalny (wtedy, gdy namacalnie realizuje się w naszym życiu). Nigdy nie będziemy w stanie w pełni pojąć mocy Słowa Bożego, dopóki jasno nie uświadomimy sobie różnicy pomiędzy tymi dwoma aspektami odkupienia. Wielu ludzi modli się prosząc: "Boże, zbaw tego człowieka", albo "Uzdrów tę kobietę". W istocie rzeczy jednak, zgodnie z Bożym rozumowaniem, ci ludzie już zostali zbawieni i uzdrowieni. Bóg w Chrystusie pojednał ze sobą cały świat. Jezus nie musi umierać powtórnie, aby kogokolwiek zbawić. On to już raz zrobił. Jezus już więcej nie przelewa swojej Krwi. Z legalnego punktu widzenia, Bóg już wszystkiego przez Niego i w Nim dokonał (2 Kor 5,19). Jeśli odkupienie głoszone jest tylko od strony prawnej, wtedy wierzący nie będą niczego doświadczać w swoim życiu. Jest to problem wielu wierzących. Zazwyczaj to, czego się naucza w kościołach, jest zgodne z prawdą, jednak samo tylko głoszenie o prawnej stronie odkupienia sprzyja bardzo temu, by wierni w krótkim czasie stali się drętwi, martwi i formalni w swym duchowym życiu, ponieważ nie przeżywają w rzeczywistości błogosławieństw płynących z ofiary Chrystusa. Z drugiej strony jednak, jeśli naucza się tylko o doświadczeniach i przeżyciach, w rezultacie zaobserwować można wiele symptomów fanatyzmu i niezdrowej krańcowości. Widzimy więc jak ważne jest zachowanie właściwej równowagi pomiędzy tymi dwiema stronami odkupienia po to, byśmy mogli w pełni radować się i przeżywać to, co legalnie zostało nam zapewnione przez Boga. Wierni, którzy słuchają wyłącznie o tym, jak w swoim życiu mogą przeżywać dobrodziejstwa wynikające z odkupienia, mają ogromne skłonności do poszukiwania doświadczeń w oderwaniu od Słowa Bożego. To, co Pan Jezus legalnie zdobył dla nas, co nam zapewnił - staje się naszym w sensie doświadczalnym wtedy, gdy my wierzymy Słowu Bożemu w naszych sercach i wyznajemy, że prawdziwie te wszystkie dobrodziejstwa należą do nas.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy to przeczytałam, postanowiłam to zastosować w mojej modlitwie o uzdrowienie. Odniosłam się też do tego, co Pan Jezus powiedział w Ew. Marka 11, 24: „wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że OTRZYMALIŚCIE.” Nie pomyliłam się, tak jest w oryginale greckim (sama to sprawdziłam). Jest tu użyty czas przeszły, a nie przyszły! Zmieniłam więc swoje myślenie na temat otrzymywania Bożego uzdrowienia w oparciu m.in. o ten fragment Pisma Świętego. Wcześniej bowiem sądziłam, że muszę prosić o uzdrowienie, jak również dać Bogu coś w zamian, np. podjąć jakieś wyrzeczenie, czy ofiarę, aby je uzyskać. Kiedy do mnie dotarło, że Jezus pokonał każdą chorobę na krzyżu już 2000 lat temu (również moją alergię), stwierdziłam, że proszenie o uzdrowienie jest niezgodne z Pismem Świętym, bo Jezus tak nie robił, a my mamy Go naśladować, On rozkazywał i mówił „niech ci się stanie według twojej wiary”. Postanowiłam więc poprosić Boga tylko raz jeszcze o moje uzdrowienie, a następnie ogłaszać w modlitwie z wiarą (a wiara jest pewnością otrzymania – Hbr 11, 1 i 1J 5, 14-15), że moja alergia została pokonana przez Jezusa na Golgocie i że uzdrowienie jest dziś dla mnie dostępne za darmo i że je „już otrzymałam.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłam tez przemówić do mojej „góry”, czyli alergii, w ten sposób: „alergio w Imieniu Jezusa nakazuję ci zniknąć, ucho nakazuję ci funkcjonować prawidłowo, każda komórko mojego ciała musisz być zdrowa w potężnym Imieniu Jezus.” Jak zdecydowałam, tak zrobiłam, pomodliwszy się jednego wieczora i następnego poranka, kiedy Pan Jezus okazał się cudowny w swej łasce, gdyż niezwykle mnie zachęcił, że postępuję słusznie (Bóg jest bardziej zainteresowany uzdrowieniem nas, niż my sami), przez sms od kolegi ze wspólnoty, który modlił się o mnie tego poranka i Pan dał mu słowo z Pisma Świętego dla mnie. Kolega ten nie wiedział, co się dzieje w moim życiu, ani że się zmagam z alergią. W tym fragmencie biblijnym, który mi przysłał, było napisane m.in. „wszystko zostało uzdrowione”. Jak się domyślacie, kiedy to przeczytałam, osłupiałam wprost ze zdumienia i z radości zaczęłam uwielbiać kochanego Boga. Nie potrzebowałam tego wersetu z Biblii, żeby uwierzyć, że otrzymałam już uzdrowienie, bo ja uwierzyłam i byłam przekonana, że tak się stało. Bóg w swej dobroci jednak chciał mnie jeszcze upewnić, abym się trzymała wyznawania wiary, że to uzdrowienie się dokonało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alergia przeminęła jak koszmar nocny i od 2 lat nie wróciła i nie wróci! Oczywiście diabeł chciał mi parę razy odebrać to uzdrowienie, strasząc symptomami zatykającego się ucha, ale mu się nie dałam i powiedziałam: „diable, ja jestem uzdrowiona, nie poddaję się tym symptomom!” I odeszły tak szybko, jak przyszły. W ten sam sposób w 2005 roku przyjęłam także uzdrowienie moich kolan, które systematycznie od wielu lat mnie bolały, nawet kilka razy w tygodniu. Moja babcia miała poważne problemy z kolanami, wskutek czego na starość nie mogła już chodzić, a teraz moja mama ma to samo, dlatego obawiałam się, że to choroba dziedziczna i że mnie też to czeka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiedziałam w modlitwie: „Panie Jezu wierzę, że w Twoich ranach jest moje zdrowie i Ty umarłeś, aby wykupić mnie z opresji i władzy diabła. Choroba pochodzi w swym korzeniu od diabła, dlatego wierzę, że w Twoim Imieniu moje kolana już zostały uzdrowione, ja przyjmuję to uzdrowienie i dziękuję Ci za nie. Amen.” I również od 2 lat kolana mnie nie bolały! To nie mogło przejść samo z siebie, jak i alergia, co potwierdził mój lekarz. To uczynił mój Jezus, który jest Bogiem i może wszystko. Nie wiem w jakiego Boga Ty wierzysz, ale mój Bóg jest wielkim Bogiem, realnym Bogiem, który interesuje się każdą sprawą mojego życia, bo mnie kocha. Posłał swego Syna Jezusa, aby zbawił mnie, czyli zapłacił cenę za mój grzech – śmierć, abym ja mogła żyć w wolności od grzechu, choroby i diabła oraz miała życie wieczne przez wiarę w Imię Jezusa, a co więcej - miała „życie w obfitości” w każdej dziedzinie mego życia, czego też doświadczam od 12 już lat od dnia, kiedy oddałam swoje życie Jezusowi w marcu 1995 roku, ogłaszając Go moim Panem i Zbawicielem. Otrzymałam też chrzest Duchem Świętym, który absolutnie zmienił jakość mojego życia, ale o tym następnym razem…&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-859446146162258744?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/859446146162258744/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=859446146162258744' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/859446146162258744'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/859446146162258744'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/07/jak-zostaam-uzdrowiona-z-alergii-i-blu.html' title='Jak zostałam uzdrowiona z alergii i bólu kolan'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2438524691762990606.post-1410361123626337269</id><published>2007-07-07T03:12:00.000+02:00</published><updated>2007-07-08T22:42:30.055+02:00</updated><title type='text'>Moja najważniejsza życiowa decyzja</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;W 1993 roku byłam nastolatką, która miała swój własny świat, przyjaciół, szkolne problemy i którą zupełnie nie interesował kościół. Oczywiście byłam wychowana w domu katolickim i chodziłam do kościoła w niedzielę na Mszę, jak i raz w miesiącu do spowiedzi, ale w moim życiu nie miałam doświadczenia, że Bóg jest realny i bliski. Nawet nie bardzo wiedziałam kim jest Bóg, choć prawie codziennie mówiłam paciorek. Kazania uważałam za nudne i nigdy ich nie słuchałam. Biblii nigdy nie czytałam z pragnienia serca, ale jako obowiązek na religii. Pewnej niedzieli usłyszałam ogłoszenie w kościele: „katechezy neokatechumenalne dla dorosłych odbywają się w środy”, które nie wiem właściwie dlaczego mnie zaintrygowało. Postanowiłam pójść z ciekawości. Myślę, że również z desperacji, gdyż czułam się nieszczęśliwa i nie widziałam głębszego sensu w moim życiu. Czułam gdzieś w głębi mego serca, że w życiu musi chodzić o coś więcej, niż tylko o gonienie za szczęściem i samorealizacją. Pomyślałam: może tam będą coś o tym mówić? Poszłam i wynudziłam się strasznie i kiedy już miałam wychodzić, usłyszałam proste słowa, skierowane do ludzi, którzy przyszli: „to nie jest przypadek, że tu dziś jesteś, Bóg chciał, żebyś tu był/była”. To mną wstrząsnęło i zatrzymało na miejscu, gdyż nie spodziewałam się, że Bóg mnie zna i się mną osobiście interesuje. Postanowiłam chodzić więc w każdą środę, aby dowiedzieć się czegoś więcej o tym Bogu, który nie przez przypadek sprawił, że tam się znalazłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz, kiedy to piszę, ogarnęło mnie wzruszenie i wdzięczność Bogu, że do tego doprowadził przed 14 laty, bo nie wiem, jak by mogło wyglądać moje życie, gdybym tamtej środy nie poszła na tę katechezę. Jestem zadowolona z mojego życia, choć nie było łatwe, nie wyobrażam sobie jednak, jak by ono wyglądało, gdybym nie miała wiary. Jestem pewna, że nie było by mnie już na tym świecie, bo czasem moje życie było nie do zniesienia. Jezus był ze mną w tych trudnych sytuacjach, aby dodać mi sił do przetrwania i nadziei, a także odnowić wieczną perspektywę, bo Jezus powiedział: „Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę, bo Ja zwyciężyłem świat” (Ew. Jana 16, 33). W tych trudnych momentach starałam się czytać Biblię, bo jak pisze św. Paweł w liście do Rzymian: „wiara rodzi się z tego, co się słyszy, a tym, co się słyszy jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17). Im więcej czytasz Biblii, tym twoja wiara jest mocniejsza, to prosta zależność. Piszę to z własnego doświadczenia, bo moja wiara stawała się mocniejsza kiedy spędzałam czas ze „słowem Chrystusa” – Biblią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając jednak do wątku – zakończyłam po kilku tygodniach te katechezy i razem z wieloma innymi osobami zaczęliśmy się spotykać w parafii na studiowanie Pisma Świętego. Wtedy dopiero zaczęłam czytać Pismo Święte z pragnienia poznania Boga, gdyż jak św. Hieronim powiedział: „kto nie zna Pisma Świętego, ten nie zna serca Boga”, a ja chciałam poznać serce Boga, który zna mnie po imieniu. Bycie w tej wspólnocie neokatechumenalnej było cudownym doświadczeniem bliskości Boga oraz miłości braterskiej innych wierzących. W tym też czasie zaczęłam zauważać swoje grzechy, których wcześniej nie widziałam, co było szokujące, bo uważałam, że nie jest ze mną tak źle. Bóg jednak nie patrzy na grzechy tak, jak my to robimy, osądzając je: „ten grzech jest wielki, a ten taki malutki”. Według Bożego Prawa (czyt. List do Rzymian 6, 23) za każdy grzech należy się kara śmierci (którą dzięki Bogu w naszym imieniu wziął Jezus na siebie). Duch Święty objawia prawdę i przekonuje o grzechu, czego doświadczyłam bardzo wyraźnie. Moje sumienie stało się znacznie wrażliwsze na Boga, a moja modlitwa już nie była paciorkiem, ale relacją z Bogiem, który mnie kocha i któremu na mnie zależy. W ogromie doświadczania miłości Bożej zdecydowałam się pójść do zakonu. Moja rodzina wyraziła sprzeciw i wywarli na mnie nacisk, abym poszła na studia, co też niechętnie uczyniłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W październiku 1994 zaczęłam studiować Zdrowie Publiczne w Poznaniu. Znalazłam też wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym „Jerozolima” przy Dominikanach, gdyż bycie blisko Boga razem z innymi wierzącymi dawało mi radość życia. Tam zorganizowano Kurs Nowego Życia , w którym wzięłam udział. Uwieńczeniem tego kursu była modlitwa uzdrowienia wewnętrznego, w czasie której Bóg uwolnił moje serce od bólu wielu zranień, które zadali mi ludzie w różnym okresie mego życia i uzdolnił od przebaczenia tym, którzy nie okazali mi miłości, kiedy jej potrzebowałam. Bóg też uwolnił mnie od kompleksów i poczucia niskiej wartości. Po tej modlitwie czułam się tak lekko i świeżo wewnętrznie. Zaczęłam patrzeć na siebie, świat i innych ludzi zupełnie nowymi oczami, byłam zdolna do kochania innych i okazywania im tej miłości – to samo ze mnie wychodziło, ja wcale nie musiałam się starać. Czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie i ten stan cudownego „czucia się” utrzymywał się przez kilka tygodni, mimo, że miałam też problemy i trudności w tym okresie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiedziałam, że tego sobie nie wymyślam, ani nie prowokuję niczym, nie jestem na Prozacu, ani nie jestem zakochana, więc musiał to być tylko Bóg! Niedługo po tym doświadczeniu w marcu 1995 roku znalazłam się na kursie Filip, gdzie podjęłam najważniejszą życiową decyzję: oddania swojego życia Jezusowi i ogłoszenia Go Panem mojego życia, decydując się wybierać zawsze to, co się Jemu podoba. Nie było mi łatwo podjąć tej decyzji, bo obawiałam się, czy dam radę i czy nie będę musiała zbyt często rezygnować z tego, co ja chcę. Obrazuje to fragment mojej modlitwy: „i Panie Jezu, choćbym miała nigdy już nie podróżować (to było wielkie moje marzenie) i choćbym miała nigdy nie jeździć konno (drugie wielkie marzenie) to ja i tak ogłaszam Cię Panem mojego życia”. I oddałam Jezusowi każdą dziedzinę mego życia, którą chciałam, aby rządził. Niektóre przyszło mi łatwo oddać, niektóre trudniej, ale zdecydowałam się na to, ponieważ uznałam, że On jako Bóg, który mnie kocha i chce dla mnie tylko dobra, poprowadzi mnie lepiej, niż ja sama mogłabym sobie to wyobrazić i zaplanować swoje życie. Wierzę, że Jezus jest kimś, komu warto oddać życie. Ludzie oddają swoje życie karierze, pieniądzom, przyjemnościom, innym ludziom, sobie samym, nałogom i ostatecznie diabłu. Oddanie życia Jezusowi jest jak ulokowanie oszczędności na koncie wysokooprocentowanym - masz szansę wiele zyskać, ale czasem musisz na to trochę poczekać, a nawet przez jakiś okres czasu może się też wydawać, że tracisz. I to zależy od ciebie, ile z siebie zainwestujesz w relację z Jezusem, bo tak jak masz różnego rodzaju konta inwestycyjne – możesz włożyć swe pieniądze na bezpieczne 10%, ale nie zarobisz zbyt wiele, tyle, że są to pewne pieniądze. Możesz też wybrać opcję 30%, która zakłada, że możesz zarobić aż 30%. Im więcej zainwestujesz, tym masz szansę więcej zarobić, ale też więcej stracić. Z oddaniem życia Jezusowi wygląda podobnie: jeśli zainwestujesz całego siebie, swoje całe 100%, to choć na początku (w momencie podejmowania decyzji przyjęcia Jezusa jako Pana) może się wydawać, że tracisz, ale tak naprawdę okazuje się, że zyskujesz i nie tylko w jakości swego życia, która się zdecydowanie poprawia, ale co najważniejsze – zyskujesz życie wieczne i w zależności od twego poświęcenia nagrodę, kiedy Jezus przyjdzie ponownie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z tą nagrodą to jest najciekawsze, a o tym się prawie nie naucza. Mówi się wiele o życiu wiecznym, ale jak to będzie z tą nagrodą, którą Jezus obiecuje w tak wielu miejscach w Biblii? Nagroda ta jest wyraźnie czymś innym, niż życie wieczne, które mamy dzięki wierze w Niego. O nagrodzie może napiszę innym razem, a teraz skończę mój wątek. Tak więc w marcu 1995 oddałam swe życie Jezusowi jako Panu i to była moja najlepsza życiowa decyzja. Moje życie nigdy nie było bardziej ekscytujące i radosne, niż wtedy, kiedy żyłam z Jezusem jako Panem (bo niestety miałam okresy, kiedy żyłam dla siebie - z sobą samą jako Panią mego życia, ale wtedy po pewnym czasie moje życie stawało się nie do zniesienia, robiłam błędy i raniłam samą siebie i innych, tracąc moje serce i marnując swe życie, nauczyłam się więc, że nie warto schodzić z drogi podążania za Jezusem). A to czego się tak bałam, że nigdy mnie nie spotka, wydarzyło się, przekraczając moje oczekiwania: podróżując, byłam w 17 krajach, przez ostatni rok żyłam w Australii, a teraz jadę do Ugandy. Jeździłam tez konno i doświadczałam wielu wspaniałych rzeczy z Jezusem jako Panem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najcenniejsze jest chyba jednak to, że On dał mi doświadczyć swojej bliskości i realności, udowadniając wiele razy, że On naprawdę żyje i mnie kocha, szczególnie w momentach bardzo trudnych. Tak więc jestem pewna, że największym moim zyskiem oddania swego życia Jezusowi, jest On sam obecny realnie w moim życiu. On jest tą perłą z przypowieści, dla której sprzedaje się wszystko, aby ją nabyć. On sam jest najcenniejszy w moim życiu. Gdybym straciła wszystko, co mam: zdrowie, rodzinę, przyjaciół, pieniądze, pracę, itd. to co by mi zostało? Opieram moje życie na Jezusie, jak dom zbudowany na skale, aby gdy przyjdą fale (a przyjdą), mój dom się ostał.&lt;br /&gt;Mój znajomy ksiądz o. Błażej Sekula był kiedyś na audiencji z papieżem Janem Pawłem II. Gdybym go zapytała: „ale czy ojciec ma na to jakiś dowód?” Wiem, że pokazałby mi zdjęcie. Ja wiem, że spotkałam Jezusa, choć nie mam z Nim zdjęcia. Mam jednak Jego Ducha w swoim wnetrzu, który wydaje mi codziennie świadectwo o Jezusie (por. 1List św. Jana 2,27), że Go spotkałam i Go znam. „Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania” (1J 2,3). Słowo „zachowywać” tu użyte, oznacza w oryginale „strzec przed utratą, mając oczy cały czas utkwione”. Znać Jezusa, znaczy znać Jego słowo. Ja kocham Jego słowo i nie jest to moim wysiłkiem, jest to Jego łaską, która przyszła wraz z oddaniem Mu swego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie znam Jezusa z książek, czy nauk księdza lub opowieści innych ludzi, ja znam Go osobiście, bo spędzałam z Nim godziny na modlitwie, lub czytając Biblię, czując, że On jest tuż obok lub tylko wierząc, bo niczego nie czułam. „Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi wierzyć, że Bóg jest i wynagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11,6). Zachęcam cię więc, jeśli jeszcze nie oddałaś/-eś swego życia Jezusowi, zrób to jak najszybciej, a nie pożałujesz. Co możesz stracić, nie zyskując znacznie więcej? Doświadczysz nowej jakości swego życia, a Jezus da ci doświadczyć, że jest realny i bliski, osiągniesz życie wieczne przez wiarę w Imię Jego, a kiedy przyjdzie ponownie, odbierzesz swoją nagrodę! Jeśli już oddałaś/-eś swe życie Jezusowi szukaj Jego prowadzenia, aby doświadczyć głębszej intymności z Nim, a także odnaleźć swój cel i przeznaczenie na tej ziemi, bo Bóg mówi w Biblii, że każdy z nas ma swój cel i powołanie. Czy znasz swój cel? Czy wiedziesz życie bez kierunku i wizji? Jeśli tak jest – módl się, szukaj Jezusa całym sercem, aby Ci to objawił, a On to zrobi na pewno. Może otrzymasz zapewnienie, że jesteś we właściwym miejscu, a może odkryjesz coś nowego i świeżego? A jak już się dowiesz – idź za tym, nie bacząc na koszty poświęcenia, bo im większe poświęcenie, tym większa nagroda!&lt;br /&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2438524691762990606-1410361123626337269?l=honoratka.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://honoratka.blogspot.com/feeds/1410361123626337269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=2438524691762990606&amp;postID=1410361123626337269' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/1410361123626337269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2438524691762990606/posts/default/1410361123626337269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://honoratka.blogspot.com/2007/07/moja-najwaniejsza-yciowa-decyzja.html' title='Moja najważniejsza życiowa decyzja'/><author><name>Honorata Wąsowska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/02988479730039754247</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_lgvC4vn1WI0/SUfdsb8cb5I/AAAAAAAABRY/wvMMiNo_o1I/S220/49.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
